piątek, 24 maja 2013

Ostatni Raz

Przez kilka sekund stałem jeszcze przed drzwiami, myślałem co mam jej powiedzieć, jak się zachować. Ale miałem taka pustkę w głowie, że musiałem lecieć na spontan.
Zapukałem trzy razy, delikatnie w dębowe, ciężkie drzwi, przegryzając w nerwach dolną wargę.
Panowała głucha cisza, jakby w budynku nie istniała żadna żywa dusza, nic jej niestety nie przerywało.
Ośmieliłem się zapukać po raz kolejny. W coraz większych nerwach wystawałem na klatce, spoglądając na złotą tabliczkę przymocowana do drzwi, na której widniał numer 29. Postałem jeszcze chwile i stwierdziłem, że nic tu po mnie. Nie zastałem jej w domu, albo inaczej : miała przeczucie, że się u Niej pojawię i celowo nie otworzyła mi drzwi. Nie .. to głupie.
Odwróciłem się i wolnym krokiem zacząłem zmierzać ku schodom, dlaczego ponownie nie wybrałem windy ? Nie wiem.
Zrobiłem chyba ze cztery kroki, kiedy usłyszałem przekręcający się zamek i otwierając drzwi, odwróciłem wzrok i ujrzałem Candy. Rozglądała się wokół, lecz po chwili spostrzegła mnie i jej mina jakby posmutniała.
- Hey, myślałem, że Cie nie ma ? - podszedłem do dziewczyny z uśmiechem. Nie wyrażała pozytywnej inicjatywy, cóż, trudno się dziwić.
- Skąd .. Ty ? - oparła się o drzwi.
- Musimy porozmawiać - pokręciła głową przecząco - Candy, musimy - powiedziałem głośniej. Po minucie jej bodajże przemyśleń, wpuściła mnie do środka.
Zaprowadziła mnie do salonu, ładnie urządzonego, w pastelowych kolorach. Od zawsze, wiedziałem, że ma gust. Wskazała na fotel, abym usiadł, natomiast ona sama spoczęła niedaleko na sofie. Jej mina nadal mnie nie uspokajała.
- Cad - zacząłem - dlaczego zerwałaś ze mną kontakt, przecież świetnie się dogadywaliśmy - powiedziałem. Nie spojrzała na mnie, jej wzrok wciąż był przeniesiony w blade, drżące dłonie.
- Tak będzie lepiej - wydusiła . O czym Ona mówi ?!
Wstałem, podchodząc i kucając obok sofy na której siedziała.
- Nie będzie lepiej. Przecież się przyjaźniliśmy, po jedynym pocałunku mnie skreślasz ?! - wrzasnąłem. Chyba niepotrzebnie, jej oczy stały się szkliste, Ona cała mocno drżała.
Po kilku sekundach dziewczyna wstała, domyślałem się, że chciała wyjść, nie wiem gdzie, na pewno gdzieś.
Złapałem ją z dłonie, przystanęła.
- Zrobiłem Ci coś ? Skrzywdziłem Cię ? - zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Standard w ostatnim czasie. Tak zapytam ... jestem aż taki głupi, że nie orientuje się, co mogłem złego tej kobiecie zrobić ?
Wykończę się przez Nią.
- Kochasz ją ?! - padło pytanie, którego się nie spodziewałem. Przepraszam bardzo, o czym Ona mówi ? Ćpała coś ? Dobra, nie przeginajmy.
- Kogo ?! - choć wiedziałem doskonale o kogo pyta, chciałem się upewnić.
- Jannę - rzekła półgłosem. Eee...skąd jej to przyszło do głowy ? Nie utrzymuje z moją byłą kontaktu od .. ekhem .. pewnego czasu. A czy ją kocham ... odpowiedz brzmi nie.
- Candy..zwariowałaś ? Dlatego się do mnie nie odzywałaś ? - spytałem, nie rozumiejąc całej tej sytuacji.
- Bo .. - zaczęła - kiedy wyjechałam, chciałam zapomnieć sam wiesz o czym. Nie chciałam już nigdy wracać do Sztockholmu, ale z drugiej strony miałam świadomość, że stracę Ciebie. Wtedy na weselu .. ten pocałunek.. zawsze byłeś dla mnie ważny, ale tylko w kwestii przyjacielskiej. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, było mi za to wstyd .. - mówiła jednym tchem, a ja bacznie się jej przyglądałem - później w polskiej gazecie ukazał się artykuł w którym pisali, że znów spotykasz się z Janną. Nie mam nic do tego, ale zabolało mnie to, że zawsze zaprzeczałeś co do miłości do Niej. Wolałam się usunąć, bo wiem jak bardzo mnie nie lubi - wykrztusiła z siebie, przenosząc wzrok na moją twarz. Była smutna.
- Malutka - przytuliłem ją do siebie - nie spotykam się z Nią. Była u mnie po jakieś swoje rzeczy, które nieświadomie pozostawiła w moim mieszkaniu. Przepraszam - szepnąłem, odklejając się od Niej.
- Moja kochana Candy - mruknąłem całując ją w czoło i ponownie ją przytulając do siebie.
Tak bardzo tęskniłem za jej ciepłem, biciem serca, zapachem, za Nią. Nie wiem, co bym zrobił gdyby mi nie wybaczyła, wyrzuciła z mieszkania, nie otworzyła drzwi, nie dopuściła do słowa. Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć, ale próbuję sobie to w jakiś sposób wyobrazić, to jakbym się zachował. Wiem jedno - na pewno bym nie odpuścił, walczyłbym o tę, jakże cenną i ważna dla mnie przyjaźń. Mam nadzieję, że dla Candy również coś znaczę. No właśnie coś ... głupio się przyznać ale jej słowa, które wypowiedziała, trochę jakby mnie zasmuciły. Dla Niej ten pocałunek był bez znaczenia, natomiast dla mnie .. no kurczę, sam nie wiem.
Nie sądzę abym coś więcej do Niej czuł, ale z drugiej strony, nie potrafię zapomnieć o tym incydencie. Był taki piękny, wprost niesamowity. Ale mam wrażenie, że to była pomyłka. Ale nie, nie .. nie z mojej strony, chociaż teraz nie potrafię poradzić sobie z samym sobą. Jak to możliwe ? Takie nasuwa się pytanie. Każdy myśli, że nie mam problemów, a o dziwo mam ich parę w zanadrzu. Zaraz za Nim pojawia się kolejne - ktoś tak znany jak ja, nie powinien cierpieć przez kobietę, przecież ma ogromny wybór. Tak .. wśród fanek, które kochają mnie za wygląd, ruchy i wokal. Niewiele dziewczyn tak naprawdę mnie poznało. Ba ! Niewiele z Nich darzyłem jakąś bliższą sympatią, w sumie to z obliczeń wychodzi mi dosyć mała liczba. Ale utwierdzam się w przekonaniu, że to tylko i wyłącznie na moją korzyść.

