Wiem, że milcząc, knuła jakiś spisek, aferę, coś, co teraz zakończyło by ten kabaret po jej myśli.
- Wiesz kochanie, że nie lubię, gdy tak żartujesz - powiedziała po chwili.
Przełknąłem ślinę, bo w sumie, nie wiedziałem jak to rozegrać.
Candy uniosła głowę ku górze, niemalże opierając się o moją klatkę piersiową, miałem świadomość, że Janna mnie pogrąża.
- Wiesz, że mówię prawdę - powiedziałem, z powrotem pesząc brunetkę, a Candy lekko się zaśmiała.
Dziewczyna już nic nie odpowiedziała, zabrała torebkę, kurtkę i wyszła. Dodam, że mocno trzasnęła drzwiami, więc jak mniemam nie spodobało jej się jak ją potraktowałem, ale cóż, na nic milszego nie zasłużyła.
- Wszystko okej ? - odezwała się dziewczyna.
- Tak - odpowiedziałem zmierzając w stronę kuchni. Nie pytając o nic, przystąpiłem do robienia kawy.
Brunetka bacznie mnie obserwowała, siedząc przy stole i opierając się łokciami o brodę.
Bez słowa podałem jej świeżo zaparzony napój i usiadłem naprzeciwko.
- Danny, widzę, że nie jest okej - zaczęła - wiem, że chodzi o Jannę, znów Cię przepraszała i prosiła o wybaczenie ? - zapytała, kładąc dłonie na stole.
- Tak - odpowiedziałem cicho.
- Wiesz, że kłamie.
- Wiem i nie mam zamiaru jej wybaczać. Wszystko jest w porządku, trochę mnie zaskoczyła i zaszokowała, ale znam jej gierki - rzuciłem, obejmując kubek w dłoniach i unosząc go ku górze w celu wypicia.
- Mądra blondyneczka, mądra - zaśmiała się.
Eyyy, jestem On, a nie ONA. Nie lubię jak tak do mnie mówi, nauczyła się od Erika i skubana powtarza.
- Kiedy masz jakiś koncert ? - zapytała po chwili zmieniając temat.
- Jutro - powiedziałem krótko - ale mam jeszcze robotę kilkugodzinną przed występem - dodałem.
Cad, spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Muszę zając się Cattis, Matt ma w planach zrobić jej niespodziankę - rzekłem.
- Ty ? - zdziwiła się, ciekawe dlaczego ?:D
- A co w tym dziwnego ?
- Eee no nic, nic. - zachichotała cicho, upijając łyk kawy. O co jej chodzi ?
Następnego dnia ..
- Gdzie jedziemy ? - zapytała zdezorientowana Catarina, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu.
- Niespodzianka - powiedziałem tajemniczo i ruszyłem przed siebie.
No to ładnie, ładnie się wpakowałeś Dann, bo tak szczerze ? Nie ma żadnej niespodzianki, nie mam pojęcia co przez te kilka godzin mam robić z dziewczyną mojego kumpla, zero planów, zero pomysłów, lecę na spontan, ale myślę, że daleko tak nie zalecę. True.
Jechałem powoli, mijając kolejne ulice Stockholmu i w głębi duszy zastanawiałem się co ja do cholery mam robić. Przecież nie zabiorę ją na zakupy, czy na obiad. Bo wtedy się zorientuje, że coś kombinujemy z Mattiasem.
Na myśl mi tylko przychodziła Candy. Yhyy, tylko ciekawe jak ja mam się z Nią skontaktować, skoro przez ruch w mieście nie ma szans wysłać esemesa, a zadzwonić nie mogę, bo obok siedzi Cattis. Leżę i nie wstaję. Mój kumpel mnie zabije, możecie mi trumnę już zamówić, bo czuję, że będzie chciał mnie pochować jak najszybciej i wtedy wybierze byle co. Tsss .. Amen. Juuuż, dobra nie panikuj, ogarnij się idioto.
Po kilku minutach wpadłem na genialny plan, a mianowicie - Stacja Benzynowa. Zawsze można powiedzieć, że chcę mi się do toalety, c'nie ?
- Paliwa Ci zabrakło ? Mówiłeś, że tankowałeś - powiedziała Catt, mrużąc oczy.
- Tankowałem i własnie muszę się opróżnić, zaraz wrócę - trzasnąłem drzwiami i szybkim krokiem skierowałem się w stronę toalet. Wybrałem numer Candy i po kilku sygnałach odezwał się znany mi głos.
- Musisz mi pomóc - walnąłem przeraźliwie.
- Ale co się stało ? - zapytała.
- Mówiłem Ci wczoraj, że muszę zająć się dziś Catt, tylko problem w tym, że nie mam zielonego pojęcia co mam z Nia robić, gdzie ją zabrać. Mogłabyś mi jakoś pomóc ? - posmutniałem, a dłonie mi drżały, Stach ? Chyba przerażenie.
- Przywieź ją do Studia, zajmę się Nią - ufff.
- Serio ? Normalnie Cie kocham, jesteś wielka - odrzekłem wesoło.
****
30 minut później byliśmy na miejscu, zostawiłem Catarinę w towarzystwie Candy i wybrałem się do domu. Matt się wścieknie za to, że nie dotrzymałem obietnicy, ale cóż miałem począć, skoro nie miałam pomysłu jak zainteresować jego dziewczynę.
Ekhem .. może to nieco nietaktowanie zabrzmiało.
Miałem jeszcze chwilę czasu, więc wybrałem się na zakupy. Jestem bardzo kulturalny, zamiast pomóc przyjacielowi, to ja poszedłem na łatwiznę i wmieszałem w to niewinną Candy, a sam łażę po sklepie.
