wtorek, 26 marca 2013

Wyjazd

Janna patrzyła na Nas, nie wiedząc co ma powiedzieć. Jej łzy spływające wcześniej po policzkach wyschły, nie było po nich śladu, oczy, które przeszywał zdradziecki smutek, teraz zamienił się na złość i zazdrość, dłonie jednak nadal lekko drżały, a Ona sama była niemile zaskoczona całą sytuację.
Wiem, że milcząc, knuła jakiś spisek, aferę, coś, co teraz zakończyło by ten kabaret po jej myśli.
- Wiesz kochanie, że nie lubię, gdy tak żartujesz - powiedziała po chwili.
Przełknąłem ślinę, bo w sumie, nie wiedziałem jak to rozegrać.
Candy uniosła głowę ku górze, niemalże opierając się o moją klatkę piersiową, miałem świadomość, że Janna mnie pogrąża.
- Wiesz, że mówię prawdę - powiedziałem, z powrotem pesząc brunetkę, a Candy lekko się zaśmiała.
Dziewczyna już nic nie odpowiedziała, zabrała torebkę, kurtkę i wyszła. Dodam, że mocno trzasnęła drzwiami, więc jak mniemam nie spodobało jej się jak ją potraktowałem, ale cóż, na nic milszego nie zasłużyła.
- Wszystko okej ? - odezwała się dziewczyna.
- Tak - odpowiedziałem zmierzając w stronę kuchni. Nie pytając o nic, przystąpiłem do robienia kawy.
Brunetka bacznie mnie obserwowała, siedząc przy stole i opierając się łokciami o brodę.
Bez słowa podałem jej świeżo zaparzony napój i usiadłem naprzeciwko.
- Danny, widzę, że nie jest okej - zaczęła - wiem, że chodzi o Jannę, znów Cię przepraszała i prosiła o wybaczenie ? - zapytała, kładąc dłonie na stole.
- Tak - odpowiedziałem cicho.
- Wiesz, że kłamie.
- Wiem i nie mam zamiaru jej wybaczać. Wszystko jest w porządku, trochę mnie zaskoczyła i zaszokowała, ale znam jej gierki - rzuciłem, obejmując kubek w dłoniach i unosząc go ku górze w celu wypicia.
- Mądra blondyneczka, mądra - zaśmiała się.
Eyyy, jestem On, a nie ONA. Nie lubię jak tak do mnie mówi, nauczyła się od Erika i skubana powtarza.
- Kiedy masz jakiś koncert ? - zapytała po chwili zmieniając temat.
- Jutro - powiedziałem krótko - ale mam jeszcze robotę kilkugodzinną przed występem - dodałem.
Cad, spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Muszę zając się Cattis, Matt ma w planach zrobić jej niespodziankę - rzekłem.
- Ty ? - zdziwiła się, ciekawe dlaczego ?:D
- A co w tym dziwnego ?
- Eee no nic, nic. - zachichotała cicho, upijając łyk kawy. O co jej chodzi ?

Następnego dnia ..