Hmm a więc rozwieje Wasze wątpliwości i może krótko wypowiem się na ten temat ?
Jakie to uczucie nie móc poradzić sobie ze samym sobą ? Znam to doskonale i Wy jeśli się nie mylę, również. Kwestie, których nie wystarczy omówić na forum internetowym, facebooku czy z najlepszym przyjacielem. Jedynym ratunkiem jest nie dawać za wygraną, czuć, że życie jest piękne, musimy je przeżyć, takim jakim jest. Nikt jednak w to nie wierzy. Wolą popełniać samobójstwa, zalewać się litrami alkoholu, ćpać - po co ? Wspomnienia wracają, każdy doznaje bolesnych rozczarowań, a niżeli tak świat jest skonstruowany ? Więc dlaczego ludzie nie potrafią dać sobie szansy, by mogło być lepiej - znam odpowiedz na to pytanie ; jesteśmy po prostu zbyt słabi, bynajmniej tak nam się wydaje, co jak się okazuje jest bzdurą.
Takie jest moje zdanie, a to, że nie radzę sobie z własnymi problemami, to myślę, że to tylko kwestia czasu, aby się z nimi uporać. Co ja pieprzę ? Wzięło mnie na użalanie się nad sobą i głębokie życiowe przemyślenia.
- Candy - zacząłem nerwowo po kolacji którą przygotowała. - wrócisz do Sztockholmu ? - spojrzałem na Nią niepewnie. Odłożyła szklankę i przez chwile sie nad czymś intensywnie zastanawiała - przypuszczam, ze nad odpowiedzią.
- Chyba nie - stwierdziła krótko.
- Czyli .... czyli my , nasza przyjaźń - wiem, że w moich oczach można było zauważyć nadzieję, bo to własnie czułem. Denerwowała mnie każda sekunda ciszy, każda chwila niepewności. Dziewczyna wstała. Domyślam się, że najchętniej wyprosiłaby mnie, aby tylko nie odpowiadać na pytania i nie drążyć więcej tego tematu. Odszedłem od stołu równocześnie z Nią.
- Myślę, że kontakt telefoniczny jest bezsensu, a spotykanie przy Twojej pracy graniczy z cudem. Dlatego obawiam się, że nasz kontakt tutaj się kończy - ostatnie słowa wyszeptała, po jej policzkach polałby się łzy, a ja byłem w szoku. Z jaką łatwością chce to zakończyć. Boże, Danny, co Ty gadasz ?! Jaką łatwością ? Widzisz co dzieje się z tą kobietą ? Nie ? To się przyjrzyj i powiedz czy widziałeś ją kiedykolwiek w gorszym stanie ?!
Przegryzłem dolną wargę.
- Nie rób tego, proszę - powiedziałem, stając naprzeciwko. Pękało mi serce, na myśl, że znów ja stracę, ale tym razem na zawsze. Muszę coś zrobić, przecież nie mogę do tego dopuścić.
Patrzyłem tępym wzrokiem na jej mokrą od łez, śliczną buzię. Jej oczy był szare, przenikał przez nie ból.
- Nie mam wyjścia. - szlochała - dasz sobie radę.
- Nie dam - przerwałem.
- Dasz - kontynuowała - wpadniesz w wir obowiązku tylko wrócisz z trasy, zajmiesz się klipami, nowymi utworami, koncertami. Masz przyjaciół, poradzisz sobie - rzekła, a jej słone łzy, upadały na drewnianą podłogę, odbijając głuchy dźwięk, który podświadomie słyszałem.
Wierzchem dłoni dotknąłem jej wilgotnego policzka, przejechałem lekko. Była zimna.
Nie myślałem racjonalnie, chciałem tylko jej nie stracić.
- Jesteś dla mnie ważna - szepnąłem - najważniejsza - zbliżyłem się powoli, aby jej nie wystraszyć, dzieliły nas tylko milimetry.
- Bądź moja, tylko dziś, tylko raz, tylko Ty i ja. Proszę - rzekłem cicho.
Po chwili tonęliśmy w namiętnym pocałunku ...

