poniedziałek, 29 lipca 2013

Pora Na Zmiany

Obudziły mnie jasne promienie ee..słońca, które wpadały jak mniemam przez odsłonięte rolety. To już rano. Otworzyłem oczy i natychmiast spojrzałem na rękę, na której widniał zegarek, a na nim godzina - 6:25 .
Dopiero po chwili dotarło do mnie co się stało, odwróciłem głowę i ujrzałem słodko śpiącą jeszcze Candy.
Przegiąłem. Eeej no dobra, ale to nie jest moja wina, jestem tylko facetem.
Szybko wymyśliłem plan, powoli wstałem z łóżka nie mając zamiaru obudzić brunetki, ale, ale .. się zbudziła.
- Która godzina ? - rzekła podnosząc się do góry. 
Gratuluję, żadne zdziwienie.
- Szósta trzydzieści - podałem, kierując się do kuchni.
W sumie nie wiem dlaczego tam się skierowałem, ucieczka ? Być może.
Stałem przy oknie, patrzyłem na ulice Warszawy, dzisiaj o tej porze powinienem wyruszać do Katowic, aby spokojnie móc wystąpić przed publicznością.
Po chwili do kuchni weszła Candy, stanęła za mną, a swą dłoń ułożyła na moim prawym ramieniu. Spojrzałem na Nią kątem oka i zastanawiając się, co teraz będzie.
- Jesteś zły ? - powiedziała.
- Nie. - odparłem, odwracając się do brunetki przodem. Dlaczego miałbym być zły ? Nie miałbym nawet o co.
- Wyjeżdżasz ? - spytała.
- W zasadzie powinienem wyjechać jakieś pół godziny temu, aby na czas być w Katarowicach .. Katowicach - poprawiłem się. Pokaleczyłem trochę nazwę tego miasta, ale cóż.
- Muszę jeszcze odpocząć, przećwiczyć układy.. wiesz .. rozumiesz jak to jest - wyjąkałem.
- Taak .. - spojrzała mi w oczy - Będę tęsknić - jej oczy zaszkliły się.
Nie cierpię takich momentów, phah, a kto je lubi ?
- Moja Malutka - przytuliłem ją do siebie. Rozkleiła się, ja też miałem zamiar, ale jakoś dałem radę.
Nie mogłem zbyt długo patrzeć na jej słony potok łez, którymi się dławiła.
- Kocham Cię, wiesz ? - szepnąłem, łapiąc ją za dłonie. Były zimne i drżały.
Całując ja po raz ostatni, wyszedłem z mieszkania.

****

Jestem w Krakowie, Katowice i Warszawę już obskoczyłem. Pozostał mi tylko jeden koncert i wyjeżdżam z Polski.
A ze mną jest Erik, działa mi coraz bardziej na nerwy. Nie dość, że łazi za mną, to jeszcze nawija.
Miałem zamiar go jakoś zgubić, ale niestety ten 'bagaż' chodzi, więc ciężko go gdziekolwiek zostawić. Albo nie wiem, zabiję go lampą, doniczką, czymkolwiek. 
- Daaaanny, podasz mi szczoteczkę ? Jest na tej półce w łazience, tej obok lustra - głos Erika mnie przeraża, a tym bardziej, że aktualnie się kąpie i jest w ŁAZIENCE.
- A Ty czasem, trochę jakby...nie przeginasz ? Jesteś w łazience to możesz chyba sobie sam wziąć ?! - warknąłem z pokoju.
- No taaak, ale leżę w wannie i nie dosięgnę - krzyknął.
Pajac. Nic już się nie odezwałem, jednak facet nie odpuszczał. Więc dla świętego spokoju wyszedłem z pokoju.

****

Jestem po koncercie, właśnie rozdaję autografy. Występ się bardzo udał, jestem pod wrażeniem aż takiego ciepłego, wręcz gorącego przyjęcia ze strony Polskich fanów. Jest ich sporo, każdy pragnie podpisu i zdjęcia. Już większa połowę mam za sobą, ale jeszcze mi trochę tutaj zejdzie.
Nagle moim oczom ukazała się znajoma twarz - Erik, lepa przyjechał i tu za mną.
- Tak taaak, jestem przyjacielem Dannego Saucedo, to jaa ! - chwalił się, przedzierając się przez tłum ludzi.
Zmarszczyłem brwi.
- No co tam, co tam ? A autografy rozdajesz - wskazał na marker, który trzymałem w dłoni. - Też w zasadzie mógłbym coś napisać, co nie ? - uśmiechnął się, a ja miałem ochotę mu teatralnie przywalić przy wszystkich. Wywróciłem oczami i wróciłem do wcześniejszej czynności.
- Mogę ? - ktoś podsunął mi pod nos plakat z moją osobą, podniosłem głowę i ujrzałem młodą, ładną dziewczynę. Miała jasne włosy i brązowe oczy, jej twarz była delikatna a spojrzenie czarowało.
- Proszę - odpowiedziałem, oddając ogromny napis. - Jak Ci na imię ? - spytałem. - Mia - rzekła krótko, ustawiając się obok mnie do zdjęcia - dziękuję - posłała mi całusa w powietrzu i znikła gdzieś pośród tłumu fanów, stojących "w kolejce" .
- Jaka laska, stary - piskliwy głos Erika - standard.
- Co ?
- Ładne te Polki - mruknął rozmarzony.
- To nie była Polka - rzekłem, odwracając się.

****

Styczeń 14 .

Nareszcie mam wolne, całe trzy tygodnie tylko dla mnie, z dala od mediów. Chwila spokoju na którą czekałem parę dobrych miesięcy.
Jednakże jeszcze dzisiaj posiedzę w nosem w internecie, trochę pobuszuję. Nie miałem ostatnio na to czasu, a teraz będę go miał aż zanadto.
Na pierwszy ogień pójdzie fejs, ohoho . Ile komentarzy, a ile znaczników na zdjęciach. Obejrzyjmy, powspominam - choć wątpię czy kogoś skojarzę. Na większej połowie jestem, a reszta mnie niepotrzebnie oznaczała do swoich prywatnych fotek. Przeważnie to były dziewczyny, ale mężczyźni też mi się zdarzali. Jaką aluzja ? Nie wnikam.
Prawie kończyłem, już nawet dokładnie nie oglądałem zdjęć tylko leciałem, aby jak najszybciej skończyć i sprawdzić pocztę. Przed moimi oczyma przeleciała znajoma twarz - cofnij.
Skądś ją znam .. jasne włosy, Erik, Polska. Tak, już teraz skojarzyłem, to Mia. Spojrzałem obok na datę i autora zdjęcia. "Dodano 19 Grudnia przez Mia Nessgher" .
Wszedłem na jej profil, nie miała wielu zdjęć ale na każdym wyglądała równie ślicznie co w rzeczywistości. Była wolna, mieszkała gdzieś w Norwegii. Co robiła w Polsce ? Pogrzebałem trochę i znalazłem informacje o tym, że wyjechała do kuzynki. Kolejna informacja była taka, że przyjechała do Szwecji, do jakiejś pracy czy coś. Przeznaczenie.
Polubiłem zdjęcie na którym byłem i wylogowałem się z portalu. Sprawdziłem pocztę, miałem sporo nieprzeczytanych wiadomości, zabrałem się za odpisywanie, oczywiste jest to, że nie dam odpowiedzi każdemu, ale postaram się, aby to była większość.

****

Czekała mnie wyprowadzka. Tak przeprowadzam się, z mieszkania do domu. Trochę niewygodnie, bo jest zima, ale trudno. Media dowiedziały się gdzie mieszkam i zaczęły mnie nachodzić, myślę, że ucieczka będzie najlepszym rozwiązaniem.
Mój dom jest na obrzeżach Stockholmu, bardzo ładny, piętrowy, ma garaż, duży taras, ogródek, a nawet basen. Wygodniś, tak to ja we własnej osobie.
Kolejną niespodzianką jest pies, no chyba ktoś musi bronić domu ? Kupiłem szczeniaczka, rasy Husky, pięknie będzie się prezentował w zabawie na śniegu. Miramis trochę się obraził, ale przecież On mi nie obroni domu, prawda ? Chociaż, ta drapieżna bestia, jest zdolna do różnych czynów.


  

piątek, 24 maja 2013

Ostatni Raz

Przez kilka sekund stałem jeszcze przed drzwiami, myślałem co mam jej powiedzieć, jak się zachować. Ale miałem taka pustkę w głowie, że musiałem lecieć na spontan.
Zapukałem trzy razy, delikatnie w dębowe, ciężkie drzwi, przegryzając w nerwach dolną wargę.
Panowała głucha cisza, jakby w budynku nie istniała żadna żywa dusza, nic jej niestety nie przerywało.
Ośmieliłem się zapukać po raz kolejny. W coraz większych nerwach wystawałem na klatce, spoglądając na złotą tabliczkę przymocowana do drzwi, na której widniał numer 29. Postałem jeszcze chwile i stwierdziłem, że nic tu po mnie. Nie zastałem jej w domu, albo inaczej : miała przeczucie, że się u Niej pojawię i celowo nie otworzyła mi drzwi. Nie .. to głupie.
Odwróciłem się i wolnym krokiem zacząłem zmierzać ku schodom, dlaczego ponownie nie wybrałem windy ? Nie wiem.
Zrobiłem chyba ze cztery kroki, kiedy usłyszałem przekręcający się zamek i otwierając drzwi, odwróciłem wzrok i ujrzałem Candy. Rozglądała się wokół, lecz po chwili spostrzegła mnie i jej mina jakby posmutniała.
- Hey, myślałem, że Cie nie ma ? - podszedłem do dziewczyny z uśmiechem. Nie wyrażała pozytywnej inicjatywy, cóż, trudno się dziwić.
- Skąd .. Ty ? - oparła się o drzwi.
- Musimy porozmawiać - pokręciła głową przecząco - Candy, musimy - powiedziałem głośniej. Po minucie jej bodajże przemyśleń, wpuściła mnie do środka.
Zaprowadziła mnie do salonu, ładnie urządzonego, w pastelowych kolorach. Od zawsze, wiedziałem, że ma gust. Wskazała na fotel, abym usiadł, natomiast ona sama spoczęła niedaleko na sofie. Jej mina nadal mnie nie uspokajała.
- Cad - zacząłem - dlaczego zerwałaś ze mną kontakt, przecież świetnie się dogadywaliśmy - powiedziałem. Nie spojrzała na mnie, jej wzrok wciąż był przeniesiony w blade, drżące dłonie.
- Tak będzie lepiej - wydusiła . O czym Ona mówi ?!
Wstałem, podchodząc i kucając obok sofy na której siedziała.
- Nie będzie lepiej. Przecież się przyjaźniliśmy, po jedynym pocałunku mnie skreślasz ?! - wrzasnąłem. Chyba niepotrzebnie, jej oczy stały się szkliste, Ona cała mocno drżała.
Po kilku sekundach dziewczyna wstała, domyślałem się, że chciała wyjść, nie wiem gdzie, na pewno gdzieś.
Złapałem ją z dłonie, przystanęła.
- Zrobiłem Ci coś ? Skrzywdziłem Cię ? - zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Standard w ostatnim czasie. Tak zapytam ... jestem aż taki głupi, że nie orientuje się, co mogłem złego tej kobiecie zrobić ?
Wykończę się przez Nią.
- Kochasz ją ?! - padło pytanie, którego się nie spodziewałem. Przepraszam bardzo, o czym Ona mówi ? Ćpała coś ? Dobra, nie przeginajmy.
- Kogo ?! - choć wiedziałem doskonale o kogo pyta, chciałem się upewnić.
- Jannę - rzekła półgłosem. Eee...skąd jej to przyszło do głowy ? Nie utrzymuje z moją byłą kontaktu od .. ekhem .. pewnego czasu. A czy ją kocham ... odpowiedz brzmi nie.
- Candy..zwariowałaś ? Dlatego się do mnie nie odzywałaś ? - spytałem, nie rozumiejąc całej tej sytuacji.
- Bo .. - zaczęła - kiedy wyjechałam, chciałam zapomnieć sam wiesz o czym. Nie chciałam już nigdy wracać do Sztockholmu, ale z drugiej strony miałam świadomość, że stracę Ciebie. Wtedy na weselu .. ten pocałunek.. zawsze byłeś dla mnie ważny, ale tylko w kwestii przyjacielskiej. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, było mi za to wstyd .. - mówiła jednym tchem, a ja bacznie się jej przyglądałem - później w polskiej gazecie ukazał się artykuł w którym pisali, że znów spotykasz się z Janną. Nie mam nic do tego, ale zabolało mnie to, że zawsze zaprzeczałeś co do miłości do Niej. Wolałam się usunąć, bo wiem jak bardzo mnie nie lubi - wykrztusiła z siebie, przenosząc wzrok na moją twarz. Była smutna.
- Malutka - przytuliłem ją do siebie - nie spotykam się z Nią. Była u mnie po jakieś swoje rzeczy, które nieświadomie pozostawiła w moim mieszkaniu. Przepraszam - szepnąłem, odklejając się od Niej.
- Moja kochana Candy - mruknąłem całując ją w czoło i ponownie ją przytulając do siebie.
Tak bardzo tęskniłem za jej ciepłem, biciem serca, zapachem, za Nią. Nie wiem, co bym zrobił gdyby mi nie wybaczyła, wyrzuciła z mieszkania, nie otworzyła drzwi, nie dopuściła do słowa. Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć, ale próbuję sobie to w jakiś sposób wyobrazić, to jakbym się zachował. Wiem jedno - na pewno bym nie odpuścił, walczyłbym o tę, jakże cenną i ważna dla mnie przyjaźń. Mam nadzieję, że dla Candy również coś znaczę. No właśnie coś ... głupio się przyznać ale jej słowa, które wypowiedziała, trochę jakby mnie zasmuciły. Dla Niej ten pocałunek był bez znaczenia, natomiast dla mnie .. no kurczę, sam nie wiem.
Nie sądzę abym coś więcej do Niej czuł, ale z drugiej strony, nie potrafię zapomnieć o tym incydencie. Był taki piękny, wprost niesamowity. Ale mam wrażenie, że to była pomyłka. Ale nie, nie .. nie z mojej strony, chociaż teraz nie potrafię poradzić sobie z samym sobą. Jak to możliwe ? Takie nasuwa się pytanie. Każdy myśli, że nie mam problemów, a o dziwo mam ich parę w zanadrzu. Zaraz za Nim pojawia się kolejne - ktoś tak znany jak ja, nie powinien cierpieć przez kobietę, przecież ma ogromny wybór. Tak .. wśród fanek, które kochają mnie za wygląd, ruchy i wokal. Niewiele dziewczyn tak naprawdę mnie poznało. Ba ! Niewiele z Nich darzyłem jakąś bliższą sympatią, w sumie to z obliczeń wychodzi mi dosyć mała liczba. Ale utwierdzam się w przekonaniu, że to tylko i wyłącznie na moją korzyść.