- Gdzie jedziemy ? - zapytała zdezorientowana Catarina, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu.
- Niespodzianka - powiedziałem tajemniczo i ruszyłem przed siebie.
No to ładnie, ładnie się wpakowałeś Dann, bo tak szczerze ? Nie ma żadnej niespodzianki, nie mam pojęcia co przez te kilka godzin mam robić z dziewczyną mojego kumpla, zero planów, zero pomysłów, lecę na spontan, ale myślę, że daleko tak nie zalecę. True.
Jechałem powoli, mijając kolejne ulice Stockholmu i w głębi duszy zastanawiałem się co ja do cholery mam robić. Przecież nie zabiorę ją na zakupy, czy na obiad. Bo wtedy się zorientuje, że coś kombinujemy z Mattiasem.
Na myśl mi tylko przychodziła Candy. Yhyy, tylko ciekawe jak ja mam się z Nią skontaktować, skoro przez ruch w mieście nie ma szans wysłać esemesa, a zadzwonić nie mogę, bo obok siedzi Cattis. Leżę i nie wstaję. Mój kumpel mnie zabije, możecie mi trumnę już zamówić, bo czuję, że będzie chciał mnie pochować jak najszybciej i wtedy wybierze byle co. Tsss .. Amen. Juuuż, dobra nie panikuj, ogarnij się idioto.
Po kilku minutach wpadłem na genialny plan, a mianowicie - Stacja Benzynowa. Zawsze można powiedzieć, że chcę mi się do toalety, c'nie ?
- Paliwa Ci zabrakło ? Mówiłeś, że tankowałeś - powiedziała Catt, mrużąc oczy.
- Tankowałem i własnie muszę się opróżnić, zaraz wrócę - trzasnąłem drzwiami i szybkim krokiem skierowałem się w stronę toalet. Wybrałem numer Candy i po kilku sygnałach odezwał się znany mi głos.
- Musisz mi pomóc - walnąłem przeraźliwie.
- Ale co się stało ? - zapytała.
- Mówiłem Ci wczoraj, że muszę zająć się dziś Catt, tylko problem w tym, że nie mam zielonego pojęcia co mam z Nia robić, gdzie ją zabrać. Mogłabyś mi jakoś pomóc ? - posmutniałem, a dłonie mi drżały, Stach ? Chyba przerażenie.
- Przywieź ją do Studia, zajmę się Nią - ufff.
- Serio ? Normalnie Cie kocham, jesteś wielka - odrzekłem wesoło.

****

30 minut później byliśmy na miejscu, zostawiłem Catarinę w towarzystwie Candy i wybrałem się do domu. Matt się wścieknie za to, że nie dotrzymałem obietnicy, ale cóż miałem począć, skoro nie miałam pomysłu jak zainteresować jego dziewczynę.
Ekhem .. może to nieco nietaktowanie zabrzmiało.
Miałem jeszcze chwilę czasu, więc wybrałem się na zakupy. Jestem bardzo kulturalny, zamiast pomóc przyjacielowi, to ja poszedłem na łatwiznę i wmieszałem w to niewinną Candy, a sam łażę po sklepie.
Kupiłem wszystko co było mi potrzebne oraz żarcie dla Miramisa i pojechałem do domu.
Niestety, zadzwonił Matt i poprosił mnie, abym przetrzymał Cattis do 20 . Chcą czy też nie, musiałem ujawnić prawdę, może gdyby nie mój wieczorny koncert siedziałbym cicho. Nieco się wkurzył, ale w sumie nie ma co się dziwić. Oboje ustaliliśmy, że poprosimy Erika, aby "dostarczył" na dwudziestą Catarinę. A ja .. przygotowuje się do koncertu, a raczej koncertów. Mówiłem Wam ? Nie ? Mianowicie mam koncerty w dziś jeden i dwa jutro, na terenie Szwecji, więc pakowanie jest konieczne. W zasadzie to tylko dwa dni, a może i aż ...