Hahaha, wiem, że kochacie mnie za momenty w których ucinam rozdział. :D
Trzymajcie się dzióbki . ; ***

piątek, 3 maja 2013

Nieudany chillout

Jestem już po kilku koncertach, odwiedziłem przeróżne miejsca w których jak dotąd nie byłem. Niestety, a może i stety .. wciąż myślałem o Candy, o tym co się wydarzyło. Mam mętlik w głowie, nie wiem co mam o tym myśleć, jak się zachować, co powiedzieć ? Dlaczego to wszystko jest takie trudne, co ?
Usiłowałem skontaktować się z Nią milion razy, rzecz w tym, że nie odbierała, nie odpisywała ani nie oddzwaniała. Może, powinienem dać jej spokój ? Zapewne chce o tym zapomnieć, przecież to jest Candy, znam ją. No cóż ...

Nowy Jork, bardzo mi się spodobał, architektura tegoż miasta coraz bardziej mnie zachwycała w każdym jego calu. No nie wierzę, że to mówię, ale podoba mi się tutaj bardziej niż w Stockholmie. Może mała przeprowadzka ? Nie, nie. Lepiej nie eksperymentować. Oczywistą rzeczą jest to, że mi się tutaj podoba, przecież nigdy nie byłem w Nowym Jorku. Znaczy ... byłem, ale przelotnie, zagrałem kilka koncertów, odwiedziłem jedynie jakąś restaurację, a resztę czasu spędziłem, albo w biegu, albo w hotelu. A teraz, postanowiłem troszeczkę pozwiedzać. Tylko ja i mapa. Brzmi strasznie c'nie ? Trudno, najwyżej się zgubię.