Hmm a więc rozwieje Wasze wątpliwości i może krótko wypowiem się na ten temat ?
Jakie to uczucie nie móc poradzić sobie ze samym sobą ? Znam to doskonale i Wy jeśli się nie mylę, również. Kwestie, których nie wystarczy omówić na forum internetowym, facebooku czy z najlepszym przyjacielem. Jedynym ratunkiem jest nie dawać za wygraną, czuć, że życie jest piękne, musimy je przeżyć, takim jakim jest. Nikt jednak w to nie wierzy. Wolą popełniać samobójstwa, zalewać się litrami alkoholu, ćpać - po co ? Wspomnienia wracają, każdy doznaje bolesnych rozczarowań, a niżeli tak świat jest skonstruowany ? Więc dlaczego ludzie nie potrafią dać sobie szansy, by mogło być lepiej - znam odpowiedz na to pytanie ; jesteśmy po prostu zbyt słabi, bynajmniej tak nam się wydaje, co jak się okazuje jest bzdurą.
Takie jest moje zdanie, a to, że nie radzę sobie z własnymi problemami, to myślę, że to tylko kwestia czasu, aby się z nimi uporać. Co ja pieprzę ? Wzięło mnie na użalanie się nad sobą i głębokie życiowe przemyślenia.
- Candy - zacząłem nerwowo po kolacji którą przygotowała. - wrócisz do Sztockholmu ? - spojrzałem na Nią niepewnie. Odłożyła szklankę i przez chwile sie nad czymś intensywnie zastanawiała - przypuszczam, ze nad odpowiedzią.
- Chyba nie - stwierdziła krótko.
- Czyli .... czyli my , nasza przyjaźń - wiem, że w moich oczach można było zauważyć nadzieję, bo to własnie czułem. Denerwowała mnie każda sekunda ciszy, każda chwila niepewności. Dziewczyna wstała. Domyślam się, że najchętniej wyprosiłaby mnie, aby tylko nie odpowiadać na pytania i nie drążyć więcej tego tematu. Odszedłem od stołu równocześnie z Nią.
- Myślę, że kontakt telefoniczny jest bezsensu, a spotykanie przy Twojej pracy graniczy z cudem. Dlatego obawiam się, że nasz kontakt tutaj się kończy - ostatnie słowa wyszeptała, po jej policzkach polałby się łzy, a ja byłem w szoku. Z jaką łatwością chce to zakończyć. Boże, Danny, co Ty gadasz ?! Jaką łatwością ? Widzisz co dzieje się z tą kobietą ? Nie ? To się przyjrzyj i powiedz czy widziałeś ją kiedykolwiek w gorszym stanie ?!
Przegryzłem dolną wargę.
- Nie rób tego, proszę - powiedziałem, stając naprzeciwko. Pękało mi serce, na myśl, że znów ja stracę, ale tym razem na zawsze. Muszę coś zrobić, przecież nie mogę do tego dopuścić.
Patrzyłem tępym wzrokiem na jej mokrą od łez, śliczną buzię. Jej oczy był szare, przenikał przez nie ból.
- Nie mam wyjścia. - szlochała - dasz sobie radę.
- Nie dam - przerwałem.
- Dasz - kontynuowała - wpadniesz w wir obowiązku tylko wrócisz z trasy, zajmiesz się klipami, nowymi utworami, koncertami. Masz przyjaciół, poradzisz sobie - rzekła, a jej słone łzy, upadały na drewnianą podłogę, odbijając głuchy dźwięk, który podświadomie słyszałem.
Wierzchem dłoni dotknąłem jej wilgotnego policzka, przejechałem lekko. Była zimna.
Nie myślałem racjonalnie, chciałem tylko jej nie stracić.
- Jesteś dla mnie ważna - szepnąłem - najważniejsza - zbliżyłem się powoli, aby jej nie wystraszyć, dzieliły nas tylko milimetry.
- Bądź moja, tylko dziś, tylko raz, tylko Ty i ja. Proszę - rzekłem cicho.
Po chwili tonęliśmy w namiętnym pocałunku ...

Hahaha, wiem, że kochacie mnie za momenty w których ucinam rozdział. :D
Trzymajcie się dzióbki . ; ***

piątek, 3 maja 2013

Nieudany chillout

Jestem już po kilku koncertach, odwiedziłem przeróżne miejsca w których jak dotąd nie byłem. Niestety, a może i stety .. wciąż myślałem o Candy, o tym co się wydarzyło. Mam mętlik w głowie, nie wiem co mam o tym myśleć, jak się zachować, co powiedzieć ? Dlaczego to wszystko jest takie trudne, co ?
Usiłowałem skontaktować się z Nią milion razy, rzecz w tym, że nie odbierała, nie odpisywała ani nie oddzwaniała. Może, powinienem dać jej spokój ? Zapewne chce o tym zapomnieć, przecież to jest Candy, znam ją. No cóż ...

Nowy Jork, bardzo mi się spodobał, architektura tegoż miasta coraz bardziej mnie zachwycała w każdym jego calu. No nie wierzę, że to mówię, ale podoba mi się tutaj bardziej niż w Stockholmie. Może mała przeprowadzka ? Nie, nie. Lepiej nie eksperymentować. Oczywistą rzeczą jest to, że mi się tutaj podoba, przecież nigdy nie byłem w Nowym Jorku. Znaczy ... byłem, ale przelotnie, zagrałem kilka koncertów, odwiedziłem jedynie jakąś restaurację, a resztę czasu spędziłem, albo w biegu, albo w hotelu. A teraz, postanowiłem troszeczkę pozwiedzać. Tylko ja i mapa. Brzmi strasznie c'nie ? Trudno, najwyżej się zgubię.

****

Krążyłem po mieście już kilka dobrych godzin, nie zastanawiałem się nad niczym, każde miejsce było takie inne, piękne. Ahh...zostaje tu . <3
Do hotelu wróciłem bardzo późno, tak się nakręciłem na ten New York, że straciłem poczucie czasu.
Wszedłem do pokoju, zamykając drzwi. W pokoju panowała ciemność, trudno się dziwić, przecież nikt prócz mnie tutaj nie pomieszkiwał. Zapaliłem światło, tsss a tam ... Erik.
Trochę mnie wmurowało, chłopak natomiast siedział naprzeciwko mnie i gapił się z bananem na twarzy.
- eee ? - jęknąłem, na co wstał, podchodząc i podając mi prawą dłoń.
- Też się cieszę, że Cię widzę - zaśmiał się.
Podałem mu dłoń i cofnąłem się w tył, jak porażony prądem.
- Erik, co Ty tutaj robisz ? - zapytałem po chwili.
Pokręcił głową i przeszedł do wyjaśnień, które mnie jakby nie zdziwiły.
- Danny, wiesz, że jestem z Alicią - na początku nie rozumiałem jego toku rozumowania, dopiero kiedy zaczął przechodzić do bardziej istotnych szczegółów. - Ona i Candy .. wiesz, że się przyjaźnią. Długo prosiłem Alicię, aby podałam mi Polski adres zamieszkania Candy. W sumie od czasu Twojego wyjazdu w trasę. - ooo.. to nie powiem, trochę mu to zajęło. Dla tych którzy nie mają poczucia czasu, to w trasie jestem od 2 miesięcy, został mi tylko miesiąc, a w tym masa koncertów, wywiadów, spotkań z fanami i przeróżne inne wydarzenia. Do Polski jadę za 9 dni. Obowiązują mnie tam trzy koncerty : Katowice, Warszawa i Kraków. Później wyjeżdżam na wschód. Ale wracając do rozmowy z moimi przyjacielem.
- Żartujesz sobie ? Masz ten adres ? - aż podskoczyłem z radości - dlaczego mi nie wysłałeś na tel. albo nie zadzwoniłeś ? - zapytałem po chwili, unosząc brwi do góry.
- Alicia podała mi go, ale miała warunek. Muszę pojechać razem z Tobą do Polski. Żebyś ośle, tego nie spieprzył - walnął. Spojrzałem na Niego groźnie.
- Ja ? Mistrzem od robię z siebie debila, jesteś Ty ! - wrzasnąłem, popychając go na łóżko. Zaczęliśmy się bić na żarty, śmialiśmy się niczym małe dzieci.
Ładowałem tego czubka poduszką, a On próbował mnie łaskotać. Nagle otworzyły się drzwi, a w Nich stanął ... kelner ? Spojrzał na Nas, jak na eee .. gejów ? No tak, leżeliśmy na łóżku, w śmiesznej pozycji, z poduszkami w dłoniach i głupimi minami. Na jego miejscu zadzwoniłbym po psychiatrę. Oczywiście tego typu specjalista wyłącznie dla Erika.
- Czy wszystko w porządku ? - zapytał po chwili, a my zrobiliśmy się czerwoni jak cegła.
- Yyyy ... tak, tylko się .. - już miałem ochotę wyjaśnić, ale standardowo w słowo wszedł mi Eriś.
- Zabawialiśmy .. - dokończył, na co go walnąłem w ramię. - Znaczy , bawiliśmy się - zmienił.
Kelner patrzył jeszcze na Nas przez chwilę, po czym wyszedł bez słowa, zamykając drzwi.
- Pogięło Cię ? - syknąłem, wstając z łóżka - co On sobie pomyślał ? - jęczałem, chodzą w kółko po pokoju.
- Nie panikuj - uspokajał mnie.

