- Co się stało ?! - ponowiłem podniesionym tonem.
Menadżer i ludzie będący za kulisami, patrzyli na mnie jak na wariata, mój pracodawca wyrażał nutę złości, bo nie reagowałem na jego okrzyki, że powinienem wychodzić już do ludzi.
- Potrzebuję Twojej pomocy szybko .. - powiedziała cicho, w tle słyszałem jakiś szelest, ale nie potrafiłem odgadnąć co się dzieje.
- Jestem u Alici, Danny proszę pomóż mi - po tych słowach rozłączyła się, a mnie ogarnął strach.
Co mogło się wydarzyć ? Muszę to sprawdzić. Ale .. jak ? Droga do Stockholmu zajmie mi godzinę.
Mam niewiele czasu.
Po natychmiastowym włożeniu I phone do kieszeni, szybko skierowałem sie do wyjścia, łapiąc po drodzę bluzę, wiszącą na wieszaku.
- Ej, ej, a Ty dokąd ? - krzyknął za mną menadżer, ze złowroga miną.
- Masz tutaj samochód ? - zapytałem z nadzieją, odwracając się do Niego. Bez słowa podał mi kluczyki od samochodu, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Przepraszam, muszę jechać - rzuciłem i wybiegłem na zewnątrz, mijając ludzi.
****
Jestem prawie na miejscu, jeszcze tylko dwie ulice i będę. Zadzwoniłem wcześniej do Erica, aby podał mi dokładny adres Alici, On sam już miał czekać pod jej domem. Uzgodniliśmy, że wybierzemy się tam razem, dla bezpieczeństwa, nie wiem, co tam się wydarzyło, ale musi być to coś poważnego.
Po kilku minutach zaparkowałem pod domem dziewczyny i wysiadłem z samochodu, pospiesznie zamykając go i chowając kluczyki do spodni.
- Stary, coś nie gra - skierowałem się w stronę przyjaciela, który stał pod bramą.
- Powiem Ci, że nie widzę nic dziwnego, jesteś pewny, że coś się stało ? - w odpowiedzi tylko spojrzałem na Niego i oboje ruszyliśmy na posesję.
Próbowałem jeszcze raz skontaktować się z Candy, ale nie odbierała.
Wreszcie zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi, jednak nikt nie otwierał.
- Na pewno są w domu ? - Saade i jego głupie pytania - ej, cicho - przyłożył ucho do drzwi. - ktos tam jest - powiedział, patrząc na mnie, robiąc krok w tył.
Przez około 10 sekund, trwała nieprzerwana cisza, gdy nagle usłyszeliśmy wielki huk i .. krzyk. Ja jednak bardziej nazwał bym to piskiem. Podświadomie ustaliłem, że głosy należą do Candy i Alici.
- Eric, wchodzimy - pociągnąłem za klamkę, o dziwo drzwi były otwarte.
Weszliśmy cicho do środka i idąc za krzykami, czyli musieliśmy pokonać schody.
Saade czujnie podążał za moimi krokami.
Przy pokoju, z którego dobiegały piski dziewczyn, które chwilowo ustapiły, przystanęliśmy na chwilę i wsłuchaliśmy się w czyiś głos. Był to męski głos, mężczyzna wydawał się na starszego. Ups. Już wiem co się święci.
- No to teraz laseczki, mam dwa kąski tylko dla siebie, ciekawe czy też jesteś taka dobra jak moja córka - bezczelny śmiech i ponowny pisk dziewczyn.
Złapałem za klamkę ii ...
W kącie siedziała skulona i zapłakana Alicia, natomiast na łóżku "leżała" Candy, również nie kryjąc łez. Ten frajer się do Niej dobierał. Na szczęście nie zdążył.
- Ty skurwielu ! - krzyknąłem i podbiegłem do mężczyzny uderzając go w twarz z pieści. Nie powiem, że łatwy przeciwnik mi się trafił, a wręcz przeciwnie.
- Kim jesteś gówniarzu ?! - spojrzał na mnie, próbując wymierzyć mi cios, ale nie zapominajmy, że w pobliżu mam posiłki, a mianowicie Saade. Pomógł mi go urządzić i trochę go skopaliśmy.
