środa, 10 kwietnia 2013

Wesele

Dziewczyna patrzyła na mnie trzymając torebkę i bluzę w dłoniach, jej łzy spływały coraz bardziej po jej policzkach. Wiem, dlaczego tak reaguje .. mianowicie nie chce być sama, bo wszystko do niej wraca, ale z drugiej strony pokazuje jaka jest uparta, niedostępna i nie chce mi się zwalać na głowę.
Bez słowa, po raz kolejny wyrwałem jej z posiniaczonych dłoni torebkę i niewiele myśląc przyciągnąłem ją do siebie, tuląc tak mocno, że aż jęknęła. 
- Zostań, proszę - powiedziałem szeptem, głaszcząc jej ciemne włosy, Ona zaś cicho łkała, wtulając się w moja klatkę piersiową. Tak bardzo lubię kiedy to robi, czuje się wtedy jakbym latał, niczym ptak, między białymi, puchatymi chmurkami na błękitnym niebie. 
- Ale tylko przez kilka dni - oderwała się ode mnie, patrząc z łagodniejszym wyrazem twarzy.
- Możesz zostać tutaj tyle ile potrzebujesz - złapałem jej dłoń i delikatnie musnąłem ją ustami. Wtedy dopiero bardziej przyglądnąłem się jej siniakom.
- Boże, co On Ci zrobił - przyjrzałem się. Dłonie, jak i zarówno ręce były mocno sine, natomiast ciemna cera Candy - blada.
Przeniosłem wzrok na Cad, która widocznie przegryzała dolną wargę. Pogłaskałem jej lewą dłoń, po czym znów ja pocałowałem.

****

Rozpoczął się wrzesień, minęło około dwa miesiące od rzekomego zdarzenia u Alicii.
Od tamtego czasu, bardzo dużo się zmieniło.
Erik spotyka się z Alicią, między nimi widocznie coś iskrzy, oczywiście oboje zaprzeczają, tłumacząc, że Eriś jedynie jej pomaga dojść do siebie po tym wszystkim.
Mattias natomiast zaręczył sie z Cattis i pod koniec miesiąca ma odbyć się ich ślub, na który otrzymałem zaproszenie. Zaś Candy wyjechała do Polski, ponad miesiąc temu, wróci dopiero na wesele Matt'a.
Bardzo zaprzyjaźniła się z Catt, Matt'em i Molly.
A ja .. a ja w październiku wyruszam w trasę. Taaaak, wydałem płytę, a teraz czeka mnie masa koncertów. Trzy miesiące poza domem, to sporo, ale myślę, że dam sobie radę.
Wracając do panny Shon, to mam kontakt, dzwonimy do siebie średnio dwa razy w tygodniu, może trzy. Dziewczyna postanowiła wyjechać, chce zapomnieć o tym co się wydarzyło..
Długo myślała nad tym, czy wyprowadzić się na stałe ze Stockholmu i porzucić tym samym Szwecję.  W ostateczności, zrezygnowała z pracy w Szkole Tańca, pożegnała przyjaciół i odwiozłem ją na lotnisko, pożegnałem i od tamtej pory jej nie widziałem. Ma przylecieć do Szwecji na to wesele, więc wtedy  będziemy się widzieć. Później znów wróci i zapewne nasz kontakt się urwie. Na zawsze ...

28 WRZEŚNIA :

Wesela trwa w najlepsze, tak, już jest po ślubie, przysiędze etc. ale najważniejszego jeszcze nie było, a mam na myśli oczepiny. Nie wiem dlaczego, ale je lubię, od zawsze.
Nasuwa się tutaj zapewne pytanie czy jestem z kimś na tym przyjęciu. Powiem .. Nie.
Miałem zaproszenie z osobą, ale po kilku rozmowach z Candy, ustaliliśmy, że pójdziemy tak jakby razem.