3 DNI PÓŹNIEJ ...

Od kilku dni, mam dodatkowy bagaż, domyślacie się ? Tak, chodzi mi o Erika. Naprawdę go lubię, ale przebywanie z Nim przez tyle godzin w Studio, na próbach, koncertach, trasach E.M.D. i oczywiście prywatnie .. jest w miarę okej, nie będę tutaj narzekał, bo w sumie chcąc, czy też nie - muszę się z Nim widywać. Zresztą to mój przyjaciel. Ale, proszę Was ... ten bonus mi nie pomaga, łazi za mną wszędzie.
Wiem, wiem, wiem ! Wiem, co sobie pomyślicie, że jestem samolubny lub coś z tej płyty, ale chyba mnie rozumiecie ? Zawsze się droczymy, kłócimy, ale przeważnie traktowałem to jako zabawę. Natomiast teraz .. On mnie denerwuje. Mógłby sobie pozwiedzać, pochodzić na imprezy lub robić cokolwiek byle mi nie przeszkadzać. Zaś On, jest obecny na każdym koncercie, wywiadzie i wszelkiego rodzaju spotkaniach. Męczące ? Bożżżże, chcę do domu !!
- No co tam, co tam ? - zza drzwi wyłonił się ŁEP Erika. Po chwili wszedł do środka i klapnął na łóżko.
- Zmęczony jestem - warknąłem. Niestety, chłopak nie dał za wygraną i dalej trajkotał.
- Dann .. trochę mi się nudzi - stwierdził, tym razem kładąc się obok mnie. Zerknąłem na Niego kątem oka - nie miał zbyt zadowolonej miny, wręcz przeciwnie, był smutny, trochę zły, ale po sekundzie wyszczerzył swe białe ząbki i pach, czar prysł. A myślałem, że trochę się pozłości.
- No i co mam Ci niby poradzić hmm ? - zapytałem, na co automatycznie wstał.
- Ale zgodzisz się ? - o masz ! Zaczyna się. Spojrzałem na Niego, a On coraz bardziej bladł.
- O co chodzi ? - przeniosłem się do pozycji siedzącej.
- Idziemy na imprezę - oznajmił siadając, robiąc przy tym głupio, wesołą minę. Pięknie, ale się wpakowałem. Chyba lepiej być nie mogło ! Podrapałem się po głowie, spojrzałem jeszcze przez chwile na przyjaciela. Toż sobie wymyślił, nie mógłby sam pójść ? Ja miałbym spokój, On zajęcie, wszyscy szczęśliwi i zadowoleni.
No cóż .. wiedziałem, że obiecałem, ale nie miałem pojęcia na co się godzę, zresztą, mogłem to przewiedzieć. Przecież On uwielbia dyskoteki, wyrywanie nowych panienek.
- Masz świadomość, że jestem po koncercie ? Koncert razy trzy plus wywiad, rozumiesz ?! - syknąłem.
- Danny obiecałeś ! - warknął, odwracając się plecami. No jak małe dziecko.
Po chwili ciszy, w końcu się odezwał.
- Zrób sobie przerwę, taki chilloutcik - puścił oczko. Na co mnie bardziej zdenerwował, lecz powstrzymałem się od zbędnych uwag.
- Za pół godziny na dole, gówniarzu !- pogroziłem palcem.
- Jestem starszy - krzyknął, podchodząc do łóżka.
- Won ! - rzuciłem w Niego poduszką, a On .. uciekł.

****

Dokładnie 30 minut po rozmowie u mnie w pokoju, czekałem na Erika, spóźnił się o .. 2 minuty.;]
- Spóźniłeś się - puknąłem palcem w zegarek, wyszczerzając zęby. Brunet spojrzał na mnie, po chwili zaczął się śmiać. Ale z Niego śmieszek się zrobił ..
Klub nie był daleko, był osadzony na tej samej ulicy co Hotel, jednak nie powiem, trochę pokręcona była droga do Niego. Po pijaku bym nie trafił. Ops.
Weszliśmy do budynku, wcześniej zapłaciliśmy wejściówkę u przemiłej Pani, która Nas o dziwo nie poznała.
Podeszliśmy do baru, zamówiliśmy po drinku i usiedliśmy przy stoliku, rozejrzawszy się dookoła.
W środku była masa ludzi, klub był naprawdę duży, większość szalała na parkiecie, inni zaś siedzieli podobnie jak my przy stolikach, jeszcze inni chodzi to tu, to tam.
- Masz już jakąś na oku ?! - zapytał brunet, sącząc przyniesionego przed sekundą, drinka.
- Nie - odpowiedziałem krótko. - ale Ty .. Alicia ? - poruszyłem dłońmi w celu wykonania jakby 'schematu'
Przez chwilę go zamurowało, czyżby zapomniał ? Poczerwieniał, jednak po chwili zbladł. Eeej, On rzeczywiście się speszył.
- Eriś, nie mów, że zapomniałeś ? - spytałem poważnie, patrząc na Jego reakcję, zaczął się plątać.
- Nie ja ... ee . Danny to z przyzwyczajenia - przyznał w końcu, spuszczając głowę w dół. Widziałem jak przegryza dolną wargę. Cały On.
Nie rozumiem jednak, jak można zapomnieć, że się kogoś ma ? Chory jakiś.
- Eriś, masz jakieś zaburzenia ? Emocjonalne ? - wykrztusiłem po chwili, na co przeniósł wzrok na Mnie, patrząc w taki sposób jakby chciał mnie zaraz zabić, ewentualnie pożreć. Eee .. bez podtekstów. ;>
Przez pierwsze sekundy nie odezwał się i nawet wydawało mi się, że przestał oddychać.
Minęła około minuta, kiedy ponownie na mnie spojrzał, po czym ... wyszedł.
- Hej, hej, hej - wybiegłem za Nim. - A Ty dokąd ? - złapałem go za ramię, odwrócił się.
- Dobra, wiem co o mnie myślisz. Dobrze myślisz, tylko ... - uciął.
Nie będę go już katował, c'nie ? I tak chłopak ledwo żyje, był bardzo blady. No co go ugryzło ?
- Przestań, jesteśmy przyjaciółmi, wiem, że uwielbiasz imprezy i nie jesteś przyzwyczajony do bycia w związku, idziemy - rozkazałem, ciągnąc go z powrotem do budynku. Nie protestował, posłusznie wszedł tam razem ze mną.
Po kilku kolejkach impreza coraz bardziej się rozkręcała, poznaliśmy kilka dziewczyn, wypiliśmy parę drinków, trochę potańczyliśmy, pogadaliśmy, ale w pewnym momencie z pola widzenia zniknął mi Erik.
Nie było ani jego ani Merry.
Błądziłem wzrokiem po sali, ale znajdź go w takim tłumie. Mam trzy opcje ; albo to olać, albo go szukać, albo czekać. Wszystkie były fajne ... dobra żartowałem, muszę go przecież poszukać.
Przeprosiłem koleżanki i skierowałem się na "obchód" wkoło sali, wewnątrz, jak i zewnątrz. Szukałem go nawet po łazienkach. Ale jakby zapadł się pod ziemię. Gdzie On mógł wleźć ?
Po chwili z toalety .. damskiej, wyszła moja zguba w towarzystwie Merry.
Oboje na twarzach mieli wymalowany uśmiech i wręcz płakali ze śmiechu, zataczając się na boki.
Już się domyślałem do czego tam doszło.
Chwiejnym krokiem podszedł do mnie przyjaciel, bełkocząc coś po nosem i wesoło się śmiejąc.
Złapałem go za lewe ramię i pociągnąłem na bok.
- Co tam się działo ?! - zapytałem głupio, ale nie uzyskałem odpowiedzi. - Odpowiedź ! - krzyknąłem, potrząsając bruneta. Spojrzał na mnie jak na idiotę, czym się nie przejąłem i po chwili odpowiedział.
- A co ? - podniósł brwi do góry i wystawił mi język.
- Zrobiłeś to z Nią ?!
Przez następne sekundy, które okazały się wieczności, Erik nic nie odpowiadał, a ja w nerwach czekałem na te informację. W myślach sobie mówiłem, żeby między Nami do niczego nie doszło. Przecież gdy Alicia się o tym dowie, to będzie koniec ich związku. A On sam, nigdy sobie tego nie wybaczy. Przecież miałem go pilnować. Po jaką cholerę On tutaj przyjeżdżał ?! Z Nim jest zawsze jeden i ten sam problem.
- Taak, a co chciałeś iść z Nami ? - z myśli wybił mnie wzrok bruneta, który śmiejąc się, robił dziwne miny, przy czym się gibał na wszystkie strony świata.
- Popieprzyło Ci się w głowie ?! Masz dziewczynę ! - popchnąłem go, w wyniku czego wpadł na ścianę.
Nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie tępym wzrokiem. Wyszedłem.

6 DNI PÓŹNIEJ.

Jestem w Polsce. Nareszcie. Biorę szybki prysznic i jadę do Candy. Bardzo się za Nią stęskniłem. Mam nadzieję, że pozytywnie mnie odbierze.
Sytuacja, która miała miejsce kilka dni temu, została wyjaśniona. Prawie.
Mój kumpel nie może sobie wybaczyć tego co zrobił, tłumaczy, że był pod wpływem alkoholu. Ja to rozumiem, wiem jaki ma słaby łep do picia, ale Alicia ? Jestem pewny, że go zostawi, gdy się o wszystkim dowie. Ale w sumie czyja to wina ? Tylko i wyłącznie Erika. Kazał mu ktoś tyle pić ? Kazał mu latać za pannami i w ogóle iść na jakąkolwiek dyskotekę ? Ja byłem temu przeciwny, ale On się uparł, więc teraz ma nauczkę. Ale i tak mi go szkoda. Jego twarz stała się jakby szara. Oczy przeszywa smutek i strach. Prawie wcale się nie odzywa. Biedaczek. Niestety, nie jestem w stanie mu pomóc, jedyne co mogę dla Niego zrobić to siedzieć cicho i po prostu zapomnieć o całej tej akcji. Ustaliliśmy, że udajemy, że nic się nie stało. Ten wybryk mógłby zrujnować ich związek. A tego nie chcemy, prawda ?
Rozmawiałem z Nim, doradzałem, pytałem, czy na pewno tak będzie lepiej ? Czy poczucie winy go nie zniszczy ? A co jeśli wyrzuty sumienia, będą tak silne, że będzie musiał wyjawić jej tę tajemnicę później, gdy bardziej się ze sobą zżyją, lub co gorsza pojawi się dziecko. Wtedy to wszystko będzie trudniejsze, będzie przynosiło większy ból.
Mężczyzna, wybrał opcję nie mówienia o niczym. Jego wybór. Nie chcę i nie będę się do tego mieszał. I tak, już mu dostatecznie pomagam.

****

Zaparkowałem samochód pod blokiem, w którym mieściło się rzekome mieszkanie mojej przyjaciółki.
Zastanawiacie się skąd mam auto ? Mojego taty, byłem u Niego kilka godzin temu. Pożyczył mi je, aby nie tłukł się taksówką. Przy okazji się pogodziliśmy. Przeprosił mnie za to jak się uniósł.

Blok był osadzony w bardzo przyjemnej i spokojnej dzielnicy. Był ogromny, pomalowany na piaskowy kolor, bardzo elegancki, ale nie przesadnie zamożny.
Stanąłem przy drzwiach, z kartką w dłoni. Musiałem zadzwonić pod numerek 29, ale jakoś brakowało mi odwagi. Po chwili poczułem jak ktoś kieruje się do drzwi i otwiera je, wślizgnąłem się do środka wraz z ta osobą. I powoli zmierzałem ku górze. Wybrałem sobie schody, nie wiem dlaczego nie windę. Byłoby znacznie szybciej. Chyba chciałem jeszcze to na szybko przemyśleć. Analizowałem wszystkie myśli w mojej głowie, związane z Candy, gdy dotarłem pod jej drzwi. I pomyśleć, że za Nimi jest .. Ona.
Znaczy .. mam nadzieję, że ją zastanę.
Stanąłem naprzeciwko mieszkania i wgapiałem się w klamkę. Minęło trochę czasu kiedy usłyszałem czyiś głos. Odwróciłem wzrok i dostrzegłem starsza panią w podeszłym wieku, miała na sobie sweterek z dzianiny, na głowie zaś kapelusz, w dłoni trzymała torebkę, a na nosie okulary o śmiesznym kształcie.
- Dziecko, modlisz się nad tymi drzwiami ? - zapytała, ciepłym głosem.
- Eee .. zna Pani Candy Shon - bez kompletnego przemyślenia to powiedziałem, ale zrobiłem jak mniemam dobrze.
- O tak, to bardzo miła i kochana dziewczynka. A Ty jesteś jej narzeczonym ? - wbiła mi nóż w serce. Sam nie wiedziałem kim dla Niej teraz jestem. Chyba już nikim, bo nie utrzymuje ze mną żadnego kontaktu.
- Nie wie Pani, czy zastanę ja w domu ? - kobieta pokiwała głową na tak i dopowiedziała - oczywiście, powinna być - po czym zniknęła z mojego pola widzenia.
Chwile się wahałem, ale w końcu zebrałem się w sobie i delikatnie zapukałem w dębowe drzwi.
Bałem się jak Cad, zareaguje na moją osobę, ale musiałem ją zobaczyć, nie wiem dlaczego, po prostu musiałem.