Niedziela, godzina 17:08

Jestem już po jednym koncercie, który odbył się o godzinie 14. Między czasie udzieliłem jeszcze krótkiego wywiadu, pytali głównie o płytę, ale zdarzyło się pytanie na temat powodu zakończenia kariery.
Aktualnie przebywam w hotelu, czekając na godzinę 19, o której to rozpoczynam kolejny z występów i tym samym ostatni.
Leżałem na łóżku i skakałem po kanałach, nie miałem żadnego zajęcia, a jedyną moja atrakcją był telewizor.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi, ouuu ciekawe kto to taki ?
- Proszę - rzuciłem, podnosząc się do góry, siadając.
Zza drzwi wyłonił się mój menadżer z zadowolona minę, chociaż nie do końca. Dziwne.
- Danny mam plany na ten tydzień ? - zapytał patrząc na mnie niepewnym wzrokiem.
- A coś się stało - wstałem, wyraźnie zaniepokojony.
- Nie, nie, nie. Spokojnie. Chodzi o to, że dostałem kilka telefonów, z prośbą wystąpienia przed publicznością. Dlatego pytam, czy nie masz jakiś planów. - jego wyrozumiałość zawsze wzbudzała we mnie zachwyt, ale nie powiem, czasami przechodzi samego siebie. Inny menadżer by nie pytał, czy mam wolne i czy chcę występować, tylko by zrobił to po swojemu.
- Nie mam planów - uśmiechnąłem się - więc gdzie te koncerty mają się odbyć ? - zapytałem, uśmiechając się szerzej. Moja kariera nabiera tempa.
Okazało się, że wszystkie zaproszenia otrzymałem z terenów Szwecji, więc na szczęście nie musiałem wyjeżdżając dalej niż poza tereny mojego kraju. Jednakże miasta były od siebie trochę oddalone.
Niewiele ale jednak coś.
Pomyślałem, że zadzwonię do Candy, zapytam co u Niej i przekażę jej wiadomość o przedłużeniu się wyjazdu.
- Czeeeeść Malutka - przywitałem ją gorąco.
- Oo , hej - odrzekła słodko, na co na twarzy od razu wdarł mi się szczery i wielki uśmiech.
Rozmawialiśmy niespełna 10 minut, a Ona coraz bardziej jakby cichła. A otóż, miała dziwnie smutny głos, albo inaczej to ujmę - z każdym jednym wypowiedzianym do słuchawki, słowem, przekazywała mi coraz to smutniejszy ton, albo raczej przerażony ? Sam nie wiem.
- Cad, mogę Cię o coś spytać ? - dla pewności zapytałem spokojnie o pozwolenie.
- Oczywiście, słucham.
- Coś się stało ?
Dziewczyna chyba nie miała ochoty mi powiedzieć, bo na samym początku zamilkła, dopiero jak ją troche przysnąłem to powiedziała.
- Alicia, ma problemy - stwierdziła krótko.
- Jakie ?
- Jej ojciec ją molestuje - wykrztusiła z siebie z przerażeniem.
Jak to ?! Alicię ? Ojciec ? A to skurwiel.
Po krótce, dziewczyna mi opowiedziała o sytuacji jej przyjaciółki, która ma jednym słowem mówiąc : piekło w domu. Choć jest pełnoletnia i pracuje, nadal mieszka z rodzicami, a raczej z ojcem. Jej matka zmarła trzy lata temu. Właśnie od tego czasu panuje tam dramat..

Środa 19:28 :

Mniej więcej za pół godziny wychodzę na scenę, jestem w Uppsala, a jutro wyjeżdżam do Södertälje, gdzie zagram ostatni z koncertów, po którym to wrócę do cieplutkiego domu. Ahh marzenia..
Byłem gotowy do wyjścia, prawie, jeszcze niezbyt włosy mi się układały, ale styliści jakoś sobie poradzą - mam nadzieję.
Jednak nie dane im było skończyć moje afro na głowie, bo rozdzwonił się mój telefon...zawsze spoko.
Na wyświetlaczu widniał numer Candy. Zdziwiłem się, bo przecież wie, że za moment wychodzę na scenę.
- Słucham - odebrałem, wstając. Tss jednak okazało się, że udało im się mi to uporządkować i byłem gotowy. Menadżer machał rękoma, abym przyszedł do wejścia, mówiąc coś pod nosem.
- Danny, pomóż mi - usłyszałem szept Candy ...


Miałam popsuć - obiecałam Kasi.:d Ale stwierdziłam, że jeszcze nie, jeszcze nie w tym rozdziale.
Bo jakbym popsuła teraz, to by mój plan legł w gruzach.