W pierwszej kolejności jakaś dziewczyna musiała złapać welon, brawa dla zawodników, ale wygrała Cad.:D
Szczęściara, wiem. Zawsze powtarza, że "głupi ma zawsze szczęście". Widziałem jej lekki uśmiech na twarzy, kiedy okazało się, że to ona złapała welon, ale również jakby nutę niepokoju.
Cóż .. jednak po kilku sekundach, jej niepokój znikł a pojawiło się zaskoczenie. Tak brawo Dann, krawat jest Twój. Byłem speszony, ale co mam poradzić. Mattias pomógł mi go włożyć ii .. i trzeba zatańczyć z przyszłą panna młodą.
- To było specjalnie - syknąłem do dziewczyny.
- Możliwe - uśmiechnęła się zdradliwie.
Ooo czyżbym miał rację ? haha, a to przebiegła niuuunia.
Po tych wszystkich zabawach, które były nie dosyć, że przezabawne, to jeszcze męczące.
Postanowiliśmy się przejść, trochę porozmawiać. Bo w sumie nie wiadomo kiedy znów się spotkamy. Być może nigdy. Tym bardziej, że nie mieliśmy okazji usiąść i pogadać, bo dziewczyna przyjechała wczoraj wieczorem, a jutro rano już wraca do Polski. Nie, nie będzie jej na poprawinach, ciekawe z kim ja tam będę. Ale głupie pytanie.
Szliśmy przez park, który mieścił się bardzo blisko sali w której odbywało się przyjęcie weselne. Było w nim niezmierne cicho i spokojnie, jedynie nasze kroki zagłuszały idealną atmosferę, która w nim panowała.
- Jak sobie radzisz - zapytałem po chwili.
Dziewczyna odwróciła głowę, spoglądając mi w oczy.
- Jest okeej, znalazłam pracę jako choreograf, mam ładne mieszkanie i najważniejsze - spokój - każde jej słowo zaczynało mnie .. boleć ? Chyba tak to powinienem nazwać. Przystanąłem, łapiąc ją za dłoń, odwróciła sie do mnie przodem, nie mając pojęcia o co chodzi.
- Candy .. proszę nie wyjeżdżaj - mówiłem, wiedząc, że jest to niemożliwe. Ona ma tam idealne warunki to normalnego funkcjonowania, zapomina o tym co zrobił jej ten skurwysyn. A ja jej chcę to zabrać ? Złe określenie. Chce tylko, aby tutaj była, obok mnie. Danny, nie piłeś prawie nic, ale czasami mówisz takie pierdoły. Chociaż nie, to nie pierdoły, to jest bardzo ważne.
Dziewczyna spojrzała na mnie, maszcząc brwi, ale nie dałem jej dojść do słowa.
- Tęsknię za Tobą - zacząłem, opierając swoje czoło o jej. Trochę niska jest xdd. ale to nie wyklucza, że jest zjawiskowa.
Przymrużyła leciutko oczy, po czym je otworzyła, odsuwając troszkę swoją twarz od mojej.
- Ja za Tobą też - powiedziawszy to, przybliżyła się z powrotem, patrząc wciąż w moje oczy. Jej spojrzenie coraz bardziej mnie przeszywało.
Po chwili, dotknęła swoimi ciepłymi ustami, moich i delikatnie je musnęła, odwzajemniłem to i po chwili tonęliśmy w namiętnym pocałunku.
Z każdym jednym muśnięciem pogrążaliśmy się w coraz większej rozkoszy.
Nie chciałem tego przerywać, była taka .. taka inna. Piękna, zmysłowa, czarująca ..
Po około minucie - nie wiem, nie liczyłem czasu. Zakończyła tę magiczną chwilę, nie chciałem tego kończyć, więc miałem wybór, ale to ponowić albo ja przytulić. Szybko wybrałem tę druga opcję, nie chciałem aby się wystraszyła.
Mocno, a zarazem delikatnie przysunąłem ją do siebie, wtulając ją w swoją klatkę piersiową, wiedziałem, że to się już nie powtórzy.
- Przepraszam - szepnęła, podciągając nosem. Chwile później odsunęła się i odeszła. Bez słowa, a mnie wbiło w ziemię, nie mogłem zrobić kroku, nie mogłem jej zatrzymać, nie mogłem zrobić nic.
Kiedy "ocknąłem się" po incydencie, który sprawiła mi moja przyjaciółka, ruszyłem w kierunku budynku weselnego, miałem nadzieje, że spotkam ją tam i będę miał okazję to wyjaśnić. Chociaż w sumie, nie mam nic do wyjaśnienia, to ona mnie pocałowała.
Wszedłem po schodach i po chwili znalazłem się w środku, ludzie bawili się na parkiecie wraz z Parą Młodą, niektóre osoby siedziały przy stolikach, inne zaś krzątały się, wychodząc z sali na dwór. Jednak nigdzie nie spostrzegłem Candy, gdzie Ona się podziała ? Błądziłem wzrokiem bezsensownie po pomieszczeniu, coraz bardziej napawając się strachem, lecz niestety bez skutku. Zrezygnowany usiadłem na swoimi miejscu przy stoliku, wyciągnąłem telefon i bezczynnie czekałem, tylko na co ?
- Daniel, co z Tobą ? - usłyszałem nagle głos Erica, patrzył na mnie z góry, pukając jednym palcem o stół.
- Nic się nie bawisz, wyglądasz jakby Cię z krzyża zdjęli. Aaa .. gdzie Candy ? - zdziwił się.
Przegryzłem mocno dolna wargę, ale w tak silny sposób, że aż poczułem jak leci mi krew.
- Nie wiem - odpowiedziałem, ale chłopak nie miał zamiaru poprzestać na tej jakże wyczerpującej wypowiedzi. Więc opowiedziałem mu pokrótce co się wydarzyło, chyba nie znał mnie ani Cad, od tej strony.
- Danny, zadzwoń do Niej, pojedz do hotelu w którym się zatrzymała, przecież .. - urwał.
- Gdyby to było takie proste - rzekłem, spoglądając na telefon.
- Kochasz ją ? - zapytał po chwili, łapiąc mnie za ramię.
- Nie - odpowiedziałem - znaczy, nie wiem, ale raczej nie - speszyłem się.