Z powodu braku czasu, trochę spóźniony. Ale w nagrodę jest dłuższy niż pozostałe. ;]

środa, 10 kwietnia 2013

Wesele

Dziewczyna patrzyła na mnie trzymając torebkę i bluzę w dłoniach, jej łzy spływały coraz bardziej po jej policzkach. Wiem, dlaczego tak reaguje .. mianowicie nie chce być sama, bo wszystko do niej wraca, ale z drugiej strony pokazuje jaka jest uparta, niedostępna i nie chce mi się zwalać na głowę.
Bez słowa, po raz kolejny wyrwałem jej z posiniaczonych dłoni torebkę i niewiele myśląc przyciągnąłem ją do siebie, tuląc tak mocno, że aż jęknęła. 
- Zostań, proszę - powiedziałem szeptem, głaszcząc jej ciemne włosy, Ona zaś cicho łkała, wtulając się w moja klatkę piersiową. Tak bardzo lubię kiedy to robi, czuje się wtedy jakbym latał, niczym ptak, między białymi, puchatymi chmurkami na błękitnym niebie. 
- Ale tylko przez kilka dni - oderwała się ode mnie, patrząc z łagodniejszym wyrazem twarzy.
- Możesz zostać tutaj tyle ile potrzebujesz - złapałem jej dłoń i delikatnie musnąłem ją ustami. Wtedy dopiero bardziej przyglądnąłem się jej siniakom.
- Boże, co On Ci zrobił - przyjrzałem się. Dłonie, jak i zarówno ręce były mocno sine, natomiast ciemna cera Candy - blada.
Przeniosłem wzrok na Cad, która widocznie przegryzała dolną wargę. Pogłaskałem jej lewą dłoń, po czym znów ja pocałowałem.

****

Rozpoczął się wrzesień, minęło około dwa miesiące od rzekomego zdarzenia u Alicii.
Od tamtego czasu, bardzo dużo się zmieniło.
Erik spotyka się z Alicią, między nimi widocznie coś iskrzy, oczywiście oboje zaprzeczają, tłumacząc, że Eriś jedynie jej pomaga dojść do siebie po tym wszystkim.
Mattias natomiast zaręczył sie z Cattis i pod koniec miesiąca ma odbyć się ich ślub, na który otrzymałem zaproszenie. Zaś Candy wyjechała do Polski, ponad miesiąc temu, wróci dopiero na wesele Matt'a.
Bardzo zaprzyjaźniła się z Catt, Matt'em i Molly.
A ja .. a ja w październiku wyruszam w trasę. Taaaak, wydałem płytę, a teraz czeka mnie masa koncertów. Trzy miesiące poza domem, to sporo, ale myślę, że dam sobie radę.
Wracając do panny Shon, to mam kontakt, dzwonimy do siebie średnio dwa razy w tygodniu, może trzy. Dziewczyna postanowiła wyjechać, chce zapomnieć o tym co się wydarzyło..
Długo myślała nad tym, czy wyprowadzić się na stałe ze Stockholmu i porzucić tym samym Szwecję.  W ostateczności, zrezygnowała z pracy w Szkole Tańca, pożegnała przyjaciół i odwiozłem ją na lotnisko, pożegnałem i od tamtej pory jej nie widziałem. Ma przylecieć do Szwecji na to wesele, więc wtedy  będziemy się widzieć. Później znów wróci i zapewne nasz kontakt się urwie. Na zawsze ...

28 WRZEŚNIA :

Wesela trwa w najlepsze, tak, już jest po ślubie, przysiędze etc. ale najważniejszego jeszcze nie było, a mam na myśli oczepiny. Nie wiem dlaczego, ale je lubię, od zawsze.
Nasuwa się tutaj zapewne pytanie czy jestem z kimś na tym przyjęciu. Powiem .. Nie.
Miałem zaproszenie z osobą, ale po kilku rozmowach z Candy, ustaliliśmy, że pójdziemy tak jakby razem.

W pierwszej kolejności jakaś dziewczyna musiała złapać welon, brawa dla zawodników, ale wygrała Cad.:D
Szczęściara, wiem. Zawsze powtarza, że "głupi ma zawsze szczęście". Widziałem jej lekki uśmiech na twarzy, kiedy okazało się, że to ona złapała welon, ale również jakby nutę niepokoju.
Cóż .. jednak po kilku sekundach, jej niepokój znikł a pojawiło się zaskoczenie. Tak brawo Dann, krawat jest Twój. Byłem speszony, ale co mam poradzić. Mattias pomógł mi go włożyć ii .. i trzeba zatańczyć z przyszłą panna młodą.
- To było specjalnie - syknąłem do dziewczyny.
- Możliwe - uśmiechnęła się zdradliwie.
Ooo czyżbym miał rację ? haha, a to przebiegła niuuunia.
Po tych wszystkich zabawach, które były nie dosyć, że przezabawne, to jeszcze męczące.
Postanowiliśmy się przejść, trochę porozmawiać. Bo w sumie nie wiadomo kiedy znów się spotkamy. Być może nigdy. Tym bardziej, że nie mieliśmy okazji usiąść i pogadać, bo dziewczyna przyjechała wczoraj wieczorem, a jutro rano już wraca do Polski. Nie, nie będzie jej na poprawinach, ciekawe z kim ja tam będę. Ale głupie pytanie.
Szliśmy przez park, który mieścił się bardzo blisko sali w której odbywało się przyjęcie weselne. Było w nim niezmierne cicho i spokojnie, jedynie nasze kroki zagłuszały idealną atmosferę, która w nim panowała.
- Jak sobie radzisz - zapytałem po chwili.
Dziewczyna odwróciła głowę, spoglądając mi w oczy.
- Jest okeej, znalazłam pracę jako choreograf, mam ładne mieszkanie i najważniejsze - spokój - każde jej słowo zaczynało mnie .. boleć ? Chyba tak to powinienem nazwać. Przystanąłem, łapiąc ją za dłoń, odwróciła sie do mnie przodem, nie mając pojęcia o co chodzi.
- Candy .. proszę nie wyjeżdżaj - mówiłem, wiedząc, że jest to niemożliwe. Ona ma tam idealne warunki to normalnego funkcjonowania, zapomina o tym co zrobił jej ten skurwysyn. A ja jej chcę to zabrać ? Złe określenie. Chce tylko, aby tutaj była, obok mnie. Danny, nie piłeś prawie nic, ale czasami mówisz takie pierdoły. Chociaż nie, to nie pierdoły, to jest bardzo ważne.
Dziewczyna spojrzała na mnie, maszcząc brwi, ale nie dałem jej dojść do słowa.
- Tęsknię za Tobą - zacząłem, opierając swoje czoło o jej. Trochę niska jest xdd. ale to nie wyklucza, że jest zjawiskowa.
Przymrużyła leciutko oczy, po czym je otworzyła, odsuwając troszkę swoją twarz od mojej.
- Ja za Tobą też - powiedziawszy to, przybliżyła się z powrotem, patrząc wciąż w moje oczy. Jej spojrzenie coraz bardziej mnie przeszywało.
Po chwili, dotknęła swoimi ciepłymi ustami, moich i delikatnie je musnęła, odwzajemniłem to i po chwili tonęliśmy w namiętnym pocałunku.
Z każdym jednym muśnięciem pogrążaliśmy się w coraz większej rozkoszy.
Nie chciałem tego przerywać, była taka .. taka inna. Piękna, zmysłowa, czarująca ..
Po około minucie - nie wiem, nie liczyłem czasu. Zakończyła tę magiczną chwilę, nie chciałem tego kończyć, więc miałem wybór, ale to ponowić albo ja przytulić. Szybko wybrałem tę druga opcję, nie chciałem aby się wystraszyła.
Mocno, a zarazem delikatnie przysunąłem ją do siebie, wtulając ją w swoją klatkę piersiową, wiedziałem, że to się już nie powtórzy.
- Przepraszam - szepnęła, podciągając nosem. Chwile później odsunęła się i odeszła. Bez słowa, a mnie wbiło w ziemię, nie mogłem zrobić kroku, nie mogłem jej zatrzymać, nie mogłem zrobić nic.
Kiedy "ocknąłem się" po incydencie, który sprawiła mi moja przyjaciółka, ruszyłem w kierunku budynku weselnego, miałem nadzieje, że spotkam ją tam i będę miał okazję to wyjaśnić. Chociaż w sumie, nie mam nic do wyjaśnienia, to ona mnie pocałowała.
Wszedłem po schodach i po chwili znalazłem się w środku, ludzie bawili się na parkiecie wraz z Parą Młodą, niektóre osoby siedziały przy stolikach, inne zaś krzątały się, wychodząc z sali na dwór. Jednak nigdzie nie spostrzegłem Candy, gdzie Ona się podziała ? Błądziłem wzrokiem bezsensownie po pomieszczeniu, coraz bardziej napawając się strachem, lecz niestety bez skutku. Zrezygnowany usiadłem na swoimi miejscu przy stoliku, wyciągnąłem telefon i bezczynnie czekałem, tylko na co ?
- Daniel, co z Tobą ? - usłyszałem nagle głos Erica, patrzył na mnie z góry, pukając jednym palcem o stół.
- Nic się nie bawisz, wyglądasz jakby Cię z krzyża zdjęli. Aaa .. gdzie Candy ? - zdziwił się.
Przegryzłem mocno dolna wargę, ale w tak silny sposób, że aż poczułem jak leci mi krew.
- Nie wiem - odpowiedziałem, ale chłopak nie miał zamiaru poprzestać na tej jakże wyczerpującej wypowiedzi. Więc opowiedziałem mu pokrótce co się wydarzyło, chyba nie znał mnie ani Cad, od tej strony.
- Danny, zadzwoń do Niej, pojedz do hotelu w którym się zatrzymała, przecież .. - urwał.
- Gdyby to było takie proste - rzekłem, spoglądając na telefon.
- Kochasz ją ? - zapytał po chwili, łapiąc mnie za ramię.
- Nie - odpowiedziałem - znaczy, nie wiem, ale raczej nie - speszyłem się.

****

Niestety tak jak się spodziewałem, dziewczyna się nie odzywa do mnie już dwa tygodnie. Natomiast ja wyjeżdżam, dopiero za trzy miesiące wrócę po trasie do domu. Jedynym moim pocieszeniem jest koncert w Polsce. A jedyna przeszkodą .. brak adresu mojej przyjaciółki.
Może dobrze się stało, że nie mogę się z Nią skontaktować, skoro nic do Niej nie czuję. Ale z drugiej strony .. tego również nie jestem pewny. To wszystko działo się zbyt szybko.
Pakowałem walizki i właściwie już wychodziłem, kiedy na drodze staną mi .. Miramis.
- Ooo właśnie kolego, Ty jedziesz do Mattiasa, pakuj rzeczy, raz dwa - zaśmiałem się do, grożąc palcem, kot patrzył na mnie jak na debila, chyba zrozumiał co do Niego powiedziałem, bo po chwili zniknął za drzwiami.
'Będzie się pakował ? - pomyślałem z uśmiechem i ruszyłem w jego stronę.
Ale przecież to jest cwaniaczek i nie dane mi było prędko go znaleźć. Zakopał się gdzieś i nawet nie pomrukiwał, co miał w zwyczaju, Coś czuję, że się spóźnię, przez tego czarnego diabła.
Szukałem go wszędzie, dosłownie. Ale skubany tak się ukrył, że nie miałem szans.
Po kilkuminutowych poszukiwaniach zrezygnowałem i wyszedłem z pokoju, kierując się do kuchni.
A tam .. na STOLE, siedzi sobie zadowolony Miramis, jego oczy patrzące na mnie, chcą powiedzieć 'I widzisz debilu, tutaj jestem'.
- Miramisek, nie ładnie ! - syknąłem, zgarniając go, on jedynie cicho zamiauczał i już po chwili słodko pomrukiwał.
Spakowałem jego "rzeczy", tak on też ma swoją walizkę, a w niej zabawki, jedzenie etc.
Włożyłem go do klatki, stawiając na podłodze.
- Poczekaj, zaraz wracam - zabrałem walizki i wyszedłem z domu, zamykając lekko za sobą drzwi.
Zszedłem na dół po schodach i po chwili włożyłem wszystko do samochodu. Jeszcze tylko wrócę po kota i mogę jechać.
Proszę, macie pocałunek. Zadowolone ?
Popadam w nałóg, wiem. Nie powinnam psuć.:P

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Konfrontacja

- Candy co się stało ?! - chodziłem nerwowo po pomieszczeniu, oczekując odpowiedzi, której nie otrzymywałem.
- Co się stało ?! - ponowiłem podniesionym tonem.
Menadżer i ludzie będący za kulisami, patrzyli na mnie jak na wariata, mój pracodawca wyrażał nutę złości, bo nie reagowałem na jego okrzyki, że powinienem wychodzić już do ludzi.
- Potrzebuję Twojej pomocy szybko .. - powiedziała cicho, w tle słyszałem jakiś szelest, ale nie potrafiłem odgadnąć co się dzieje.
- Jestem u Alici, Danny proszę pomóż mi - po tych słowach rozłączyła się, a mnie ogarnął strach.
Co mogło się wydarzyć ? Muszę to sprawdzić. Ale .. jak ? Droga do Stockholmu zajmie mi godzinę.
Mam niewiele czasu.
Po natychmiastowym włożeniu I phone do kieszeni, szybko skierowałem sie do wyjścia, łapiąc po drodzę bluzę, wiszącą na wieszaku.
- Ej, ej, a Ty dokąd ? - krzyknął za mną menadżer, ze złowroga miną.
- Masz tutaj samochód ? - zapytałem z nadzieją, odwracając się do Niego. Bez słowa podał mi kluczyki od samochodu, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Przepraszam, muszę jechać - rzuciłem i wybiegłem na zewnątrz, mijając ludzi.