****

Krążyłem po mieście już kilka dobrych godzin, nie zastanawiałem się nad niczym, każde miejsce było takie inne, piękne. Ahh...zostaje tu . <3
Do hotelu wróciłem bardzo późno, tak się nakręciłem na ten New York, że straciłem poczucie czasu.
Wszedłem do pokoju, zamykając drzwi. W pokoju panowała ciemność, trudno się dziwić, przecież nikt prócz mnie tutaj nie pomieszkiwał. Zapaliłem światło, tsss a tam ... Erik.
Trochę mnie wmurowało, chłopak natomiast siedział naprzeciwko mnie i gapił się z bananem na twarzy.
- eee ? - jęknąłem, na co wstał, podchodząc i podając mi prawą dłoń.
- Też się cieszę, że Cię widzę - zaśmiał się.
Podałem mu dłoń i cofnąłem się w tył, jak porażony prądem.
- Erik, co Ty tutaj robisz ? - zapytałem po chwili.
Pokręcił głową i przeszedł do wyjaśnień, które mnie jakby nie zdziwiły.
- Danny, wiesz, że jestem z Alicią - na początku nie rozumiałem jego toku rozumowania, dopiero kiedy zaczął przechodzić do bardziej istotnych szczegółów. - Ona i Candy .. wiesz, że się przyjaźnią. Długo prosiłem Alicię, aby podałam mi Polski adres zamieszkania Candy. W sumie od czasu Twojego wyjazdu w trasę. - ooo.. to nie powiem, trochę mu to zajęło. Dla tych którzy nie mają poczucia czasu, to w trasie jestem od 2 miesięcy, został mi tylko miesiąc, a w tym masa koncertów, wywiadów, spotkań z fanami i przeróżne inne wydarzenia. Do Polski jadę za 9 dni. Obowiązują mnie tam trzy koncerty : Katowice, Warszawa i Kraków. Później wyjeżdżam na wschód. Ale wracając do rozmowy z moimi przyjacielem.
- Żartujesz sobie ? Masz ten adres ? - aż podskoczyłem z radości - dlaczego mi nie wysłałeś na tel. albo nie zadzwoniłeś ? - zapytałem po chwili, unosząc brwi do góry.
- Alicia podała mi go, ale miała warunek. Muszę pojechać razem z Tobą do Polski. Żebyś ośle, tego nie spieprzył - walnął. Spojrzałem na Niego groźnie.
- Ja ? Mistrzem od robię z siebie debila, jesteś Ty ! - wrzasnąłem, popychając go na łóżko. Zaczęliśmy się bić na żarty, śmialiśmy się niczym małe dzieci.
Ładowałem tego czubka poduszką, a On próbował mnie łaskotać. Nagle otworzyły się drzwi, a w Nich stanął ... kelner ? Spojrzał na Nas, jak na eee .. gejów ? No tak, leżeliśmy na łóżku, w śmiesznej pozycji, z poduszkami w dłoniach i głupimi minami. Na jego miejscu zadzwoniłbym po psychiatrę. Oczywiście tego typu specjalista wyłącznie dla Erika.
- Czy wszystko w porządku ? - zapytał po chwili, a my zrobiliśmy się czerwoni jak cegła.
- Yyyy ... tak, tylko się .. - już miałem ochotę wyjaśnić, ale standardowo w słowo wszedł mi Eriś.
- Zabawialiśmy .. - dokończył, na co go walnąłem w ramię. - Znaczy , bawiliśmy się - zmienił.
Kelner patrzył jeszcze na Nas przez chwilę, po czym wyszedł bez słowa, zamykając drzwi.
- Pogięło Cię ? - syknąłem, wstając z łóżka - co On sobie pomyślał ? - jęczałem, chodzą w kółko po pokoju.
- Nie panikuj - uspokajał mnie.