****

Niestety tak jak się spodziewałem, dziewczyna się nie odzywa do mnie już dwa tygodnie. Natomiast ja wyjeżdżam, dopiero za trzy miesiące wrócę po trasie do domu. Jedynym moim pocieszeniem jest koncert w Polsce. A jedyna przeszkodą .. brak adresu mojej przyjaciółki.
Może dobrze się stało, że nie mogę się z Nią skontaktować, skoro nic do Niej nie czuję. Ale z drugiej strony .. tego również nie jestem pewny. To wszystko działo się zbyt szybko.
Pakowałem walizki i właściwie już wychodziłem, kiedy na drodze staną mi .. Miramis.
- Ooo właśnie kolego, Ty jedziesz do Mattiasa, pakuj rzeczy, raz dwa - zaśmiałem się do, grożąc palcem, kot patrzył na mnie jak na debila, chyba zrozumiał co do Niego powiedziałem, bo po chwili zniknął za drzwiami.
'Będzie się pakował ? - pomyślałem z uśmiechem i ruszyłem w jego stronę.
Ale przecież to jest cwaniaczek i nie dane mi było prędko go znaleźć. Zakopał się gdzieś i nawet nie pomrukiwał, co miał w zwyczaju, Coś czuję, że się spóźnię, przez tego czarnego diabła.
Szukałem go wszędzie, dosłownie. Ale skubany tak się ukrył, że nie miałem szans.
Po kilkuminutowych poszukiwaniach zrezygnowałem i wyszedłem z pokoju, kierując się do kuchni.
A tam .. na STOLE, siedzi sobie zadowolony Miramis, jego oczy patrzące na mnie, chcą powiedzieć 'I widzisz debilu, tutaj jestem'.
- Miramisek, nie ładnie ! - syknąłem, zgarniając go, on jedynie cicho zamiauczał i już po chwili słodko pomrukiwał.
Spakowałem jego "rzeczy", tak on też ma swoją walizkę, a w niej zabawki, jedzenie etc.
Włożyłem go do klatki, stawiając na podłodze.
- Poczekaj, zaraz wracam - zabrałem walizki i wyszedłem z domu, zamykając lekko za sobą drzwi.
Zszedłem na dół po schodach i po chwili włożyłem wszystko do samochodu. Jeszcze tylko wrócę po kota i mogę jechać.
Proszę, macie pocałunek. Zadowolone ?
Popadam w nałóg, wiem. Nie powinnam psuć.:P