****

Jestem prawie na miejscu, jeszcze tylko dwie ulice i będę. Zadzwoniłem wcześniej do Erica, aby podał mi dokładny adres Alici, On sam już miał czekać pod jej domem. Uzgodniliśmy, że wybierzemy się tam razem, dla bezpieczeństwa, nie wiem, co tam się wydarzyło, ale musi być to coś poważnego.
Po kilku minutach zaparkowałem pod domem dziewczyny i wysiadłem z samochodu, pospiesznie zamykając go i chowając kluczyki do spodni.
- Stary, coś nie gra - skierowałem się w stronę przyjaciela, który stał pod bramą.
- Powiem Ci, że nie widzę nic dziwnego, jesteś pewny, że coś się stało ? - w odpowiedzi tylko spojrzałem na Niego i oboje ruszyliśmy na posesję.
Próbowałem jeszcze raz skontaktować się z Candy, ale nie odbierała.
Wreszcie zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi, jednak nikt nie otwierał.
- Na pewno są w domu ? - Saade i jego głupie pytania - ej, cicho - przyłożył ucho do drzwi. - ktos tam jest - powiedział, patrząc na mnie, robiąc krok w tył.
Przez około 10 sekund, trwała nieprzerwana cisza, gdy nagle usłyszeliśmy wielki huk i .. krzyk. Ja jednak bardziej nazwał bym to piskiem. Podświadomie ustaliłem, że głosy należą do Candy i Alici.
- Eric, wchodzimy - pociągnąłem za klamkę, o dziwo drzwi były otwarte.
Weszliśmy cicho do środka i idąc za krzykami, czyli musieliśmy pokonać schody.
Saade czujnie podążał za moimi krokami.
Przy pokoju, z którego dobiegały piski dziewczyn, które chwilowo ustapiły, przystanęliśmy na chwilę i wsłuchaliśmy się w czyiś głos. Był to męski głos, mężczyzna wydawał się na starszego. Ups. Już wiem co się święci.
- No to teraz laseczki, mam dwa kąski tylko dla siebie, ciekawe czy też jesteś taka dobra jak moja córka - bezczelny śmiech i ponowny pisk dziewczyn.
Złapałem za klamkę ii ...
W kącie siedziała skulona i zapłakana Alicia, natomiast na łóżku "leżała" Candy, również nie kryjąc łez. Ten frajer się do Niej dobierał. Na szczęście nie zdążył.
- Ty skurwielu ! - krzyknąłem i podbiegłem do mężczyzny uderzając go w twarz z pieści. Nie powiem, że łatwy przeciwnik mi się trafił, a wręcz przeciwnie.
- Kim jesteś gówniarzu ?! - spojrzał na mnie, próbując wymierzyć mi cios, ale nie zapominajmy, że w pobliżu mam posiłki, a mianowicie Saade. Pomógł mi go urządzić i trochę go skopaliśmy.
Nawet dobrze mi zrobiło takie wyżycie się na kimś, tym bardziej, że ten facet nic nie mógł nam zrobić, bo sam by sie wkopał.
Eric zabrał Alicię, a ja Candy, wzięliśmy je na ręce i wyszliśmy z domu, zostawiając tego skurwysyna na podłodze, zalanego krwią, ale to i tak nic poważnego, trochę mu rozwaliliśmy ryjek, nic poza tym.
Eric zabrał Alicię do Siebie, razem z Molly jakoś się Nią zajmą. Gdyby był tutaj Erik, z pewnością by było mu to na rękę, ale niestety Eriś zrobił sobie wakacje i wyjechał poza granice Szwecji.
Natomiast ja pod swą opiekę wziąłem Cad, której przerażenie nie miało końca. Nie dziwie się.

****

Zaprosiłem dziewczynę do kuchni, robiąc jej ciepłe kakao, była zgaszona. Oczy miała czerwone od płaczu. Nie pamiętam jej nigdy w takim okropnym stanie. Ale i tak jest piękna.
- Proszę - podałem jej kubek gorącego napoju i usiadłem naprzeciwko.
Długo nic nie mówiła, sam nie przerywałem tej ciszy, Nie wiedziałem co mam powiedzieć, jak się zachować.
Wstałem i podszedłem do Niej, kucając przy niej.
- Malutka - rzekłem - hej, tutaj nic Ci nie grozi - złapałem za jej drżącą dłoń.
Spojrzała na mnie, przymykając lekko oczy.
- Odwieziesz mnie ? - zapytała cicho, ale tak bardzo, że prawie jej nie usłyszałem.
- Zostajesz u mnie - oznajmiłem na co delikatnie się uśmiechnęła.
Nienawidzę kiedy jest smutna i przygnębiona. Zabiłbym tego chuja, za to co jej zrobił a raczej co chciał jej zrobić. Ale Chwała Bogu, udało mi się do tego nie dopuścić.
Dziewczyna wstała, patrząc mi w oczy, po chwili rozpłakała się.
- Boje się - szlochała.
- Ciii, jestem tutaj, nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził - przytuliłem ją mocno, a ona jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Kochana Candy.
Po chwili jednak odkleiła się ode mnie, lecz po jej policzkach nadal płynęły słone łzy rozpaczy i smutku.
Ująłem delikatnie jej twarz w dłonie i pocałowałem w czoło.
- A jeśli On wróci ? Wie gdzie mieszkam .. napewno wie - zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Nie bój się, okej ? Zostaniesz u mnie, a jutro .. jutro pojedziemy do Twojego mieszkania, zabierzemy potrzebne Ci rzeczy i pomieszkasz tutaj  - już chciała coś powiedzieć i domyślam się, że chciała zaprzeczyć, ale położyłem jej palec na ustach i przytuliłem do siebie.
Po 23 dziewczyna zasnęła w sypialni dla gości, poprawiłem jej kołdrę, zgasiłem lampkę i wyszedłem, zamykając cicho drzwi. Sam, poszedłem do siebie, kładąc się na ziemną pościel.
Niestety a może i stety, nagle usłyszałem cichy głos i pukanie do drzwi.
Domyśliłem się kto to. W drzwiach stanęła zrozpaczona i wystraszona brunetka.
- Dann .. - zaczęła, ale jej przerwałem.
- Chodź - rozłożyłem ramiona, w które po chwili wtuliła się drżąca Candy.
Podciągnęła nosem i po chwili wyswobodziła się z mojego uścisku.
- Nie będziesz spała ? - uśmiechnąłem się, na co mnie skasowała wzrokiem.
- Bardzo śmieszne - ups .. to trochę , jakby .. przegiąłem ?
- Okej, niech stracę, tylko nie zabieraj mi kołdry - pogroziłem palcem.
Dziewczyna położyła się obok mnie, objąłem ja ramieniem i całując we włosy rzekłem "dobranoc" i zamknąłem zmęczone oczy. Trochę się wierciła, skubana, oczywiście większa część kołdry była po jej stronie, a to mała przebiegła złodziejka.

****

Wstałem jakieś pół godziny temu, moja przyjaciółka jeszcze słodko spała. O dziwo się wyspałem, choć nastąpiła drobna walka o kołdrę, ale to szczegół.
Szykowałem śniadanie i parzyłem świeżą kawę, kiedy w drzwiach stanęła zaspana Candy, patrząc na mnie swymi oczami, w których widziałem smutek.
- Siadaj - wskazałem na krzesło, spojrzała na mnie głupio, ale po chwili posłusznie usiadła.
- Danny, nie musisz tego dla mnie robić - zaczęła, przyglądając się swoim lekko posiniaczonym dłoniom.
O czym ona mówi ? Mam ją niby zostawić ? Samą ?  W takim stanie ? Nie wybaczyłbym sobie gdyby jej się coś stało.
- Candy, przestań - powiedziałem, wyłączając czajnik z kipiącą wodą i zalewając ją do kubków.
.- Masz swoje sprawy, wystarczy że ściągnęłam Cię z koncertu .. przepraszam, powinnam zadzwonić do kogoś innego, lub .. - urwała, przenosząc wzrok na okno.
- Zawsze możesz na mnie liczyć, więc przestań marudzić i jedz śniadanie - podałem jej talerz z tostami i usiadłem obok.
Niestety dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Nie .. ja już pójdę - wstała, ale gdy tylko zrobiła trzy szybkie kroki w przód, zatrzymałem ją, łapiąc za rękę. Odwróciła sie mimowolnie i spojrzała mi w oczy.
- Danny, tak nie powinno być - zaczęła. - wystarczy, że mnie przechowałeś przez jedna noc, dziękuję - wyrwała się. Tsssa no idź idź, daleko nie zajdziesz, jam jest bardzo szybki zawodnik. xd
- Candy, nie wygłupiaj się - złapałem ją przy drzwiach do pokoju. - Candy, słyszysz ?! - krzyknąłem, gdy pakowała, swoje rzeczy. Nie reagowała. Podszedłem do Niej, zabierając jej torebkę.
- Dziewczyno co Ty wyprawiasz - podniosłem ton.
- Daniel to jest niebezpieczne - wymamrotała.
- No właśnie i dlatego nigdzie nie pójdziesz ! - jeszcze głosniej to powiedziałem.
Spojrzała na mnie, mówiąc.
- Dann .. - nie zdążyła skończyc, bo jej przerwałem - standard.
- Powiedziałem coś. Zostajesz u mnie. - zrobiła krok w przód, wyrywając mi z rąk swoją torbę, chyba chciała wyjść.
- Nie rozumiesz, że się o Ciebie martwię, nie rozumiesz ?! - krzyczałem, a po jej policzkach popłynęły łzy. No to pięknie.
- Candy, przepraszam - chciałem to naprawić, ale to nie było takie proste. Ona nienawidzi jak ktos się drze, 

Taaaaaka sytuacja. :P
Ciuum.;*

wtorek, 26 marca 2013

Wyjazd

Janna patrzyła na Nas, nie wiedząc co ma powiedzieć. Jej łzy spływające wcześniej po policzkach wyschły, nie było po nich śladu, oczy, które przeszywał zdradziecki smutek, teraz zamienił się na złość i zazdrość, dłonie jednak nadal lekko drżały, a Ona sama była niemile zaskoczona całą sytuację.
Wiem, że milcząc, knuła jakiś spisek, aferę, coś, co teraz zakończyło by ten kabaret po jej myśli.
- Wiesz kochanie, że nie lubię, gdy tak żartujesz - powiedziała po chwili.
Przełknąłem ślinę, bo w sumie, nie wiedziałem jak to rozegrać.
Candy uniosła głowę ku górze, niemalże opierając się o moją klatkę piersiową, miałem świadomość, że Janna mnie pogrąża.
- Wiesz, że mówię prawdę - powiedziałem, z powrotem pesząc brunetkę, a Candy lekko się zaśmiała.
Dziewczyna już nic nie odpowiedziała, zabrała torebkę, kurtkę i wyszła. Dodam, że mocno trzasnęła drzwiami, więc jak mniemam nie spodobało jej się jak ją potraktowałem, ale cóż, na nic milszego nie zasłużyła.
- Wszystko okej ? - odezwała się dziewczyna.
- Tak - odpowiedziałem zmierzając w stronę kuchni. Nie pytając o nic, przystąpiłem do robienia kawy.
Brunetka bacznie mnie obserwowała, siedząc przy stole i opierając się łokciami o brodę.
Bez słowa podałem jej świeżo zaparzony napój i usiadłem naprzeciwko.
- Danny, widzę, że nie jest okej - zaczęła - wiem, że chodzi o Jannę, znów Cię przepraszała i prosiła o wybaczenie ? - zapytała, kładąc dłonie na stole.
- Tak - odpowiedziałem cicho.
- Wiesz, że kłamie.
- Wiem i nie mam zamiaru jej wybaczać. Wszystko jest w porządku, trochę mnie zaskoczyła i zaszokowała, ale znam jej gierki - rzuciłem, obejmując kubek w dłoniach i unosząc go ku górze w celu wypicia.
- Mądra blondyneczka, mądra - zaśmiała się.
Eyyy, jestem On, a nie ONA. Nie lubię jak tak do mnie mówi, nauczyła się od Erika i skubana powtarza.
- Kiedy masz jakiś koncert ? - zapytała po chwili zmieniając temat.
- Jutro - powiedziałem krótko - ale mam jeszcze robotę kilkugodzinną przed występem - dodałem.
Cad, spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Muszę zając się Cattis, Matt ma w planach zrobić jej niespodziankę - rzekłem.
- Ty ? - zdziwiła się, ciekawe dlaczego ?:D
- A co w tym dziwnego ?
- Eee no nic, nic. - zachichotała cicho, upijając łyk kawy. O co jej chodzi ?