Gdybym do Świąt Wielkanocnych, które są za kilka dni, nie zdążyła złożyć Wam życzeń, to zrobię to teraz, a więc wszystkiego co najlepsze, miejmy nadzieję, że śnieg który znajduje się za oknem, stopnieje i spokojnie będziemy mogli się oblewać w poniedziałek. Bo jak mniemam, jest opcja rzucania się śniegiem, a chętnych nie brakuje.
Cium . ; *

sobota, 16 marca 2013

Przeszłość

Ah, zapomniałbym o Nich, przecież całą tę sytuację widzieli nasi przyjaciele. Zrobiło mi się strasznie głupio, Candy "zeszła" ze mnie i wstaliśmy oboje.
- Nie, zostańcie - mówiłem speszony.
- Nie, nie my już pójdziemy, trochę się zasiedzieliśmy - odpowiedziała Molly, ciągnąc za sobą głupio uśmiechniętego Erica, najwidoczniej skumał, o co kaman. Chwilunia, jakie "kaman", przecież nic prócz przyjaźni nie łączy mnie z Candy. 
Niestety moje prośby, o to, aby zostali nie podziałali i chwile później zniknęli gdzieś na klatce schodowej, zostawiając mnie z ciepłym "Trzymaj się".
Wróciłem do mieszkania, gdzie zastałem brunetkę, która szykowała się do wyjścia, jej również zrobiło się głupio.
- A Ty .. - uniosłem jedną brew ku górze, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Zbieram się, późno już - zabrała torebkę i włożyła buty.
- Przecież dopier .. - spojrzałem na zegarek, lecz nie dane mi było podać jej dokładnego czasu, bo mi przerwała.
- Musze iść - wstała, zakładając torbę na ramię i kierując się ku drzwiom, tym samym wymijając moja osobę.
- Hey - złapałem ją za ramię - co się stało ? - zapytałem.
Miała takie przestraszone oczy, jakby zobaczyła ducha. Mnie się bała ? Przecież się przyjaźnimy, nie zrobiłem jej nigdy krzywdy i nie zrobię. Coś nie gra.
Zamknęła oczy, po chwili jednak je otworzyła, wyrywając się, wyszła.
Stanąłem jak wryty, o co jej chodzi ? O ten drobny wypadek gdy graliśmy w grę, czy o coś innego ?
W sumie mogłem i nawet powinienem za Nią pójść, ale tego nie zrobiłem. Jestem idiotą ? 

****

Obudziły mnie letnie promyki słońca, aż nie chciało mi się wstawać, ale cóż mam poradzić. Roboty mam tyle, że nie ma mowy o "dniach wolnych", żadne urlopy, chorobowe czy inne, nie wchodzą w grę.
Dzisiaj miałem dosyć napięty grafik a mianowicie :
8:00 - Studio, o 12:00 - Menadżer, 14:30 - Studio Taneczne, 17:00 - Studio i do wieczora nie robię nic innego tylko myślę, wymyślam, piszę, kreślę, tworzę i podśpiewuję. To się nazywa powrót, już czuję moje wieczorne zmęczenie..
W Studio byłem chwile przed ósmą, zrobiłem sobie kawki i zasiadłem do kartek, co my tu mamy .. jakiś nieskończony tekst, kilka linijek jakiegoś badziewia, czyli to trzeba skreślić i zamienić, to przerobić i będzie okej.
Zajęło mi to prawie dwie godziny, spojrzałem na zegar 09:49, Matko, dopiero ? 
Nie powiem, że nie lubię tutaj siedzieć i tworzyć, ale jakoś tak trochę się odzwyczaiłem o tej jakże ciężkiej i męczącej pracy.

Kiedy nastał wieczór i pozostało mi jedynie siedzieć ZNÓW w Studio, byłem nieco spokojniejszy, stwierdziłem, że jeśli nie bedę narzekał to szybciej minie mi czasy, napie jakiś dobry tekst i wszystko będzie dobrze.
Standardowo w najmniej oczekiwanym momencie zadzwonił mój telefon - Mattias.
- Słucham Ja Ciebie ? - odebrałem, wesoło pytając.
- Danny, musisz mi pomóc - jego głos brzmiał jak z jakiegoś horroru.
- To znaczy ? - ciekawe co kmini.
- Musisz zająć się Cattis przez sobotnie południe - powiedział troche luźniej.
Eeee ? Ja Cattis ? Mattias zwariował .. :P
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - zapytałem nie wiedząc o co mu może chodzić.
- Chciałbym zrobić jej niespodziankę - odpowiedział krótko, a już się przestraszyłem.
Jednak nic nie odpowiedziałem, chyba za bardzo zastanawiałem się co to za niespodzianka i jak wyciągnąć szczegóły od Matt'a. Po chwili powiedział mi sam o co chodzi.