Nawet dobrze mi zrobiło takie wyżycie się na kimś, tym bardziej, że ten facet nic nie mógł nam zrobić, bo sam by sie wkopał.
Eric zabrał Alicię, a ja Candy, wzięliśmy je na ręce i wyszliśmy z domu, zostawiając tego skurwysyna na podłodze, zalanego krwią, ale to i tak nic poważnego, trochę mu rozwaliliśmy ryjek, nic poza tym.
Eric zabrał Alicię do Siebie, razem z Molly jakoś się Nią zajmą. Gdyby był tutaj Erik, z pewnością by było mu to na rękę, ale niestety Eriś zrobił sobie wakacje i wyjechał poza granice Szwecji.
Natomiast ja pod swą opiekę wziąłem Cad, której przerażenie nie miało końca. Nie dziwie się.
****
Zaprosiłem dziewczynę do kuchni, robiąc jej ciepłe kakao, była zgaszona. Oczy miała czerwone od płaczu. Nie pamiętam jej nigdy w takim okropnym stanie. Ale i tak jest piękna.
- Proszę - podałem jej kubek gorącego napoju i usiadłem naprzeciwko.
Długo nic nie mówiła, sam nie przerywałem tej ciszy, Nie wiedziałem co mam powiedzieć, jak się zachować.
Wstałem i podszedłem do Niej, kucając przy niej.
- Malutka - rzekłem - hej, tutaj nic Ci nie grozi - złapałem za jej drżącą dłoń.
Spojrzała na mnie, przymykając lekko oczy.
- Odwieziesz mnie ? - zapytała cicho, ale tak bardzo, że prawie jej nie usłyszałem.
- Zostajesz u mnie - oznajmiłem na co delikatnie się uśmiechnęła.
Nienawidzę kiedy jest smutna i przygnębiona. Zabiłbym tego chuja, za to co jej zrobił a raczej co chciał jej zrobić. Ale Chwała Bogu, udało mi się do tego nie dopuścić.
Dziewczyna wstała, patrząc mi w oczy, po chwili rozpłakała się.
- Boje się - szlochała.
- Ciii, jestem tutaj, nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził - przytuliłem ją mocno, a ona jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Kochana Candy.
Po chwili jednak odkleiła się ode mnie, lecz po jej policzkach nadal płynęły słone łzy rozpaczy i smutku.
Ująłem delikatnie jej twarz w dłonie i pocałowałem w czoło.
- A jeśli On wróci ? Wie gdzie mieszkam .. napewno wie - zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Nie bój się, okej ? Zostaniesz u mnie, a jutro .. jutro pojedziemy do Twojego mieszkania, zabierzemy potrzebne Ci rzeczy i pomieszkasz tutaj - już chciała coś powiedzieć i domyślam się, że chciała zaprzeczyć, ale położyłem jej palec na ustach i przytuliłem do siebie.
Po 23 dziewczyna zasnęła w sypialni dla gości, poprawiłem jej kołdrę, zgasiłem lampkę i wyszedłem, zamykając cicho drzwi. Sam, poszedłem do siebie, kładąc się na ziemną pościel.
Niestety a może i stety, nagle usłyszałem cichy głos i pukanie do drzwi.
Domyśliłem się kto to. W drzwiach stanęła zrozpaczona i wystraszona brunetka.
- Dann .. - zaczęła, ale jej przerwałem.
- Chodź - rozłożyłem ramiona, w które po chwili wtuliła się drżąca Candy.
Podciągnęła nosem i po chwili wyswobodziła się z mojego uścisku.
- Nie będziesz spała ? - uśmiechnąłem się, na co mnie skasowała wzrokiem.
- Bardzo śmieszne - ups .. to trochę , jakby .. przegiąłem ?
- Okej, niech stracę, tylko nie zabieraj mi kołdry - pogroziłem palcem.
Dziewczyna położyła się obok mnie, objąłem ja ramieniem i całując we włosy rzekłem "dobranoc" i zamknąłem zmęczone oczy. Trochę się wierciła, skubana, oczywiście większa część kołdry była po jej stronie, a to mała przebiegła złodziejka.