3 DNI PÓŹNIEJ ...

Od kilku dni, mam dodatkowy bagaż, domyślacie się ? Tak, chodzi mi o Erika. Naprawdę go lubię, ale przebywanie z Nim przez tyle godzin w Studio, na próbach, koncertach, trasach E.M.D. i oczywiście prywatnie .. jest w miarę okej, nie będę tutaj narzekał, bo w sumie chcąc, czy też nie - muszę się z Nim widywać. Zresztą to mój przyjaciel. Ale, proszę Was ... ten bonus mi nie pomaga, łazi za mną wszędzie.
Wiem, wiem, wiem ! Wiem, co sobie pomyślicie, że jestem samolubny lub coś z tej płyty, ale chyba mnie rozumiecie ? Zawsze się droczymy, kłócimy, ale przeważnie traktowałem to jako zabawę. Natomiast teraz .. On mnie denerwuje. Mógłby sobie pozwiedzać, pochodzić na imprezy lub robić cokolwiek byle mi nie przeszkadzać. Zaś On, jest obecny na każdym koncercie, wywiadzie i wszelkiego rodzaju spotkaniach. Męczące ? Bożżżże, chcę do domu !!
- No co tam, co tam ? - zza drzwi wyłonił się ŁEP Erika. Po chwili wszedł do środka i klapnął na łóżko.
- Zmęczony jestem - warknąłem. Niestety, chłopak nie dał za wygraną i dalej trajkotał.
- Dann .. trochę mi się nudzi - stwierdził, tym razem kładąc się obok mnie. Zerknąłem na Niego kątem oka - nie miał zbyt zadowolonej miny, wręcz przeciwnie, był smutny, trochę zły, ale po sekundzie wyszczerzył swe białe ząbki i pach, czar prysł. A myślałem, że trochę się pozłości.
- No i co mam Ci niby poradzić hmm ? - zapytałem, na co automatycznie wstał.
- Ale zgodzisz się ? - o masz ! Zaczyna się. Spojrzałem na Niego, a On coraz bardziej bladł.
- O co chodzi ? - przeniosłem się do pozycji siedzącej.
- Idziemy na imprezę - oznajmił siadając, robiąc przy tym głupio, wesołą minę. Pięknie, ale się wpakowałem. Chyba lepiej być nie mogło ! Podrapałem się po głowie, spojrzałem jeszcze przez chwile na przyjaciela. Toż sobie wymyślił, nie mógłby sam pójść ? Ja miałbym spokój, On zajęcie, wszyscy szczęśliwi i zadowoleni.
No cóż .. wiedziałem, że obiecałem, ale nie miałem pojęcia na co się godzę, zresztą, mogłem to przewiedzieć. Przecież On uwielbia dyskoteki, wyrywanie nowych panienek.
- Masz świadomość, że jestem po koncercie ? Koncert razy trzy plus wywiad, rozumiesz ?! - syknąłem.
- Danny obiecałeś ! - warknął, odwracając się plecami. No jak małe dziecko.
Po chwili ciszy, w końcu się odezwał.
- Zrób sobie przerwę, taki chilloutcik - puścił oczko. Na co mnie bardziej zdenerwował, lecz powstrzymałem się od zbędnych uwag.
- Za pół godziny na dole, gówniarzu !- pogroziłem palcem.
- Jestem starszy - krzyknął, podchodząc do łóżka.
- Won ! - rzuciłem w Niego poduszką, a On .. uciekł.