****

Dziś piątek, wieczór, godzina 21 z hakiem, skończyłem dziś wcześniej i postanowiłem posiedzieć sobie w domu i trochę poleniuchować, tym bardziej, że w niedzielę czeka mnie dwa koncerty, a jutro jeden - wieczorem + pilnowanie Cattis.
Skakałem po kanałach, gdy w pewnej chwili usłyszałem dzwonek do drzwi, ani odrobiny spokoju i samotności. Doczłapałem do drzwi, otwierając je .. za nimi stała Janna.
Pomyślałem tylko "czego tutaj chcesz ?" jednak wyrwał mnie jej głos.
- Cześć, mogę wejść ?
- Tak - wpuściłem ją do środka, idąc za nią do salonu.
Usiadła. Nie mówiąc kompletnie nic. Ja również nie odzywałem się ani jednym słowem. Nie wiedziałem jednak po co do mnie przyszła.
Po kilku sekundach, przełamałem się, chyba moja ciekawość była silniejsza ode mnie, zapytałem co ją do mnie sprowadza.
- Przemyślałam to wszystko, zrozumiałam, jak bardzo Cie kocham i jak mocno Cie skrzywdziłam, ale proszę Cię, zacznijmy wszystko od nowa - mówiła przez łzy, które spływały po jej policzkach.
Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć, tak bardzo mnie zraniła, a teraz chce abym jej wybaczył, te wszystkie dni, w których nie potrafiłem znaleźć wyjścia z tej sytuacji, gdy zakończyłem karierę i popadałam w coraz większą rozpacz, jej nie było .. Teraz znów się pojawiła.
- To niemożliwe - powiedziałem siadając na fotelu.
- Ale kocham Cię, człowieku rozumiesz ?! - wrzasnęła, szlochając coraz głośniej.
- Ty nie potrafisz kochać - powiedziałem w złości.
Popatrzyła na mnie, tymi swoimi kłamliwymi oczami, jej dłonie ocierały łzy, które rozmazały jej ciemny makijaż. Podeszła bliżej, obok fotela, na którym siedziałem.
- Potrafię, do szaleństwa. Kocham Cię tak mocno, że nie potrafię bez Ciebie żyć.
Usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi, wstałem, mijając Jannę i otwierając drzwi w których zastałem Candy.
- Hey - przywitała się, uśmiechając się słodko. 
Wpuściłem ją do mieszkania, mając świadomość, że w środku znajduje się zapłakana Janna, lecz nie mogłem wyprosić Candy.
Gdy zaprowadziłem ją do salonu, przystanęła.
- Kto to jest ? - zapytała moja eks.
- Moja przyjaciółka - odpowiedziałem, na co brunetka nie wyraziła zadowolonej miny.
Podeszła do Niej, wystawiając dłoń
- Miło mi, jestem dziewczyna Danielka - powiedziała z cwaniackim uśmiechem na ustach.
Candy, zrobiła krok w tył, nie podając dłoni brunetce, a "wchodząc" we mnie.
Zatrzymałem ją, kładąc dłonie na jej biodrach, na co jakby sie uspokoiła.
- Z tego co pamiętam Daniel nie ma dziewczyny - powiedziała.
- Nie ? - zapytała zdezorientowana.
- Nie - odpowiedziałem, gasząc byłą.

Wiem, że krótki i to feeest. Ale nie miałam pomysłu co dać "w środek", a chciałam zakończyć w tym momencie, wieem, jestem okropna.:D
Następny cd pojawi się, myślę, że szybko.;)
Ciumek i miłego wieczoru.;*

czwartek, 7 marca 2013

Twister

Minęło kilka godzin zanim wróciłem do domu, spacer z Candy nieco się przedłużył. Pochłonęła nas rozmowa o tym co zamierzam. Więc postanowiłem, a raczej postanowiliśmy, że jutro pojadę do mojego menadżera z prośbą przyjęcia mnie z powrotem na moje stanowisko. Najbardziej to chyba boję się reakcji mediów, ale w sumie mam to gdzieś, niech myślą i piszą co chcą.