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Konfrontacja

- Candy co się stało ?! - chodziłem nerwowo po pomieszczeniu, oczekując odpowiedzi, której nie otrzymywałem.
- Co się stało ?! - ponowiłem podniesionym tonem.
Menadżer i ludzie będący za kulisami, patrzyli na mnie jak na wariata, mój pracodawca wyrażał nutę złości, bo nie reagowałem na jego okrzyki, że powinienem wychodzić już do ludzi.
- Potrzebuję Twojej pomocy szybko .. - powiedziała cicho, w tle słyszałem jakiś szelest, ale nie potrafiłem odgadnąć co się dzieje.
- Jestem u Alici, Danny proszę pomóż mi - po tych słowach rozłączyła się, a mnie ogarnął strach.
Co mogło się wydarzyć ? Muszę to sprawdzić. Ale .. jak ? Droga do Stockholmu zajmie mi godzinę.
Mam niewiele czasu.
Po natychmiastowym włożeniu I phone do kieszeni, szybko skierowałem sie do wyjścia, łapiąc po drodzę bluzę, wiszącą na wieszaku.
- Ej, ej, a Ty dokąd ? - krzyknął za mną menadżer, ze złowroga miną.
- Masz tutaj samochód ? - zapytałem z nadzieją, odwracając się do Niego. Bez słowa podał mi kluczyki od samochodu, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Przepraszam, muszę jechać - rzuciłem i wybiegłem na zewnątrz, mijając ludzi.

****

Jestem prawie na miejscu, jeszcze tylko dwie ulice i będę. Zadzwoniłem wcześniej do Erica, aby podał mi dokładny adres Alici, On sam już miał czekać pod jej domem. Uzgodniliśmy, że wybierzemy się tam razem, dla bezpieczeństwa, nie wiem, co tam się wydarzyło, ale musi być to coś poważnego.
Po kilku minutach zaparkowałem pod domem dziewczyny i wysiadłem z samochodu, pospiesznie zamykając go i chowając kluczyki do spodni.
- Stary, coś nie gra - skierowałem się w stronę przyjaciela, który stał pod bramą.
- Powiem Ci, że nie widzę nic dziwnego, jesteś pewny, że coś się stało ? - w odpowiedzi tylko spojrzałem na Niego i oboje ruszyliśmy na posesję.
Próbowałem jeszcze raz skontaktować się z Candy, ale nie odbierała.
Wreszcie zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi, jednak nikt nie otwierał.
- Na pewno są w domu ? - Saade i jego głupie pytania - ej, cicho - przyłożył ucho do drzwi. - ktos tam jest - powiedział, patrząc na mnie, robiąc krok w tył.
Przez około 10 sekund, trwała nieprzerwana cisza, gdy nagle usłyszeliśmy wielki huk i .. krzyk. Ja jednak bardziej nazwał bym to piskiem. Podświadomie ustaliłem, że głosy należą do Candy i Alici.
- Eric, wchodzimy - pociągnąłem za klamkę, o dziwo drzwi były otwarte.
Weszliśmy cicho do środka i idąc za krzykami, czyli musieliśmy pokonać schody.
Saade czujnie podążał za moimi krokami.
Przy pokoju, z którego dobiegały piski dziewczyn, które chwilowo ustapiły, przystanęliśmy na chwilę i wsłuchaliśmy się w czyiś głos. Był to męski głos, mężczyzna wydawał się na starszego. Ups. Już wiem co się święci.
- No to teraz laseczki, mam dwa kąski tylko dla siebie, ciekawe czy też jesteś taka dobra jak moja córka - bezczelny śmiech i ponowny pisk dziewczyn.
Złapałem za klamkę ii ...
W kącie siedziała skulona i zapłakana Alicia, natomiast na łóżku "leżała" Candy, również nie kryjąc łez. Ten frajer się do Niej dobierał. Na szczęście nie zdążył.
- Ty skurwielu ! - krzyknąłem i podbiegłem do mężczyzny uderzając go w twarz z pieści. Nie powiem, że łatwy przeciwnik mi się trafił, a wręcz przeciwnie.
- Kim jesteś gówniarzu ?! - spojrzał na mnie, próbując wymierzyć mi cios, ale nie zapominajmy, że w pobliżu mam posiłki, a mianowicie Saade. Pomógł mi go urządzić i trochę go skopaliśmy.
Nawet dobrze mi zrobiło takie wyżycie się na kimś, tym bardziej, że ten facet nic nie mógł nam zrobić, bo sam by sie wkopał.
Eric zabrał Alicię, a ja Candy, wzięliśmy je na ręce i wyszliśmy z domu, zostawiając tego skurwysyna na podłodze, zalanego krwią, ale to i tak nic poważnego, trochę mu rozwaliliśmy ryjek, nic poza tym.
Eric zabrał Alicię do Siebie, razem z Molly jakoś się Nią zajmą. Gdyby był tutaj Erik, z pewnością by było mu to na rękę, ale niestety Eriś zrobił sobie wakacje i wyjechał poza granice Szwecji.
Natomiast ja pod swą opiekę wziąłem Cad, której przerażenie nie miało końca. Nie dziwie się.