****
Wstałem jakieś pół godziny temu, moja przyjaciółka jeszcze słodko spała. O dziwo się wyspałem, choć nastąpiła drobna walka o kołdrę, ale to szczegół.
Szykowałem śniadanie i parzyłem świeżą kawę, kiedy w drzwiach stanęła zaspana Candy, patrząc na mnie swymi oczami, w których widziałem smutek.
- Siadaj - wskazałem na krzesło, spojrzała na mnie głupio, ale po chwili posłusznie usiadła.
- Danny, nie musisz tego dla mnie robić - zaczęła, przyglądając się swoim lekko posiniaczonym dłoniom.
O czym ona mówi ? Mam ją niby zostawić ? Samą ? W takim stanie ? Nie wybaczyłbym sobie gdyby jej się coś stało.
- Candy, przestań - powiedziałem, wyłączając czajnik z kipiącą wodą i zalewając ją do kubków.
.- Masz swoje sprawy, wystarczy że ściągnęłam Cię z koncertu .. przepraszam, powinnam zadzwonić do kogoś innego, lub .. - urwała, przenosząc wzrok na okno.
- Zawsze możesz na mnie liczyć, więc przestań marudzić i jedz śniadanie - podałem jej talerz z tostami i usiadłem obok.
Niestety dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Nie .. ja już pójdę - wstała, ale gdy tylko zrobiła trzy szybkie kroki w przód, zatrzymałem ją, łapiąc za rękę. Odwróciła sie mimowolnie i spojrzała mi w oczy.
- Danny, tak nie powinno być - zaczęła. - wystarczy, że mnie przechowałeś przez jedna noc, dziękuję - wyrwała się. Tsssa no idź idź, daleko nie zajdziesz, jam jest bardzo szybki zawodnik. xd
- Candy, nie wygłupiaj się - złapałem ją przy drzwiach do pokoju. - Candy, słyszysz ?! - krzyknąłem, gdy pakowała, swoje rzeczy. Nie reagowała. Podszedłem do Niej, zabierając jej torebkę.
- Dziewczyno co Ty wyprawiasz - podniosłem ton.
- Daniel to jest niebezpieczne - wymamrotała.
- No właśnie i dlatego nigdzie nie pójdziesz ! - jeszcze głosniej to powiedziałem.
Spojrzała na mnie, mówiąc.
- Dann .. - nie zdążyła skończyc, bo jej przerwałem - standard.
- Powiedziałem coś. Zostajesz u mnie. - zrobiła krok w przód, wyrywając mi z rąk swoją torbę, chyba chciała wyjść.
- Nie rozumiesz, że się o Ciebie martwię, nie rozumiesz ?! - krzyczałem, a po jej policzkach popłynęły łzy. No to pięknie.
- Candy, przepraszam - chciałem to naprawić, ale to nie było takie proste. Ona nienawidzi jak ktos się drze,
Taaaaaka sytuacja. :P
Ciuum.;*

wehooooooo, ile tu buziaków było! ;d I LIKE IT! xD
OdpowiedzUsuń' tak nic poważnego, trochę mu rozwaliliśmy ryjek, nic poza tym.' hahaha, coś a'la 'trochę go zmasakrowaliśmy - łeb rozwalony, ręka i noga złamane, jest bezpłodny' ;ddd
'Ona nienawidzi jak ktos się drze' ... ja też nie lubię :D
NAPRAWIAĆ, DO ROBOTY SIĘ BRAĆ, ROZDZIAŁY PISAĆ! ;d bo poślę ci żółwia!!! xd
czekam nn <3 ;)
No i popsuła :(
OdpowiedzUsuńDobrze, że Candy nic się nie stało. Teraz jeszcze poproszę kiss :D
Co do Twojego pytania: informuj mnie tak samo. Bloga nie usuwam, a komentarze przychodzą mi na maila; maila odbieram na bieżąco :)
"... jam jest bardzo szybki zawodnik" ;)) no czy on nie mógł powiedzieć, że ją kocha i wgl to nie tylko sie. Ech faceci:/
OdpowiedzUsuń