Dzień później ...

Zmierzałem długim korytarzem w kierunku biura, nerwy ? Tak. Nie mam pojęcia dlaczego się denerwuje, czego się boje, przecież On będzie z tego powodu zadowolony. Przy samych drzwiach, przystanąłem. Wziąłem głęboki wdech ii.. drzwi się otworzyły. Jakaś nowa technologia ?
Menadżer spojrzał na mnie, marszcząc brwi, z niewiedza i lekkim zdziwieniem w oczach.
- Danny ? - zapytał.
- Cześć, możemy porozmawiać ? - zapytałem tak cicho, że sam siebie prawie nie słyszałem.
Facet spojrzał na mnie, nie kryjąc zaskoczenia, wpuścił mnie do środka i usiadł na biurku, rozwalając ułożone starannie dokumenty, ja natomiast stanąłem naprzeciw Niego, wyciągając lewą dłoń z kieszeni granatowych spodni.
- Słucham ? - powiedział.
Przez chwile zastanawiałem się jak mam go poinformować o powrocie i jak usprawiedliwić tę moją nieobecność. Nie wymyśliłem żadnej przemowy, a więc pozostał mi jedynie czysty spontan.
- Chciałbym powrócić do kariery solo i E.M.D. - rzekłem.
Menadżer uśmiechnął się wstając.
- To wspaniale ! Mówiłem Ci, że dasz radę. Bo nazywasz się Danny, a Danny nigdy się nie poddaje - wymamrotał, motto, którego mnie nauczył i według którego żyłem.
 wyszczerzyłam ząbki i podałem mu tekst "Tonight".
- Ooo - widok jego zachwyt z mojej pracy, naprawdę mnie cieszył. 
Taaaak wreszcie jestem w swoim żywiole, i to dzięki Candy.
Uzgodniłem z moim pracodawcą, że w najbliższym czasie nagram nowe utwory i przejdę do wydania płyty, między czasie troche pokoncertuję, dam kilka wywiadów i pomyśle nad nowymi klipami.
Czeka mnie masa roboty, ale nie przejmuję się tym, najważniejsze jest to, że znów mogę robić to, co kocham.