****

Zaprosiłem dziewczynę do kuchni, robiąc jej ciepłe kakao, była zgaszona. Oczy miała czerwone od płaczu. Nie pamiętam jej nigdy w takim okropnym stanie. Ale i tak jest piękna.
- Proszę - podałem jej kubek gorącego napoju i usiadłem naprzeciwko.
Długo nic nie mówiła, sam nie przerywałem tej ciszy, Nie wiedziałem co mam powiedzieć, jak się zachować.
Wstałem i podszedłem do Niej, kucając przy niej.
- Malutka - rzekłem - hej, tutaj nic Ci nie grozi - złapałem za jej drżącą dłoń.
Spojrzała na mnie, przymykając lekko oczy.
- Odwieziesz mnie ? - zapytała cicho, ale tak bardzo, że prawie jej nie usłyszałem.
- Zostajesz u mnie - oznajmiłem na co delikatnie się uśmiechnęła.
Nienawidzę kiedy jest smutna i przygnębiona. Zabiłbym tego chuja, za to co jej zrobił a raczej co chciał jej zrobić. Ale Chwała Bogu, udało mi się do tego nie dopuścić.
Dziewczyna wstała, patrząc mi w oczy, po chwili rozpłakała się.
- Boje się - szlochała.
- Ciii, jestem tutaj, nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził - przytuliłem ją mocno, a ona jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Kochana Candy.
Po chwili jednak odkleiła się ode mnie, lecz po jej policzkach nadal płynęły słone łzy rozpaczy i smutku.
Ująłem delikatnie jej twarz w dłonie i pocałowałem w czoło.
- A jeśli On wróci ? Wie gdzie mieszkam .. napewno wie - zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Nie bój się, okej ? Zostaniesz u mnie, a jutro .. jutro pojedziemy do Twojego mieszkania, zabierzemy potrzebne Ci rzeczy i pomieszkasz tutaj  - już chciała coś powiedzieć i domyślam się, że chciała zaprzeczyć, ale położyłem jej palec na ustach i przytuliłem do siebie.
Po 23 dziewczyna zasnęła w sypialni dla gości, poprawiłem jej kołdrę, zgasiłem lampkę i wyszedłem, zamykając cicho drzwi. Sam, poszedłem do siebie, kładąc się na ziemną pościel.
Niestety a może i stety, nagle usłyszałem cichy głos i pukanie do drzwi.
Domyśliłem się kto to. W drzwiach stanęła zrozpaczona i wystraszona brunetka.
- Dann .. - zaczęła, ale jej przerwałem.
- Chodź - rozłożyłem ramiona, w które po chwili wtuliła się drżąca Candy.
Podciągnęła nosem i po chwili wyswobodziła się z mojego uścisku.
- Nie będziesz spała ? - uśmiechnąłem się, na co mnie skasowała wzrokiem.
- Bardzo śmieszne - ups .. to trochę , jakby .. przegiąłem ?
- Okej, niech stracę, tylko nie zabieraj mi kołdry - pogroziłem palcem.
Dziewczyna położyła się obok mnie, objąłem ja ramieniem i całując we włosy rzekłem "dobranoc" i zamknąłem zmęczone oczy. Trochę się wierciła, skubana, oczywiście większa część kołdry była po jej stronie, a to mała przebiegła złodziejka.