****

Dokładnie 30 minut po rozmowie u mnie w pokoju, czekałem na Erika, spóźnił się o .. 2 minuty.;]
- Spóźniłeś się - puknąłem palcem w zegarek, wyszczerzając zęby. Brunet spojrzał na mnie, po chwili zaczął się śmiać. Ale z Niego śmieszek się zrobił ..
Klub nie był daleko, był osadzony na tej samej ulicy co Hotel, jednak nie powiem, trochę pokręcona była droga do Niego. Po pijaku bym nie trafił. Ops.
Weszliśmy do budynku, wcześniej zapłaciliśmy wejściówkę u przemiłej Pani, która Nas o dziwo nie poznała.
Podeszliśmy do baru, zamówiliśmy po drinku i usiedliśmy przy stoliku, rozejrzawszy się dookoła.
W środku była masa ludzi, klub był naprawdę duży, większość szalała na parkiecie, inni zaś siedzieli podobnie jak my przy stolikach, jeszcze inni chodzi to tu, to tam.
- Masz już jakąś na oku ?! - zapytał brunet, sącząc przyniesionego przed sekundą, drinka.
- Nie - odpowiedziałem krótko. - ale Ty .. Alicia ? - poruszyłem dłońmi w celu wykonania jakby 'schematu'
Przez chwilę go zamurowało, czyżby zapomniał ? Poczerwieniał, jednak po chwili zbladł. Eeej, On rzeczywiście się speszył.
- Eriś, nie mów, że zapomniałeś ? - spytałem poważnie, patrząc na Jego reakcję, zaczął się plątać.
- Nie ja ... ee . Danny to z przyzwyczajenia - przyznał w końcu, spuszczając głowę w dół. Widziałem jak przegryza dolną wargę. Cały On.
Nie rozumiem jednak, jak można zapomnieć, że się kogoś ma ? Chory jakiś.
- Eriś, masz jakieś zaburzenia ? Emocjonalne ? - wykrztusiłem po chwili, na co przeniósł wzrok na Mnie, patrząc w taki sposób jakby chciał mnie zaraz zabić, ewentualnie pożreć. Eee .. bez podtekstów. ;>
Przez pierwsze sekundy nie odezwał się i nawet wydawało mi się, że przestał oddychać.
Minęła około minuta, kiedy ponownie na mnie spojrzał, po czym ... wyszedł.
- Hej, hej, hej - wybiegłem za Nim. - A Ty dokąd ? - złapałem go za ramię, odwrócił się.
- Dobra, wiem co o mnie myślisz. Dobrze myślisz, tylko ... - uciął.
Nie będę go już katował, c'nie ? I tak chłopak ledwo żyje, był bardzo blady. No co go ugryzło ?
- Przestań, jesteśmy przyjaciółmi, wiem, że uwielbiasz imprezy i nie jesteś przyzwyczajony do bycia w związku, idziemy - rozkazałem, ciągnąc go z powrotem do budynku. Nie protestował, posłusznie wszedł tam razem ze mną.
Po kilku kolejkach impreza coraz bardziej się rozkręcała, poznaliśmy kilka dziewczyn, wypiliśmy parę drinków, trochę potańczyliśmy, pogadaliśmy, ale w pewnym momencie z pola widzenia zniknął mi Erik.
Nie było ani jego ani Merry.
Błądziłem wzrokiem po sali, ale znajdź go w takim tłumie. Mam trzy opcje ; albo to olać, albo go szukać, albo czekać. Wszystkie były fajne ... dobra żartowałem, muszę go przecież poszukać.
Przeprosiłem koleżanki i skierowałem się na "obchód" wkoło sali, wewnątrz, jak i zewnątrz. Szukałem go nawet po łazienkach. Ale jakby zapadł się pod ziemię. Gdzie On mógł wleźć ?
Po chwili z toalety .. damskiej, wyszła moja zguba w towarzystwie Merry.
Oboje na twarzach mieli wymalowany uśmiech i wręcz płakali ze śmiechu, zataczając się na boki.
Już się domyślałem do czego tam doszło.
Chwiejnym krokiem podszedł do mnie przyjaciel, bełkocząc coś po nosem i wesoło się śmiejąc.
Złapałem go za lewe ramię i pociągnąłem na bok.
- Co tam się działo ?! - zapytałem głupio, ale nie uzyskałem odpowiedzi. - Odpowiedź ! - krzyknąłem, potrząsając bruneta. Spojrzał na mnie jak na idiotę, czym się nie przejąłem i po chwili odpowiedział.
- A co ? - podniósł brwi do góry i wystawił mi język.
- Zrobiłeś to z Nią ?!
Przez następne sekundy, które okazały się wieczności, Erik nic nie odpowiadał, a ja w nerwach czekałem na te informację. W myślach sobie mówiłem, żeby między Nami do niczego nie doszło. Przecież gdy Alicia się o tym dowie, to będzie koniec ich związku. A On sam, nigdy sobie tego nie wybaczy. Przecież miałem go pilnować. Po jaką cholerę On tutaj przyjeżdżał ?! Z Nim jest zawsze jeden i ten sam problem.
- Taak, a co chciałeś iść z Nami ? - z myśli wybił mnie wzrok bruneta, który śmiejąc się, robił dziwne miny, przy czym się gibał na wszystkie strony świata.
- Popieprzyło Ci się w głowie ?! Masz dziewczynę ! - popchnąłem go, w wyniku czego wpadł na ścianę.
Nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie tępym wzrokiem. Wyszedłem.