Następnego dnia ..

- Gdzie jedziemy ? - zapytała zdezorientowana Catarina, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu.
- Niespodzianka - powiedziałem tajemniczo i ruszyłem przed siebie.
No to ładnie, ładnie się wpakowałeś Dann, bo tak szczerze ? Nie ma żadnej niespodzianki, nie mam pojęcia co przez te kilka godzin mam robić z dziewczyną mojego kumpla, zero planów, zero pomysłów, lecę na spontan, ale myślę, że daleko tak nie zalecę. True.
Jechałem powoli, mijając kolejne ulice Stockholmu i w głębi duszy zastanawiałem się co ja do cholery mam robić. Przecież nie zabiorę ją na zakupy, czy na obiad. Bo wtedy się zorientuje, że coś kombinujemy z Mattiasem.
Na myśl mi tylko przychodziła Candy. Yhyy, tylko ciekawe jak ja mam się z Nią skontaktować, skoro przez ruch w mieście nie ma szans wysłać esemesa, a zadzwonić nie mogę, bo obok siedzi Cattis. Leżę i nie wstaję. Mój kumpel mnie zabije, możecie mi trumnę już zamówić, bo czuję, że będzie chciał mnie pochować jak najszybciej i wtedy wybierze byle co. Tsss .. Amen. Juuuż, dobra nie panikuj, ogarnij się idioto.
Po kilku minutach wpadłem na genialny plan, a mianowicie - Stacja Benzynowa. Zawsze można powiedzieć, że chcę mi się do toalety, c'nie ?
- Paliwa Ci zabrakło ? Mówiłeś, że tankowałeś - powiedziała Catt, mrużąc oczy.
- Tankowałem i własnie muszę się opróżnić, zaraz wrócę - trzasnąłem drzwiami i szybkim krokiem skierowałem się w stronę toalet. Wybrałem numer Candy i po kilku sygnałach odezwał się znany mi głos.
- Musisz mi pomóc - walnąłem przeraźliwie.
- Ale co się stało ? - zapytała.
- Mówiłem Ci wczoraj, że muszę zająć się dziś Catt, tylko problem w tym, że nie mam zielonego pojęcia co mam z Nia robić, gdzie ją zabrać. Mogłabyś mi jakoś pomóc ? - posmutniałem, a dłonie mi drżały, Stach ? Chyba przerażenie.
- Przywieź ją do Studia, zajmę się Nią - ufff.
- Serio ? Normalnie Cie kocham, jesteś wielka - odrzekłem wesoło.

****

30 minut później byliśmy na miejscu, zostawiłem Catarinę w towarzystwie Candy i wybrałem się do domu. Matt się wścieknie za to, że nie dotrzymałem obietnicy, ale cóż miałem począć, skoro nie miałam pomysłu jak zainteresować jego dziewczynę.
Ekhem .. może to nieco nietaktowanie zabrzmiało.
Miałem jeszcze chwilę czasu, więc wybrałem się na zakupy. Jestem bardzo kulturalny, zamiast pomóc przyjacielowi, to ja poszedłem na łatwiznę i wmieszałem w to niewinną Candy, a sam łażę po sklepie.
Kupiłem wszystko co było mi potrzebne oraz żarcie dla Miramisa i pojechałem do domu.
Niestety, zadzwonił Matt i poprosił mnie, abym przetrzymał Cattis do 20 . Chcą czy też nie, musiałem ujawnić prawdę, może gdyby nie mój wieczorny koncert siedziałbym cicho. Nieco się wkurzył, ale w sumie nie ma co się dziwić. Oboje ustaliliśmy, że poprosimy Erika, aby "dostarczył" na dwudziestą Catarinę. A ja .. przygotowuje się do koncertu, a raczej koncertów. Mówiłem Wam ? Nie ? Mianowicie mam koncerty w dziś jeden i dwa jutro, na terenie Szwecji, więc pakowanie jest konieczne. W zasadzie to tylko dwa dni, a może i aż ...

Niedziela, godzina 17:08

Jestem już po jednym koncercie, który odbył się o godzinie 14. Między czasie udzieliłem jeszcze krótkiego wywiadu, pytali głównie o płytę, ale zdarzyło się pytanie na temat powodu zakończenia kariery.
Aktualnie przebywam w hotelu, czekając na godzinę 19, o której to rozpoczynam kolejny z występów i tym samym ostatni.
Leżałem na łóżku i skakałem po kanałach, nie miałem żadnego zajęcia, a jedyną moja atrakcją był telewizor.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi, ouuu ciekawe kto to taki ?
- Proszę - rzuciłem, podnosząc się do góry, siadając.
Zza drzwi wyłonił się mój menadżer z zadowolona minę, chociaż nie do końca. Dziwne.
- Danny mam plany na ten tydzień ? - zapytał patrząc na mnie niepewnym wzrokiem.
- A coś się stało - wstałem, wyraźnie zaniepokojony.
- Nie, nie, nie. Spokojnie. Chodzi o to, że dostałem kilka telefonów, z prośbą wystąpienia przed publicznością. Dlatego pytam, czy nie masz jakiś planów. - jego wyrozumiałość zawsze wzbudzała we mnie zachwyt, ale nie powiem, czasami przechodzi samego siebie. Inny menadżer by nie pytał, czy mam wolne i czy chcę występować, tylko by zrobił to po swojemu.
- Nie mam planów - uśmiechnąłem się - więc gdzie te koncerty mają się odbyć ? - zapytałem, uśmiechając się szerzej. Moja kariera nabiera tempa.
Okazało się, że wszystkie zaproszenia otrzymałem z terenów Szwecji, więc na szczęście nie musiałem wyjeżdżając dalej niż poza tereny mojego kraju. Jednakże miasta były od siebie trochę oddalone.
Niewiele ale jednak coś.
Pomyślałem, że zadzwonię do Candy, zapytam co u Niej i przekażę jej wiadomość o przedłużeniu się wyjazdu.
- Czeeeeść Malutka - przywitałem ją gorąco.
- Oo , hej - odrzekła słodko, na co na twarzy od razu wdarł mi się szczery i wielki uśmiech.
Rozmawialiśmy niespełna 10 minut, a Ona coraz bardziej jakby cichła. A otóż, miała dziwnie smutny głos, albo inaczej to ujmę - z każdym jednym wypowiedzianym do słuchawki, słowem, przekazywała mi coraz to smutniejszy ton, albo raczej przerażony ? Sam nie wiem.
- Cad, mogę Cię o coś spytać ? - dla pewności zapytałem spokojnie o pozwolenie.
- Oczywiście, słucham.
- Coś się stało ?
Dziewczyna chyba nie miała ochoty mi powiedzieć, bo na samym początku zamilkła, dopiero jak ją troche przysnąłem to powiedziała.
- Alicia, ma problemy - stwierdziła krótko.
- Jakie ?
- Jej ojciec ją molestuje - wykrztusiła z siebie z przerażeniem.
Jak to ?! Alicię ? Ojciec ? A to skurwiel.
Po krótce, dziewczyna mi opowiedziała o sytuacji jej przyjaciółki, która ma jednym słowem mówiąc : piekło w domu. Choć jest pełnoletnia i pracuje, nadal mieszka z rodzicami, a raczej z ojcem. Jej matka zmarła trzy lata temu. Właśnie od tego czasu panuje tam dramat..

Środa 19:28 :

Mniej więcej za pół godziny wychodzę na scenę, jestem w Uppsala, a jutro wyjeżdżam do Södertälje, gdzie zagram ostatni z koncertów, po którym to wrócę do cieplutkiego domu. Ahh marzenia..
Byłem gotowy do wyjścia, prawie, jeszcze niezbyt włosy mi się układały, ale styliści jakoś sobie poradzą - mam nadzieję.
Jednak nie dane im było skończyć moje afro na głowie, bo rozdzwonił się mój telefon...zawsze spoko.
Na wyświetlaczu widniał numer Candy. Zdziwiłem się, bo przecież wie, że za moment wychodzę na scenę.
- Słucham - odebrałem, wstając. Tss jednak okazało się, że udało im się mi to uporządkować i byłem gotowy. Menadżer machał rękoma, abym przyszedł do wejścia, mówiąc coś pod nosem.
- Danny, pomóż mi - usłyszałem szept Candy ...


Miałam popsuć - obiecałam Kasi.:d Ale stwierdziłam, że jeszcze nie, jeszcze nie w tym rozdziale.
Bo jakbym popsuła teraz, to by mój plan legł w gruzach.

Gdybym do Świąt Wielkanocnych, które są za kilka dni, nie zdążyła złożyć Wam życzeń, to zrobię to teraz, a więc wszystkiego co najlepsze, miejmy nadzieję, że śnieg który znajduje się za oknem, stopnieje i spokojnie będziemy mogli się oblewać w poniedziałek. Bo jak mniemam, jest opcja rzucania się śniegiem, a chętnych nie brakuje.
Cium . ; *

sobota, 16 marca 2013

Przeszłość

Ah, zapomniałbym o Nich, przecież całą tę sytuację widzieli nasi przyjaciele. Zrobiło mi się strasznie głupio, Candy "zeszła" ze mnie i wstaliśmy oboje.
- Nie, zostańcie - mówiłem speszony.
- Nie, nie my już pójdziemy, trochę się zasiedzieliśmy - odpowiedziała Molly, ciągnąc za sobą głupio uśmiechniętego Erica, najwidoczniej skumał, o co kaman. Chwilunia, jakie "kaman", przecież nic prócz przyjaźni nie łączy mnie z Candy. 
Niestety moje prośby, o to, aby zostali nie podziałali i chwile później zniknęli gdzieś na klatce schodowej, zostawiając mnie z ciepłym "Trzymaj się".
Wróciłem do mieszkania, gdzie zastałem brunetkę, która szykowała się do wyjścia, jej również zrobiło się głupio.
- A Ty .. - uniosłem jedną brew ku górze, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Zbieram się, późno już - zabrała torebkę i włożyła buty.
- Przecież dopier .. - spojrzałem na zegarek, lecz nie dane mi było podać jej dokładnego czasu, bo mi przerwała.
- Musze iść - wstała, zakładając torbę na ramię i kierując się ku drzwiom, tym samym wymijając moja osobę.
- Hey - złapałem ją za ramię - co się stało ? - zapytałem.
Miała takie przestraszone oczy, jakby zobaczyła ducha. Mnie się bała ? Przecież się przyjaźnimy, nie zrobiłem jej nigdy krzywdy i nie zrobię. Coś nie gra.
Zamknęła oczy, po chwili jednak je otworzyła, wyrywając się, wyszła.
Stanąłem jak wryty, o co jej chodzi ? O ten drobny wypadek gdy graliśmy w grę, czy o coś innego ?
W sumie mogłem i nawet powinienem za Nią pójść, ale tego nie zrobiłem. Jestem idiotą ? 

****

Obudziły mnie letnie promyki słońca, aż nie chciało mi się wstawać, ale cóż mam poradzić. Roboty mam tyle, że nie ma mowy o "dniach wolnych", żadne urlopy, chorobowe czy inne, nie wchodzą w grę.
Dzisiaj miałem dosyć napięty grafik a mianowicie :
8:00 - Studio, o 12:00 - Menadżer, 14:30 - Studio Taneczne, 17:00 - Studio i do wieczora nie robię nic innego tylko myślę, wymyślam, piszę, kreślę, tworzę i podśpiewuję. To się nazywa powrót, już czuję moje wieczorne zmęczenie..
W Studio byłem chwile przed ósmą, zrobiłem sobie kawki i zasiadłem do kartek, co my tu mamy .. jakiś nieskończony tekst, kilka linijek jakiegoś badziewia, czyli to trzeba skreślić i zamienić, to przerobić i będzie okej.
Zajęło mi to prawie dwie godziny, spojrzałem na zegar 09:49, Matko, dopiero ? 
Nie powiem, że nie lubię tutaj siedzieć i tworzyć, ale jakoś tak trochę się odzwyczaiłem o tej jakże ciężkiej i męczącej pracy.

Kiedy nastał wieczór i pozostało mi jedynie siedzieć ZNÓW w Studio, byłem nieco spokojniejszy, stwierdziłem, że jeśli nie bedę narzekał to szybciej minie mi czasy, napie jakiś dobry tekst i wszystko będzie dobrze.
Standardowo w najmniej oczekiwanym momencie zadzwonił mój telefon - Mattias.
- Słucham Ja Ciebie ? - odebrałem, wesoło pytając.
- Danny, musisz mi pomóc - jego głos brzmiał jak z jakiegoś horroru.
- To znaczy ? - ciekawe co kmini.
- Musisz zająć się Cattis przez sobotnie południe - powiedział troche luźniej.
Eeee ? Ja Cattis ? Mattias zwariował .. :P
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - zapytałem nie wiedząc o co mu może chodzić.
- Chciałbym zrobić jej niespodziankę - odpowiedział krótko, a już się przestraszyłem.
Jednak nic nie odpowiedziałem, chyba za bardzo zastanawiałem się co to za niespodzianka i jak wyciągnąć szczegóły od Matt'a. Po chwili powiedział mi sam o co chodzi.