****

Wstałem jakieś pół godziny temu, moja przyjaciółka jeszcze słodko spała. O dziwo się wyspałem, choć nastąpiła drobna walka o kołdrę, ale to szczegół.
Szykowałem śniadanie i parzyłem świeżą kawę, kiedy w drzwiach stanęła zaspana Candy, patrząc na mnie swymi oczami, w których widziałem smutek.
- Siadaj - wskazałem na krzesło, spojrzała na mnie głupio, ale po chwili posłusznie usiadła.
- Danny, nie musisz tego dla mnie robić - zaczęła, przyglądając się swoim lekko posiniaczonym dłoniom.
O czym ona mówi ? Mam ją niby zostawić ? Samą ?  W takim stanie ? Nie wybaczyłbym sobie gdyby jej się coś stało.
- Candy, przestań - powiedziałem, wyłączając czajnik z kipiącą wodą i zalewając ją do kubków.
.- Masz swoje sprawy, wystarczy że ściągnęłam Cię z koncertu .. przepraszam, powinnam zadzwonić do kogoś innego, lub .. - urwała, przenosząc wzrok na okno.
- Zawsze możesz na mnie liczyć, więc przestań marudzić i jedz śniadanie - podałem jej talerz z tostami i usiadłem obok.
Niestety dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Nie .. ja już pójdę - wstała, ale gdy tylko zrobiła trzy szybkie kroki w przód, zatrzymałem ją, łapiąc za rękę. Odwróciła sie mimowolnie i spojrzała mi w oczy.
- Danny, tak nie powinno być - zaczęła. - wystarczy, że mnie przechowałeś przez jedna noc, dziękuję - wyrwała się. Tsssa no idź idź, daleko nie zajdziesz, jam jest bardzo szybki zawodnik. xd
- Candy, nie wygłupiaj się - złapałem ją przy drzwiach do pokoju. - Candy, słyszysz ?! - krzyknąłem, gdy pakowała, swoje rzeczy. Nie reagowała. Podszedłem do Niej, zabierając jej torebkę.
- Dziewczyno co Ty wyprawiasz - podniosłem ton.
- Daniel to jest niebezpieczne - wymamrotała.
- No właśnie i dlatego nigdzie nie pójdziesz ! - jeszcze głosniej to powiedziałem.
Spojrzała na mnie, mówiąc.
- Dann .. - nie zdążyła skończyc, bo jej przerwałem - standard.
- Powiedziałem coś. Zostajesz u mnie. - zrobiła krok w przód, wyrywając mi z rąk swoją torbę, chyba chciała wyjść.
- Nie rozumiesz, że się o Ciebie martwię, nie rozumiesz ?! - krzyczałem, a po jej policzkach popłynęły łzy. No to pięknie.
- Candy, przepraszam - chciałem to naprawić, ale to nie było takie proste. Ona nienawidzi jak ktos się drze, 

Taaaaaka sytuacja. :P
Ciuum.;*