Wróciłem do domu po 19, byłem w Studio nagraniowym i tanecznym, u Candy w szkole i na drobnych zakupach. Wieczór planuję z chłopakami. Wybieramy się na imprezę. Szybko coś jem, prysznic i o 20 muszę być gotowy. Ey, chyba się nie wyrobię, dobra Danny, nie panikuj ! Spokojnie..yhy, jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy, właśnie .. wszystko mi zaczyna z rąk wypadać, no chłopie z tej radości zwariowałeś. :P
Wyszedłem z łazienki, pospiesznie zakładając koszulkę i otwierając drzwi, za którymi stali juz moi dwaj debile. 
- Chwilaa ! Umówiliśmy się na dwudziesta, a mamy.. - spojrzałem na zegarek - dwudziestą - podrapałem się po głowie, patrząc na rozbawione miny chłopaków. 
Założyłem bluzę i buty i wyszliśmy, a ja wciąż czułem na sobie głupia minę Erika.
- Co ?! - warknąłem w Jego kierunku, na co się speszył.
- Eee .. nic - powiedział wsiadając do samochodu.
Dobra teraz luz, tylko zabawa, żadnych problemów, żadnej presji, dzisiaj się wyluzuję.
Wysiedliśmy pod dobrze znanym mi klubem, czasami tutaj koncertowaliśmy, zdarzało mi się tutaj bywać również prywatnie, bardzo przyjemny klub.
Zapłaciliśmy za kurs i zmierzyliśmy w stronę wejścia, przy którym stało mnóstwo osób, czekając na kupno wejściówek. Oczywiście my weszliśmy bez problemu i to za free. 
Może tylko dlatego, że ochrona nas świetnie zna.:D
Cóż, zamówiliśmy po drinku, później następnego i następnego. Oczywiście w grę weszło jeszcze piwo, więc po kilku kolejkach byliśmy tak rozbawieni, że wywijaliśmy na parkiecie z nowo poznanymi dziewczynami jak mało kto.
Mattias się hamował, ja też, ale Erik .. zarywał do każdej panienki, ale był tak zalany, że niczego nie mógł na dłuższa metę wyrwać. Pechowy chłopak, pechowy ..
Ale okeey, około 2 w nocy, jakaś lala, nawet dosyć ładna dała się "omotać" wdziękom naszego durnowatego kumpla. I zniknęli gdzieś .. może wrócą, no właśnie może.
- Gdzie Ericzek - bełkotał Mattias, popijając jakiegoś drinka.
- Wyrwał coś i pfff zniknął - rozbiłem smutną minę, co wyglądało komicznie.
- A Ty czego niczego nie wyrwałeś ? Widziałem, eyy ja widziałem - machał mi palcem przed nosem - widziałem, że było tu parę lasek, które by chciał z Tobą się pi.. - zaciął się, na widok mojego morderczego wzroku.
- .. piwa chciałyby się z Tobą napić - dokończył ,motając się w zeznaniach.
Znów spiorunowałem go wzrokiem, po czym zamówiłem następna kolejkę dla nas obojga.
Około 3 w nocy stwierdziliśmy, że spadamy, Ericzka nie moglismy znaleźć niestety, a może stety, ale raczej niestety, bo ta łajza coś namiesza znowu, wymyśli bez zastanowienia i będą kłopoty.

Godzina 6:17 

Obudził mnie dźwięk telefonu. Kto do cholery ?!
Patrzę jednym okiem, drugim, znowu jednym i drugim i dwoma i .. Erik.
Odbieram, bo niby co mam zrobić, skoro juz mnie zbudził to chyba jestem zmuszony dowiedzieć się czego chce.
- Halo ? - powiedziałem zaspanym głosem, drapiąc sie po rozczochranym blonad włosach.
- Daaaniel - zawył Eriś.
- Co chcesz ? - zapytałem nieprzytomnie.
- Wiesz, może co ja wczoraj robiłem ? 
Kurczę, ja mam wiedzieć ? Co ja tajna kamerka jestem ? Pluskwa jakaś ? Detektyw ? Przeciez nie łażę za nim.
- Nie, a coś nie gra ?
- Ey, bo tak mnie łep boli i .. no - zakończył.
- Uhuhu .. ale zabalowałeś, kochany - zaśmiałem się.
- Hey ! - krzyknął, do słuchawki tak głośno, że aż podskoczyłem.
- Erik, nie mam zielonego pojęcia co robiłeś na tej imprezie, troche wypiłeś, wyrwałeś jaką panne i gdzieś z nią polazłeś - opowiedziałem, przykrywając się kołdrą.
- Aha - powiedział.