Kupiłem wszystko co było mi potrzebne oraz żarcie dla Miramisa i pojechałem do domu.
Niestety, zadzwonił Matt i poprosił mnie, abym przetrzymał Cattis do 20 . Chcą czy też nie, musiałem ujawnić prawdę, może gdyby nie mój wieczorny koncert siedziałbym cicho. Nieco się wkurzył, ale w sumie nie ma co się dziwić. Oboje ustaliliśmy, że poprosimy Erika, aby "dostarczył" na dwudziestą Catarinę. A ja .. przygotowuje się do koncertu, a raczej koncertów. Mówiłem Wam ? Nie ? Mianowicie mam koncerty w dziś jeden i dwa jutro, na terenie Szwecji, więc pakowanie jest konieczne. W zasadzie to tylko dwa dni, a może i aż ...
Niedziela, godzina 17:08
Jestem już po jednym koncercie, który odbył się o godzinie 14. Między czasie udzieliłem jeszcze krótkiego wywiadu, pytali głównie o płytę, ale zdarzyło się pytanie na temat powodu zakończenia kariery.
Aktualnie przebywam w hotelu, czekając na godzinę 19, o której to rozpoczynam kolejny z występów i tym samym ostatni.
Leżałem na łóżku i skakałem po kanałach, nie miałem żadnego zajęcia, a jedyną moja atrakcją był telewizor.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi, ouuu ciekawe kto to taki ?
- Proszę - rzuciłem, podnosząc się do góry, siadając.
Zza drzwi wyłonił się mój menadżer z zadowolona minę, chociaż nie do końca. Dziwne.
- Danny mam plany na ten tydzień ? - zapytał patrząc na mnie niepewnym wzrokiem.
- A coś się stało - wstałem, wyraźnie zaniepokojony.
- Nie, nie, nie. Spokojnie. Chodzi o to, że dostałem kilka telefonów, z prośbą wystąpienia przed publicznością. Dlatego pytam, czy nie masz jakiś planów. - jego wyrozumiałość zawsze wzbudzała we mnie zachwyt, ale nie powiem, czasami przechodzi samego siebie. Inny menadżer by nie pytał, czy mam wolne i czy chcę występować, tylko by zrobił to po swojemu.
- Nie mam planów - uśmiechnąłem się - więc gdzie te koncerty mają się odbyć ? - zapytałem, uśmiechając się szerzej. Moja kariera nabiera tempa.
Okazało się, że wszystkie zaproszenia otrzymałem z terenów Szwecji, więc na szczęście nie musiałem wyjeżdżając dalej niż poza tereny mojego kraju. Jednakże miasta były od siebie trochę oddalone.
Niewiele ale jednak coś.
Pomyślałem, że zadzwonię do Candy, zapytam co u Niej i przekażę jej wiadomość o przedłużeniu się wyjazdu.
- Czeeeeść Malutka - przywitałem ją gorąco.
- Oo , hej - odrzekła słodko, na co na twarzy od razu wdarł mi się szczery i wielki uśmiech.
Rozmawialiśmy niespełna 10 minut, a Ona coraz bardziej jakby cichła. A otóż, miała dziwnie smutny głos, albo inaczej to ujmę - z każdym jednym wypowiedzianym do słuchawki, słowem, przekazywała mi coraz to smutniejszy ton, albo raczej przerażony ? Sam nie wiem.
- Cad, mogę Cię o coś spytać ? - dla pewności zapytałem spokojnie o pozwolenie.
- Oczywiście, słucham.
- Coś się stało ?
Dziewczyna chyba nie miała ochoty mi powiedzieć, bo na samym początku zamilkła, dopiero jak ją troche przysnąłem to powiedziała.
- Alicia, ma problemy - stwierdziła krótko.
- Jakie ?
- Jej ojciec ją molestuje - wykrztusiła z siebie z przerażeniem.
Jak to ?! Alicię ? Ojciec ? A to skurwiel.
Po krótce, dziewczyna mi opowiedziała o sytuacji jej przyjaciółki, która ma jednym słowem mówiąc : piekło w domu. Choć jest pełnoletnia i pracuje, nadal mieszka z rodzicami, a raczej z ojcem. Jej matka zmarła trzy lata temu. Właśnie od tego czasu panuje tam dramat..
Środa 19:28 :
Mniej więcej za pół godziny wychodzę na scenę, jestem w Uppsala, a jutro wyjeżdżam do Södertälje, gdzie zagram ostatni z koncertów, po którym to wrócę do cieplutkiego domu. Ahh marzenia..
Byłem gotowy do wyjścia, prawie, jeszcze niezbyt włosy mi się układały, ale styliści jakoś sobie poradzą - mam nadzieję.
Jednak nie dane im było skończyć moje afro na głowie, bo rozdzwonił się mój telefon...zawsze spoko.
Na wyświetlaczu widniał numer Candy. Zdziwiłem się, bo przecież wie, że za moment wychodzę na scenę.
- Słucham - odebrałem, wstając. Tss jednak okazało się, że udało im się mi to uporządkować i byłem gotowy. Menadżer machał rękoma, abym przyszedł do wejścia, mówiąc coś pod nosem.
- Danny, pomóż mi - usłyszałem szept Candy ...
Bo jakbym popsuła teraz, to by mój plan legł w gruzach.
Gdybym do Świąt Wielkanocnych, które są za kilka dni, nie zdążyła złożyć Wam życzeń, to zrobię to teraz, a więc wszystkiego co najlepsze, miejmy nadzieję, że śnieg który znajduje się za oknem, stopnieje i spokojnie będziemy mogli się oblewać w poniedziałek. Bo jak mniemam, jest opcja rzucania się śniegiem, a chętnych nie brakuje.
Cium . ; *