****

Dziś piątek, wieczór, godzina 21 z hakiem, skończyłem dziś wcześniej i postanowiłem posiedzieć sobie w domu i trochę poleniuchować, tym bardziej, że w niedzielę czeka mnie dwa koncerty, a jutro jeden - wieczorem + pilnowanie Cattis.
Skakałem po kanałach, gdy w pewnej chwili usłyszałem dzwonek do drzwi, ani odrobiny spokoju i samotności. Doczłapałem do drzwi, otwierając je .. za nimi stała Janna.
Pomyślałem tylko "czego tutaj chcesz ?" jednak wyrwał mnie jej głos.
- Cześć, mogę wejść ?
- Tak - wpuściłem ją do środka, idąc za nią do salonu.
Usiadła. Nie mówiąc kompletnie nic. Ja również nie odzywałem się ani jednym słowem. Nie wiedziałem jednak po co do mnie przyszła.
Po kilku sekundach, przełamałem się, chyba moja ciekawość była silniejsza ode mnie, zapytałem co ją do mnie sprowadza.
- Przemyślałam to wszystko, zrozumiałam, jak bardzo Cie kocham i jak mocno Cie skrzywdziłam, ale proszę Cię, zacznijmy wszystko od nowa - mówiła przez łzy, które spływały po jej policzkach.
Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć, tak bardzo mnie zraniła, a teraz chce abym jej wybaczył, te wszystkie dni, w których nie potrafiłem znaleźć wyjścia z tej sytuacji, gdy zakończyłem karierę i popadałam w coraz większą rozpacz, jej nie było .. Teraz znów się pojawiła.
- To niemożliwe - powiedziałem siadając na fotelu.
- Ale kocham Cię, człowieku rozumiesz ?! - wrzasnęła, szlochając coraz głośniej.
- Ty nie potrafisz kochać - powiedziałem w złości.
Popatrzyła na mnie, tymi swoimi kłamliwymi oczami, jej dłonie ocierały łzy, które rozmazały jej ciemny makijaż. Podeszła bliżej, obok fotela, na którym siedziałem.
- Potrafię, do szaleństwa. Kocham Cię tak mocno, że nie potrafię bez Ciebie żyć.
Usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi, wstałem, mijając Jannę i otwierając drzwi w których zastałem Candy.
- Hey - przywitała się, uśmiechając się słodko. 
Wpuściłem ją do mieszkania, mając świadomość, że w środku znajduje się zapłakana Janna, lecz nie mogłem wyprosić Candy.
Gdy zaprowadziłem ją do salonu, przystanęła.
- Kto to jest ? - zapytała moja eks.
- Moja przyjaciółka - odpowiedziałem, na co brunetka nie wyraziła zadowolonej miny.
Podeszła do Niej, wystawiając dłoń
- Miło mi, jestem dziewczyna Danielka - powiedziała z cwaniackim uśmiechem na ustach.
Candy, zrobiła krok w tył, nie podając dłoni brunetce, a "wchodząc" we mnie.
Zatrzymałem ją, kładąc dłonie na jej biodrach, na co jakby sie uspokoiła.
- Z tego co pamiętam Daniel nie ma dziewczyny - powiedziała.
- Nie ? - zapytała zdezorientowana.
- Nie - odpowiedziałem, gasząc byłą.

Wiem, że krótki i to feeest. Ale nie miałam pomysłu co dać "w środek", a chciałam zakończyć w tym momencie, wieem, jestem okropna.:D
Następny cd pojawi się, myślę, że szybko.;)
Ciumek i miłego wieczoru.;*

czwartek, 7 marca 2013

Twister

Minęło kilka godzin zanim wróciłem do domu, spacer z Candy nieco się przedłużył. Pochłonęła nas rozmowa o tym co zamierzam. Więc postanowiłem, a raczej postanowiliśmy, że jutro pojadę do mojego menadżera z prośbą przyjęcia mnie z powrotem na moje stanowisko. Najbardziej to chyba boję się reakcji mediów, ale w sumie mam to gdzieś, niech myślą i piszą co chcą.

Dzień później ...

Zmierzałem długim korytarzem w kierunku biura, nerwy ? Tak. Nie mam pojęcia dlaczego się denerwuje, czego się boje, przecież On będzie z tego powodu zadowolony. Przy samych drzwiach, przystanąłem. Wziąłem głęboki wdech ii.. drzwi się otworzyły. Jakaś nowa technologia ?
Menadżer spojrzał na mnie, marszcząc brwi, z niewiedza i lekkim zdziwieniem w oczach.
- Danny ? - zapytał.
- Cześć, możemy porozmawiać ? - zapytałem tak cicho, że sam siebie prawie nie słyszałem.
Facet spojrzał na mnie, nie kryjąc zaskoczenia, wpuścił mnie do środka i usiadł na biurku, rozwalając ułożone starannie dokumenty, ja natomiast stanąłem naprzeciw Niego, wyciągając lewą dłoń z kieszeni granatowych spodni.
- Słucham ? - powiedział.
Przez chwile zastanawiałem się jak mam go poinformować o powrocie i jak usprawiedliwić tę moją nieobecność. Nie wymyśliłem żadnej przemowy, a więc pozostał mi jedynie czysty spontan.
- Chciałbym powrócić do kariery solo i E.M.D. - rzekłem.
Menadżer uśmiechnął się wstając.
- To wspaniale ! Mówiłem Ci, że dasz radę. Bo nazywasz się Danny, a Danny nigdy się nie poddaje - wymamrotał, motto, którego mnie nauczył i według którego żyłem.
 wyszczerzyłam ząbki i podałem mu tekst "Tonight".
- Ooo - widok jego zachwyt z mojej pracy, naprawdę mnie cieszył. 
Taaaak wreszcie jestem w swoim żywiole, i to dzięki Candy.
Uzgodniłem z moim pracodawcą, że w najbliższym czasie nagram nowe utwory i przejdę do wydania płyty, między czasie troche pokoncertuję, dam kilka wywiadów i pomyśle nad nowymi klipami.
Czeka mnie masa roboty, ale nie przejmuję się tym, najważniejsze jest to, że znów mogę robić to, co kocham.

Wróciłem do domu po 19, byłem w Studio nagraniowym i tanecznym, u Candy w szkole i na drobnych zakupach. Wieczór planuję z chłopakami. Wybieramy się na imprezę. Szybko coś jem, prysznic i o 20 muszę być gotowy. Ey, chyba się nie wyrobię, dobra Danny, nie panikuj ! Spokojnie..yhy, jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy, właśnie .. wszystko mi zaczyna z rąk wypadać, no chłopie z tej radości zwariowałeś. :P
Wyszedłem z łazienki, pospiesznie zakładając koszulkę i otwierając drzwi, za którymi stali juz moi dwaj debile. 
- Chwilaa ! Umówiliśmy się na dwudziesta, a mamy.. - spojrzałem na zegarek - dwudziestą - podrapałem się po głowie, patrząc na rozbawione miny chłopaków. 
Założyłem bluzę i buty i wyszliśmy, a ja wciąż czułem na sobie głupia minę Erika.
- Co ?! - warknąłem w Jego kierunku, na co się speszył.
- Eee .. nic - powiedział wsiadając do samochodu.
Dobra teraz luz, tylko zabawa, żadnych problemów, żadnej presji, dzisiaj się wyluzuję.
Wysiedliśmy pod dobrze znanym mi klubem, czasami tutaj koncertowaliśmy, zdarzało mi się tutaj bywać również prywatnie, bardzo przyjemny klub.
Zapłaciliśmy za kurs i zmierzyliśmy w stronę wejścia, przy którym stało mnóstwo osób, czekając na kupno wejściówek. Oczywiście my weszliśmy bez problemu i to za free. 
Może tylko dlatego, że ochrona nas świetnie zna.:D
Cóż, zamówiliśmy po drinku, później następnego i następnego. Oczywiście w grę weszło jeszcze piwo, więc po kilku kolejkach byliśmy tak rozbawieni, że wywijaliśmy na parkiecie z nowo poznanymi dziewczynami jak mało kto.
Mattias się hamował, ja też, ale Erik .. zarywał do każdej panienki, ale był tak zalany, że niczego nie mógł na dłuższa metę wyrwać. Pechowy chłopak, pechowy ..
Ale okeey, około 2 w nocy, jakaś lala, nawet dosyć ładna dała się "omotać" wdziękom naszego durnowatego kumpla. I zniknęli gdzieś .. może wrócą, no właśnie może.
- Gdzie Ericzek - bełkotał Mattias, popijając jakiegoś drinka.
- Wyrwał coś i pfff zniknął - rozbiłem smutną minę, co wyglądało komicznie.
- A Ty czego niczego nie wyrwałeś ? Widziałem, eyy ja widziałem - machał mi palcem przed nosem - widziałem, że było tu parę lasek, które by chciał z Tobą się pi.. - zaciął się, na widok mojego morderczego wzroku.
- .. piwa chciałyby się z Tobą napić - dokończył ,motając się w zeznaniach.
Znów spiorunowałem go wzrokiem, po czym zamówiłem następna kolejkę dla nas obojga.
Około 3 w nocy stwierdziliśmy, że spadamy, Ericzka nie moglismy znaleźć niestety, a może stety, ale raczej niestety, bo ta łajza coś namiesza znowu, wymyśli bez zastanowienia i będą kłopoty.

Godzina 6:17 

Obudził mnie dźwięk telefonu. Kto do cholery ?!
Patrzę jednym okiem, drugim, znowu jednym i drugim i dwoma i .. Erik.
Odbieram, bo niby co mam zrobić, skoro juz mnie zbudził to chyba jestem zmuszony dowiedzieć się czego chce.
- Halo ? - powiedziałem zaspanym głosem, drapiąc sie po rozczochranym blonad włosach.
- Daaaniel - zawył Eriś.
- Co chcesz ? - zapytałem nieprzytomnie.
- Wiesz, może co ja wczoraj robiłem ? 
Kurczę, ja mam wiedzieć ? Co ja tajna kamerka jestem ? Pluskwa jakaś ? Detektyw ? Przeciez nie łażę za nim.
- Nie, a coś nie gra ?
- Ey, bo tak mnie łep boli i .. no - zakończył.
- Uhuhu .. ale zabalowałeś, kochany - zaśmiałem się.
- Hey ! - krzyknął, do słuchawki tak głośno, że aż podskoczyłem.
- Erik, nie mam zielonego pojęcia co robiłeś na tej imprezie, troche wypiłeś, wyrwałeś jaką panne i gdzieś z nią polazłeś - opowiedziałem, przykrywając się kołdrą.
- Aha - powiedział.