6 DNI PÓŹNIEJ.

Jestem w Polsce. Nareszcie. Biorę szybki prysznic i jadę do Candy. Bardzo się za Nią stęskniłem. Mam nadzieję, że pozytywnie mnie odbierze.
Sytuacja, która miała miejsce kilka dni temu, została wyjaśniona. Prawie.
Mój kumpel nie może sobie wybaczyć tego co zrobił, tłumaczy, że był pod wpływem alkoholu. Ja to rozumiem, wiem jaki ma słaby łep do picia, ale Alicia ? Jestem pewny, że go zostawi, gdy się o wszystkim dowie. Ale w sumie czyja to wina ? Tylko i wyłącznie Erika. Kazał mu ktoś tyle pić ? Kazał mu latać za pannami i w ogóle iść na jakąkolwiek dyskotekę ? Ja byłem temu przeciwny, ale On się uparł, więc teraz ma nauczkę. Ale i tak mi go szkoda. Jego twarz stała się jakby szara. Oczy przeszywa smutek i strach. Prawie wcale się nie odzywa. Biedaczek. Niestety, nie jestem w stanie mu pomóc, jedyne co mogę dla Niego zrobić to siedzieć cicho i po prostu zapomnieć o całej tej akcji. Ustaliliśmy, że udajemy, że nic się nie stało. Ten wybryk mógłby zrujnować ich związek. A tego nie chcemy, prawda ?
Rozmawiałem z Nim, doradzałem, pytałem, czy na pewno tak będzie lepiej ? Czy poczucie winy go nie zniszczy ? A co jeśli wyrzuty sumienia, będą tak silne, że będzie musiał wyjawić jej tę tajemnicę później, gdy bardziej się ze sobą zżyją, lub co gorsza pojawi się dziecko. Wtedy to wszystko będzie trudniejsze, będzie przynosiło większy ból.
Mężczyzna, wybrał opcję nie mówienia o niczym. Jego wybór. Nie chcę i nie będę się do tego mieszał. I tak, już mu dostatecznie pomagam.

****

Zaparkowałem samochód pod blokiem, w którym mieściło się rzekome mieszkanie mojej przyjaciółki.
Zastanawiacie się skąd mam auto ? Mojego taty, byłem u Niego kilka godzin temu. Pożyczył mi je, aby nie tłukł się taksówką. Przy okazji się pogodziliśmy. Przeprosił mnie za to jak się uniósł.

Blok był osadzony w bardzo przyjemnej i spokojnej dzielnicy. Był ogromny, pomalowany na piaskowy kolor, bardzo elegancki, ale nie przesadnie zamożny.
Stanąłem przy drzwiach, z kartką w dłoni. Musiałem zadzwonić pod numerek 29, ale jakoś brakowało mi odwagi. Po chwili poczułem jak ktoś kieruje się do drzwi i otwiera je, wślizgnąłem się do środka wraz z ta osobą. I powoli zmierzałem ku górze. Wybrałem sobie schody, nie wiem dlaczego nie windę. Byłoby znacznie szybciej. Chyba chciałem jeszcze to na szybko przemyśleć. Analizowałem wszystkie myśli w mojej głowie, związane z Candy, gdy dotarłem pod jej drzwi. I pomyśleć, że za Nimi jest .. Ona.
Znaczy .. mam nadzieję, że ją zastanę.
Stanąłem naprzeciwko mieszkania i wgapiałem się w klamkę. Minęło trochę czasu kiedy usłyszałem czyiś głos. Odwróciłem wzrok i dostrzegłem starsza panią w podeszłym wieku, miała na sobie sweterek z dzianiny, na głowie zaś kapelusz, w dłoni trzymała torebkę, a na nosie okulary o śmiesznym kształcie.
- Dziecko, modlisz się nad tymi drzwiami ? - zapytała, ciepłym głosem.
- Eee .. zna Pani Candy Shon - bez kompletnego przemyślenia to powiedziałem, ale zrobiłem jak mniemam dobrze.
- O tak, to bardzo miła i kochana dziewczynka. A Ty jesteś jej narzeczonym ? - wbiła mi nóż w serce. Sam nie wiedziałem kim dla Niej teraz jestem. Chyba już nikim, bo nie utrzymuje ze mną żadnego kontaktu.
- Nie wie Pani, czy zastanę ja w domu ? - kobieta pokiwała głową na tak i dopowiedziała - oczywiście, powinna być - po czym zniknęła z mojego pola widzenia.
Chwile się wahałem, ale w końcu zebrałem się w sobie i delikatnie zapukałem w dębowe drzwi.
Bałem się jak Cad, zareaguje na moją osobę, ale musiałem ją zobaczyć, nie wiem dlaczego, po prostu musiałem.


Z powodu braku czasu, trochę spóźniony. Ale w nagrodę jest dłuższy niż pozostałe. ;]