Dobrze, że dzisiaj jest niedziela, pospałem sobie do 12, jak nigdy. No czasem mi się zdarzało.:P
Kiedy zwlokłem się z tej milutkiego łóżka, z którym nie chciałem się rozstawać, ale musiałem, poszedłem do kuchni, zrobiłem kawę i kanapki, wziąłem prysznic i AKURAT zadzwonił ktoś do drzwi. Módlmy się. aby to nie był ERIK ! Bo umrę na zawał. Otworzyłem ze starchem albo inaczej , otworzyłem drzwi z nadzieję, że nie ma za nimi mojego przyjaciela, bo niby po co mi on w niedzielne popołudnie ? Żeby mi głowę suszył pytaniami "Co robiłem", "Co mam teraz zrobić" etc.
Pomyliłem się bowiem, a mianowicie za drzwi stała Candy z uśmiechem na ustach.
- Cześć, a Tobie co sie stało, jakis taki przestraszony jesteś ? - zapytała. No pięknie, ona mnie zawsze wyczuje.
- Miło, że jesteś - powiedziałem z entuzjazmem, choć cieszyłem się, że jest.
Weszła do kuchni, siadając przy stole, poprosiła o kawę.
- To teraz mi powiedz, dlaczego przeszywa Twoje oczy taki strach ? - zapytała, kładąc łokcie na stole, opierając brodę o dłonie. Opowiedziałem jej wszystko od początku, co wywołało u niej uśmiech, a raczej śmiech.
Dziewczyna pomogła mi przy obiedzie, który wspólnie zjedliśmy i postanowiliśmy wyjść do sklepu. Dobrze, że niektóre są otwarte w niedzielę.
Wybraliśmy się do .. zabawkowego. Nie ma śmiania ! :D
Wygłupialiśmy się, niczym maleńkie szkraby, mające po 3 latka.
Na koniec kupiliśmy grę, w którą mieliśmy zamiar pograć, ale rzecz jasna, nie sami, im więcej osób tym większa frajda.
Wracając do domu, zadzwoniłem po Saade i Molly, którzy kilka minut później byli juź u mnie w mieszkaniu.
- To co to za gra ? - zapytał Saade, zacierając ręce. A Molly chyba się modliła, by nie były to gry na PS, czy komputerowe.
- Twister - oznajmiłem.
Spojrzeli na mnie jak na idiotę, ale zgodzili się na zabawę.
Po półgodzinnym, wariowaniu na mecie, byliśmy w takich pozycjach, że nie chcę mówić, Molly "robiła" za sędzie a ja, Candy i Erica graliśmy.
- Eric, lewa noga na czerwony - wskazała rozbawiona dziewczyna.
- Ja nie dam raaaady - jęczał, próbując się nie wywalić - poddaje się - powiedział wstając.
- Ey, tak nie wolno - rzuciłem, ledwo trzymając się.
- Dobra, rywalizujcie między sobą - oznajmiła Molly.
- Przegrasz - wysyczała Candy, a na jej śliczna buzie wdzierał się powstrzymywany przez Nią uśmiech.
Zaczęliśmy od nowa, ale tylko my w dwójkę, miałem niezłą rywalkę, twarda sztuka - jednym słowem.
W zasadzie nie wiedziałem, czy uda mi się wygrać, z jednej strony powinienem dać jej fory, bo to kobieta ale z drugiej - weź tu przegraj z babą i to taką. :P Zachciało Ci się gry, idioto.
Po paru minutach, był wciąż remis, żadne z Nas się nie wywaliło.
- Candy, prawa ręka na żółty - mówiła brunetka.
Dziewczyna zmieniła pozycję .. prawie, bo po kilku sekundach, wpadła .. na mnie.
Przewróciła się na prawą stronę, spychając mnie z maty .. i wlecieliśmy na siebie (jakim cudem, nie mam pojęcia) .
- Przepraszam - powiedziała, patrząc mi w oczy.
Ale Ona ma .. fantastyczne oczy, jeeeej, takie magiczne, jedyne w swoim rodzaju, kochane i takie ciepłe.
Wpatrywałem się w Nią, jakby była 8 cudem świata .. chwila była. Była taka śliczna.
- Może my już pójdziemy - wyrwał nas głos Erica i uśmiechniętej Molly.

Wiem, że późno .. ale nie mogłam się zmobilizować, miałam rekolekcje, teraz w poniedziałek mam bierzmowanie.
Symbolicznie jako fan, chciałam sobie dać na trzecie imię Emilia .. ale mój "dziwny" ksiądz stwierdził, że nie ma Świętej Emilii . ; /
Więc zmieniłam na Lidia.;P
Trzymajcie za mnie kciuki, abym przerwała trzygodzinne stanie w kościele.:P
PS. Myślałam trochę, czy nie zakończyć bloga, bo nie wiem, czy jest potrzeba kontynuowania go ? Czytacie ? Może być ? Czy lepiej go zakończyć ?