Dobrze, że dzisiaj jest niedziela, pospałem sobie do 12, jak nigdy. No czasem mi się zdarzało.:P
Kiedy zwlokłem się z tej milutkiego łóżka, z którym nie chciałem się rozstawać, ale musiałem, poszedłem do kuchni, zrobiłem kawę i kanapki, wziąłem prysznic i AKURAT zadzwonił ktoś do drzwi. Módlmy się. aby to nie był ERIK ! Bo umrę na zawał. Otworzyłem ze starchem albo inaczej , otworzyłem drzwi z nadzieję, że nie ma za nimi mojego przyjaciela, bo niby po co mi on w niedzielne popołudnie ? Żeby mi głowę suszył pytaniami "Co robiłem", "Co mam teraz zrobić" etc.
Pomyliłem się bowiem, a mianowicie za drzwi stała Candy z uśmiechem na ustach.
- Cześć, a Tobie co sie stało, jakis taki przestraszony jesteś ? - zapytała. No pięknie, ona mnie zawsze wyczuje.
- Miło, że jesteś - powiedziałem z entuzjazmem, choć cieszyłem się, że jest.
Weszła do kuchni, siadając przy stole, poprosiła o kawę.
- To teraz mi powiedz, dlaczego przeszywa Twoje oczy taki strach ? - zapytała, kładąc łokcie na stole, opierając brodę o dłonie. Opowiedziałem jej wszystko od początku, co wywołało u niej uśmiech, a raczej śmiech.
Dziewczyna pomogła mi przy obiedzie, który wspólnie zjedliśmy i postanowiliśmy wyjść do sklepu. Dobrze, że niektóre są otwarte w niedzielę.
Wybraliśmy się do .. zabawkowego. Nie ma śmiania ! :D
Wygłupialiśmy się, niczym maleńkie szkraby, mające po 3 latka.
Na koniec kupiliśmy grę, w którą mieliśmy zamiar pograć, ale rzecz jasna, nie sami, im więcej osób tym większa frajda.
Wracając do domu, zadzwoniłem po Saade i Molly, którzy kilka minut później byli juź u mnie w mieszkaniu.
- To co to za gra ? - zapytał Saade, zacierając ręce. A Molly chyba się modliła, by nie były to gry na PS, czy komputerowe.
- Twister - oznajmiłem.
Spojrzeli na mnie jak na idiotę, ale zgodzili się na zabawę.
Po półgodzinnym, wariowaniu na mecie, byliśmy w takich pozycjach, że nie chcę mówić, Molly "robiła" za sędzie a ja, Candy i Erica graliśmy.
- Eric, lewa noga na czerwony - wskazała rozbawiona dziewczyna.
- Ja nie dam raaaady - jęczał, próbując się nie wywalić - poddaje się - powiedział wstając.
- Ey, tak nie wolno - rzuciłem, ledwo trzymając się.
- Dobra, rywalizujcie między sobą - oznajmiła Molly.
- Przegrasz - wysyczała Candy, a na jej śliczna buzie wdzierał się powstrzymywany przez Nią uśmiech.
Zaczęliśmy od nowa, ale tylko my w dwójkę, miałem niezłą rywalkę, twarda sztuka - jednym słowem.
W zasadzie nie wiedziałem, czy uda mi się wygrać, z jednej strony powinienem dać jej fory, bo to kobieta ale z drugiej - weź tu przegraj z babą i to taką. :P Zachciało Ci się gry, idioto.
Po paru minutach, był wciąż remis, żadne z Nas się nie wywaliło.
- Candy, prawa ręka na żółty - mówiła brunetka.
Dziewczyna zmieniła pozycję .. prawie, bo po kilku sekundach, wpadła .. na mnie.
Przewróciła się na prawą stronę, spychając mnie z maty .. i wlecieliśmy na siebie (jakim cudem, nie mam pojęcia) .
- Przepraszam - powiedziała, patrząc mi w oczy.
Ale Ona ma .. fantastyczne oczy, jeeeej, takie magiczne, jedyne w swoim rodzaju, kochane i takie ciepłe.
Wpatrywałem się w Nią, jakby była 8 cudem świata .. chwila była. Była taka śliczna.
- Może my już pójdziemy - wyrwał nas głos Erica i uśmiechniętej Molly.

Wiem, że późno .. ale nie mogłam się zmobilizować, miałam rekolekcje, teraz w poniedziałek mam bierzmowanie.
Symbolicznie jako fan, chciałam sobie dać na trzecie imię Emilia .. ale mój "dziwny" ksiądz stwierdził, że nie ma Świętej Emilii . ; /
Więc zmieniłam na Lidia.;P
Trzymajcie za mnie kciuki, abym przerwała trzygodzinne stanie w kościele.:P
PS. Myślałam trochę, czy nie zakończyć bloga, bo nie wiem, czy jest potrzeba kontynuowania go ? Czytacie ? Może być ? Czy lepiej go zakończyć ?

czwartek, 21 lutego 2013

Powrót

Zegar pokazywał godzinę 6:07, nie spałam całą noc. Daniela nie ma do tej pory. Nie odzywa się, nie odbiera wgl telefonu. Co sie stało ? Nie mam pojęcia. Boje się o Niego...
Może powinnam zgłosić to na policję ? Ale znając Polskie Prawo powiedzą mi, abym sie uspokoiła i czekała aż wróci. Przecież nie mogę siedzieć bezczynnie i czekać, to mi nic nie da. A jeśli mu się coś stało ? Boże.
Wybrałam poraz setny jego numer i znów to samo.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, błyskawiczna kąpiel i ubieranie się. Nie wiedziałam, że potrafię tak szybko wszystko zrobić.
Gasiłam właśnie światło i miałam zamiar już wychodzić, kiedy usłyszałam dźwięk esemesa.
Wzięłam telefon i odczytałam go .. Danny.
` Hey. Przepraszam, że się tyle nie odzywałem. Jestem w Szwecji, mam nadzieję, że wrócisz sama bez żadnych usterek. Poczekam na Ciebie na lotnisku, napisz mi kiedy masz samolot. Wszystko wyjaśnie Ci na miejscu. Pa" - słucham ? Gdzie jesteś ? W Szwecji ? Co to ma być ? Jakieś "Mamy Cię" . Nie mogłam powstrzymać złości. Rzuciłam telefon na łóżko, obok którego usiadłam, zakrywając twarz w dłoniach. Co On wyprawia ?!

****

Odłożyłem telefon i spojrzałem na Miramisa. Odebrałem go pół godziny temu od mojego przyjaciela. Podobno strasznie miauczał.Tęsknił, jak to w jego naturze bywa.
Dlaczego jestem w Szwecji ? Możecie się śmiac i mówić, że jestem głupi. Ale .. wczoraj nie dzwonił do mnie ojciec tylko Janna. Prosiła mnie żebym przyjechał do niej. Że została pobita przez Mike, że chce do mnie wrócić.
Nie powiedziałem o niczym Candy, tylko pojechałem szybko na Lotnisko, akurat miałem samolot i przyleciałem do Stockholmu.
Więc dlaczego nie jestem u Niej ? Bo mnie okłamała. Znaczy .. nie do końca, rzeczywiście pokłóciła sie z Mike, ale jej nie pobił.
Kiedy przyjechałem w nocy pod jej dom, zobaczylem przez okno, jak sie całowali. Znów mnie zraniła, jest pewnie z siebie zadowolona. Czuje ten ból, nie moge sobie z tym poradzić. Po co daje jej sie omotać ?

O 17 Candy napisała mi esa, że jest już w Szwecji, ale żebym po Nią nie przyjeżdżał. Nie chce mnie widzieć.. nie dziwie jej się, zrobiłem jej przykrość. Jak ja to odkręcę ?
Wsiadłem w samochód i pojechałem pod blok Candy, chwilę sobie posiedziałem, bo nie wróciła jeszcze z Lotniska.
Kiedy zobaczyłem podjeżdżającą taksówkę i wysiadającą z niej dziewczynę, wysiadłem z samochodu, zamykając go.
- Pomoge Ci - zaproponowałem, a ona .. spiorunowała mnie wzrokiem.
Zabrałem się za walizki, na szczęście miała ich dwie. Nie wiem po co jej tyle ubrań .;D
Wniosłem je do mieszkania, stawiając w pokoju.
Dziewczyna nawet na mnie nie spojrzała.
- Candy - zacząłem nerwowo - przepraszam.
- Ostatnio dosyć często mnie przepraszasz, za swoje nieodpowiedzialne zachowanie, nie uważasz ? - odpowiedziała, robiąc kawę.
- Wiem - podeszłem do niej.
- Daniel pojechałem tam z Tobą by móc Cię wspierać przed rodziną, a Ty tymaczasem wróciłeś sobie SAM do Szwecji, co to miało znaczyć ? - wzruszyła ramionami, wysypując kawę na blat. Była bardzo zła na mnie, a mnie było cholernie przykro.
- Malutka, nie chciałem - powiedziałem odwracając ją do siebie i łapiąc delikatnie za dłonie. Lubiła kiedy tak do niej mówiłem, twierdziała że to jej "nowy pseudonim" . :]
Spojrzałem w jej oczy, w których widziałem ogromny smutek, bezradność i nutke złości.
Przejechałem wierzchem swojej dłoni po jej ciepłym policzku a ona przymknęła lekko oczy.
- Przepraszam Cię za wszystko - wypowiedziałem spokojnie, całując ją w czoło i przytulając do siebie.
Wtuliła sie w mnie jak małe dziecko, czułem jej słodki zapach i ten spokój wewnętrzny. Ma coś w sobie, coś wyjątkowego..
- Powiedz mi co Cię ściągnęło tutaj ? A może kto ? - zapytała podejrzliwie, 'odklejając' się ode mnie.
Wiem, że nie chciałaby tego usłyszeć, ale musiałem jej powiedzieć prawdę. Obiecaliśmy sobie, że nie okłamujemy się - taka rola przyjaciół.
Opowiedziałem jej wszystko po kolei z nawet najmniejszymi szczegółami. Czułem jakby z mojego serca spadał kamień.
Wyraz twarzy Candy był inny niż się spodziewałem. Mianowicie, przegryzła dolna warge i przytuliła mnie, głaszcząc po plecach.
- Będzie dobrze - powiedziała troskliwie.

Kilka dni później ...

Nastał ranek do salonu wpadało jasne światło, któro raziło moje zmęczone oczy. Było bardzo cicho, jak dla mnie zbyt spokojnie. Otworzyłem leniwie oczy i podniosłem się do góry zmieniając pozycje na siedzącą. Zmarszczyłem brwi, albowiem w pokoju panował ogromny bałagan. Miska z chipsami wywalona była na dywan do góry dnem, a obok niej leżała wywrócona butelka Coli.
Zabalowałem ..
Westchnąłem i chcący czy też nie, musiałem wstać. Starałem sie nie przewrócić, co nie było takie proste. Doczłapałem do kuchni i spojrzałem z innego punktu na Salon. Ogarnięcie tego syfu zajmie mi conajmniej godzine lub więcej.
- Dann - powiedziełem do siebie - chyba nie dasz rady - dokończyłem, drapiąc się po głowie.
Zrobiłem kawę i przystapiłem do działania. Taaak wiem zapuściłem i siebie i mieszkanie. To moje lenistwo doprowadza mnie do rozpaczy.
Po dwóch godzinach mieszkanie błyszczało, a ja padam ze zmęczenia. Ale nie myślcie, że pójdę spać.
Biorę kapiel i wychodzę na spacer. Uwielbiam włóczyć się po znanych mi zakątkach Sztockholmu.
Ubrałem się i wyciągnąłem telefon .. dlaczego go włożyłem do komody ? pfffee .. wybrałem numer Candy i umówiłem sie z Nią na kawe i spacer.
Lubiłem spędzać z brunetką czas, zawsze mnie rozumiała. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy . ;)

****

Właśnie wchodziłem do kawiarni, kiedy rozdzwonił się mój telefon - standard.
Spojrzałem na wyświetlacz - Janna. Przymrużyłem oczy i..nie odebrałem. Jesteście ze mnie dumni ? Bo ja z Siebie tak. Schowałem iPhone i skierowałem sie do stolika, gdzie czekała na mnie Candy. Bawiła się włosami, co wyglądało bardzo słodko i niewinnie.
- Cześć - przywitałem ją, calując w policzek.
- Hey - usiadła.
Zamówiłem nam kawę i ciastko, jakie ? Niespodzianka.
Z brunetką jak zawsze dogadywaliśmy się wspaniale, chyba lepiej niz z Erikiem. Tylko Ciii, bo się obrazi i kogo będę denerwował ?
- Daniel - zaczęła nerwowo, na co odstawiłem kubek z gorącym napojem.
- Wróć do kariery, myślę, że idzie Ci coraz lepiej, jeśli chodzi o samopoczucie - dokończyła patrząc mi w oczy. Odsunąłem się od stolika, wstając, rzuciłem banknot na stół.
- Chodź - powiedziałem.

****

Szlismy przez Park, nie mówiąc kompletnie nic. Patrzyłem na bezchmurne, błękitne niebo i myślałem o tym, o czym mówiła mi Candy. Tęsknię za koncertami, fanami, treningami, za tym całym nieziemskim klimatem.
- O czym myślisz ? - zapytała wyrywając mnie z przemyśleń.
- O mojej karierze - powiedziałem kopiąc napotkany kamień.
- I co wymysliłeś ? - przystanęła, stając naprzeciw. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć, bałem sie jaka będzie reakacja ludzi, mediów. Wyobrażałem sobie nagłówki gazet :
" Powrót Danny'ego po kilkumiesięcznej przerwie. Czy już wyleczył sie z miłości do Janny ?"
Będzie tyle szumu, że aż się boje myśleć.
Candy wciąż patrzyła na mnie oczekując odpowiedzi. Może Ona ma racje ? Wena wróciła, byłem w rozsypce, ale ogarnąłem to i czuję sie na siłach, by móc powrócić do kariery Solo i E.M.D.
- Myślę, że to dobry pomysł - powiedziałem, na co dziewczyna wtuliła sie we mnie.
- Dziękuję Miło mi, że mnie posłuchałeś.
- To ja dziękuje Tobie - przytuliłem ja mocniej, na co lekko się zaśmiała.
Po kilku sekundach puściłem ją i ruszyliśmy przed siebie rozmawiając o wszystkim i o niczym.


Popsułam trochę ale naprawiłam.:D
Rozdział dedykuję Czarnej.;* Bo chciałaś Dłługi ;D. I nie szantażuj .<3